Monogramy w modzie. Podpisane ubrania robią szał na wybiegach i ulicach
Monogramy w modzie. Podpisane ubrania robią szał na wybiegach i ulicach facebook.com/ragandbonenewyork

Pamiętacie jak w podstawówce obowiązkiem było podpisywanie ubrań? Teraz, jako dorośli, nie mamy potrzeby tego robić. Aż tu nagle okazuje się, że monogramy to trend całkiem mocny i wielcy projektanci coraz częściej z nich korzystają. Spersonalizowane w ten sposób ubrania mają chociażby Olivia Palerno i Cara Delevingne.

REKLAMA
W pierwszych latach szkolnych uczono nas, aby pieczołowicie oznaczać swoje rzeczy. Co jest twoje, niech będzie twoje i już. Zresztą w czasach, gdy większość dzieciaków nosiła identyczne halówki lub podobne trampki, nietrudno było o pomyłkę, toteż zabieg ten jest całkowicie usprawiedliwiony. I tutaj pojawiały się przeróżne kombinacje - czy podpisać się pełnym imieniem i nazwiskiem, a może ksywką lub inicjałem? Czy dodać serduszka i kwiatki albo może zamalować część podeszwy w zwykłe esy-floresy? Można było się wyżyć artystycznie do woli. Ale podpisywaliśmy też worki do kapci, niektórzy nawet kurtki i bluzki, a zwłaszcza zeszyty i książki. Mam jeszcze gdzieś na strychu pełno kajetów z nabazgranym na okładce zdaniem: "W razie zgubienia, proszę oddać właścicielce". A ostatnio nawet, gdy szukałam czegoś ciekawego w second handzie, znalazłam bluzkę podpisaną na metce: "Własność Jenny".
logo
Georgia May i jej osobista bluza od Rag&Bone. facebook.com/ragandbonenewyork
Monogram daje nam totalną personalizację ubrania. To znak, który wyróżni nawet najbardziej popularną, sieciówkową bluzę i nada jej osobistego charakteru. Tradycyjne oznaczenia takie były wyszywane, drukowane lub umieszczane nie tylko na ubraniach, lecz także na pościeli oraz sprzętach. I miały oznaczać osoby lub nazwę firmy. Z tą firmą w modzie świetnie odnajduje się popularna już od dawna logomania, którą pokazał nie tak dawno w kolekcji stworzonej dla H&M projektant Alexander Wang. W te same klocki gra też chociażby Adidas i wiele niszowych marek. Monogramy jednak tradycyjnie zazwyczaj są pisane literami ozdobnymi, co wcale nie znaczy, że mogą pojawić się pewne ustępstwa od tej zasady. Najważniejsze, żeby były czytelne.
Georgia May Jagger z dumą nosi ubrania Rag&Bone z wyszytym swoim imieniem, Cara i Olivia Palermo mają poncha od Burberry z własnymi inicjałami (ta pierwsza jeszcze przy okazji spersonalizowaną torebkę Fendi), a Karlie Kloss kurtkę z napisem „Karlie”.
logo
Spersonalizowane poncha u Burberry. facebook.com/Burberry
Ale "dlaczego kochamy monogramy? Dlaczego mamy płacić, aby pokazać, że rzecz, którą mamy, jest nasza? Czy to nie jest trochę dziecinne?" pyta Eva Wiseman, dziennikarka The Guardian. I wyjaśnia za chwilę, że działa tutaj zasada wewnętrznego dziecka, które wciąż w nas tkwi. Gdy widzimy ubranie podpisane naszym inicjałem, „cofamy się do czasów, gdy potrzebowaliśmy przypomnienia, kim jesteśmy i co dokładnie posiadamy”. Rzeczy takie sprawiają, że czujemy, iż są robione konkretnie z myślą o nas i dla nas. Nawet, jeśli jest to tylko imię, które nosisz nie tylko ty, lecz także jedna trzecia dziewcząt w kraju. I tak, jest to trochę dziecinne.
W dzisiejszych czasach jednak nietrudno o chociaż krztynę narcyzmu, więc nie ma chyba osoby, której nie ucieszyłoby ubranie "specjalnie dla niej". Czy sami będziemy naszywać i drukować sobie monogramy na własnych ubraniach? Albo coraz częściej zamawiać je na szytych na miarę koszulach? Niewykluczone. W końcu od projektantów, poprzez sieciówki, aż do szaf. I, jak podkreśla Wiseman, "uczucia nigdy nie wychodzą z mody", więc może warto się w ten sposób rozpieścić.

Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!