Francja nie poddaje się islamofobii
Francja nie poddaje się islamofobii Fot. Facebook Le Monde

Atak na redakcję francuskiego tygodnika satyrycznego był katalizatorem, który uruchomił lawinę komentarzy antyislamskich. Takie nastroje od dawna buzowały w Europie, jednak dopiero śmierć dziennikarzy publikujących w kraju bardzo otwartym na imigrantów pozwoliła wreszcie bez ogródek głosić islamofobiczne teorie. Zostały one przecież usankcjonowane krwawymi plamami na podłodze redakcji Charlie Hebdo. Sęk w tym, że najmniej podatne na islamską nagonkę są właśnie media francuskie i frankofońskie.

REKLAMA
Wróciłam z Paryża na trzy dni przed atakiem terrorystycznym. Trzeba przyznać, że miasto jest bardzo zróżnicowane rasowo. Na ulicy widać bardzo wielu czarnoskórych, hindusów, arabów. Nie tworzą oni jednak klas, wśród klienteli ekskluzywnych butików są przedstawiciele wielu ras, podobnie jest wśród bezdomnych zalegających na ławkach w metrze czy w witrynach sklepowych.
Podczas mojego pobytu w Paryżu nie wyczułam strachu wśród pasażerów metra czy w trakcie dużych zgromadzeń, mimo że widmo ataków terrorystycznych wisiało nad Paryżem i w prasie można było przeczytać o wzmożonych środkach ostrożności. Mimo to, kiedy młody człowiek arabskiego pochodzenia wpadł z rozpędem do wagonu z dużą czarną walizką nikt nie podskoczył na siedzeniu. Walizka okazała się przenośnym odtwarzaczem muzyki, a chłopak zaczął rapować.
Podobnie, gdy przed sylwestrem tłum zablokował się na stacji metra Charles de Gaulle – Étoile przy Polach Elizejskich. Zbyt wiele osób zdecydowało się właśnie tam przywitać nowy rok. Tłumy ludzi w żółwim tempie przesuwały się po peronie w kierunku wyjścia. Przyjeżdżały kolejne pociągi, a na stacji robił się coraz większy ścisk. Nie brakowało ludzi w turbanach z pakunkami (w których najprawdopodobniej znajdowały się szampany). Wszyscy karnie posuwali się do przodu, przepuszczali ludzi z dziećmi, wózki wirowały nam nad głowami, nikt nie napierał, karnie posuwaliśmy się do przodu.
A potem terroryści napadli na dziennikarzy satyrycznego tygodnika. Czy w Paryżu zasiano ziarno strachu?
Marsz pamięci nie jest dla ksenofobów
– Agata, opanujcie się, tu nie ma islamofobii. Jak czytam polskie gazety to mi się w brzuchu przewraca. Błagam, poczytaj Le Monde, L'Obs, wszystkie kanały radiowe mają debatę intelektualną o wolności mediów. To jest w ogóle inny dyskurs niż w Polsce. Nawet Marine le Pen nie zaprosili na marsz. Anne Hidalgo zrobi wystawę w Paryżu na cześć Charlie – słyszę od Ani, która mieszka w Paryżu i którą zapytałam o to, czy nastroje we Francji po atakach się zmieniły.
Rzeczywiście, organizatorzy wczorajszego marszu zaprosili całą francuską scenę polityczną, z wyjątkiem przedstawicieli Frontu Narodowego, którego liderką jest znana z antyislamskich komentarzy Marine Le Pen. – To byłoby znieważenie pamięci zabitych – Le Monde zacytował przedstawicieli francuskiej lewicy.
logo
Marine jest córką innego skrajnie prawicowego polityka Jeana-Marie Le Pena . Fot. Shutterstock
– Zapraszamy wszystkie siły polityczne republikańskie i demokratyczne, których ideą jest, by jednoczyć kraj. Nie chcemy tych, które dążą do podziałów, które stygmatyzują naszych współobywateli muzułmanów i próbują coś ugrać na strachu wywołanym środowymi zamachami – powiedział minister François Lamy z partii socjalistycznej.
We Francuskim multi-kulti nie ma nic złego
Z kolei w kanadyjskim magazynie "La Presse" pojawił się artykuł pt. "Nie trzeba sadzać Francji na ławie oskarżonych". Autor wskazuje w nim, że we francuskiej integracji nie popełniono żadnego błędu. – Nie istnieje model integracji, który jest obiektywnie najlepszy. Każde państwo szuka rozwiązania idealnego dla siebie, które będzie korespondowała z historią, językiem i instytucjami danego kraju – podkreśla Paul Journet.
– Skrajny islamizm istnieje w państwach, w których integracja rasowa czy religijna nie jest problemem. Na przykład w Pakistanie, gdzie 141 uczniów zostało zabitych przez talibów w grudniu zeszłego roku. (…) Nie należy zapominać, że to właśnie muzułmanie są najliczniejszymi ofiarami islamistów – dodaje autor. Zauważa też, że francuskie skrajnie prawicowe partie tworzą niebezpieczny amalgamat, w którym łączą muzułmanów z terrorystami. –To głupia teoria szoku cywilizacyjnego dała ekstremistom argumenty, dzięki którym rekrutują swoich zwolenników. Wszystko opiera się na polaryzacji, która sztucznie tworzy dwa obozy.
Tolerancyjny od przedszkola
Dominującą kwestią we francuskiej prasie nie jest dzisiaj pytanie jak pozbyć się wroga z domu, ale raczej jak nie dopuścić do stworzenia obrazu niebezpiecznego muzułmanina. Co ciekawe, ta dyskusja nie dotyczy tylko świata dorosłych. Francuzi zastanawiają się dzisiaj, jak wytłumaczyć dzieciom, co zaszło w środę w redakcji tygodnika Charlie Hebdo oraz w sklepie koszernym w dzielnicy Marais.
logo
Francuskie dzieci próbują zrozumieć zamach. Fot. Facebook L'OB
– Oni zabili dlatego, że myśleli, że mają do tego prawo i chcą, żeby ludzie wierzyli w to samo co oni – powiedział 9-latek blogerowi Le Monde. Rysunki są domeną najmłodszych, a francuskie dzieci ogarnął strach, czy i one mogą przez przypadek narysować coś, co nie spodoba się terrorystom. Właśnie dlatego w szkołach, przedszkolach i francuskich domach z dziećmi się rozmawia i tłumaczy.
Oczywiście, najprościej byłoby powiedzieć, że to wina obcych, że wystarczy zamknąć granice, wybudować mur i żadne zło się przez niego nie dostanie. Ale we Francji wiedzą, że jest to rozwiązanie zbyt infantylne nawet dla dzieci. Zamiast tego, cytując słowa blogera Le Monde mówi się: Kiedy wydarzy się tragedia, taka jak ta 7 stycznia, nigdy nie należy popadać w banalną pogardę dla innych. Szacunek wobec ludzi, tego, co myślą jest zawsze na czasie i stanowi gwarant dobrego życia we wspólnocie.
Terroryści z Paryża myśleli inaczej, Francja nie chce iść tym tropem.