Kontenery na ulicy Średzkiej.
Kontenery na ulicy Średzkiej. Fot. Tomasz Kamiński/ Agencja Gazeta

Osiedla kontenerowe miały być miejscem zsyłki kłopotliwych lokatorów. Zdarza się bowiem, że mieszkańcy lokali komunalnych sprawiają problemy, awanturują się, nie potrafią zadbać o porządek. W praktyce jednak do baraków zsyłani są najbiedniejsi, a warunki, w jakich muszą mieszkać, są uwłaczające.

REKLAMA
Na pierwszy rzut oka kontenery na ulicy Średzkiej w Poznaniu wyglądają zachęcająco. Jasne bryły, skandynawski minimalizm, ciasne, ale własne. Rzeczywistość jest jednak bardziej prozaiczna. Plastikowe klocki są ogrzewane wyłącznie prądem, jeśli doda się, że za rachunki muszą płacić sami mieszkańcy, to socjalny charakter tych lokali staje pod znakiem zapytania.
– Z tego co wiem, rekordowy rachunek za prąd na poznańskim osiedlu kontenerów wyniósł za dwa miesiące około 800 zł, do tego trzeba dodać około 100 zł za czynsz – tłumaczy mi Katarzyna Czarnota z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów.
logo
Osiedle na Średzkiej nie należy do najprzytulniejszych. Fot. Tomasz Kamiński
Plastikowe ściany są fatalne zarówno latem, kiedy w mieszkaniach jest gorąco, jak i zimą, kiedy zamarzają drzwi wejściowe, a lokatorzy salwują się ewakuacją przez okna. Nie trzeba wspominać o grzybie, pleśni i zaciekach. To nie są lokale, które można nazwać domem.
Kim jest trudny lokator?
– Wszystko zaczęło się 20 lat temu, kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze kontenery socjalne – tłumaczy mi Katarzyna Czarnota. – To miał być substandard mieszkań dla gmin, które nie dysponowały wystarczającą liczbą lokali komunalnych. Do baraków trafiały osoby kłopotliwe, pijące i awanturujące się, ale także te chore, starsze i zadłużone – dodaje.
Dziś w Poznaniu sytuacja mieszkaniowa jest fatalna. Urząd miasta ocenia niedobór mieszkań dla najuboższych na 2-3 tysiące, natomiast według Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów jest to około 10 tys. lokali.
logo
Okolica lokali socjalnych. Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta
– Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, z jak bardzo poważnym problemem mamy do czynienia. Naprawdę każdy z nas może na którymś etapie swojego życia zostać zmuszony do skorzystania z lokalu socjalnego. Chyba nikt nie chciałby mieszkać w kontenerze.
Zapleśniały zimny barak nie jest dobrym miejscem na radzenie sobie z problemami życiowymi, tym bardziej, że do kontenerów trafiają także osoby chore psychicznie oraz alkoholicy, którzy po prostu potrzebują terapii.
Na poznańskie osiedle miano przydzielać wyłącznie mężczyzn, jednak bieda czy wykluczenie nie powinny być powodem, dla którego zabrania się komuś założyć rodzinę. Samo zakładanie osiedli kontenerów przypomina tworzenie getta, a kontrola przyrostu naturalnego byłaby zmienieniem tej organizacji w zwykłe więzienie.

Substandard dla subludzi?

W zeszłym roku grupa badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów oraz z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej przeprowadziła badania dotyczące mieszkań socjalnych. Pod lupę zostały wzięte dwa osiedla, przy czym jedno miało charakter kontenerowy inne było po prostu blokiem z mieszkaniami o najniższym standardzie. Okazało się, że baraki z osiedla na ulicy Nowatorskiej pamiętają II wojnę światową i służyły wówczas jako obozy pracy.
Badania wykazały, że na osobę przypada tam raptem 14,3 m2 powierzchni użytkowej. Jak dodali autorzy ankiety, dla mieszkańca Poznania jest to średnio 26,1 m2, a w miastach europejskich 32,0 m2. Ponadto, około połowa lokatorów mieszkań socjalnych to dzieci.
Idą zmiany?
Początkowo mieszkańcy osiedla przy ulicy Średzkiej mieli być objęci specjalnym programem terapeutycznym, nie doszedł on jednak do skutku. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów od początku protestowało przeciwko powstaniu tego osiedla. – Ludzie nie wiedzą dokąd mają być przeniesieni. Zresztą, jeśli komuś przedstawia się taką propozycję: albo własny kontener, albo przytulisko dla bezdomnych, oczywiście decydują się na tę pierwszą opcję. Ale nie jest ona dobra, pogłębia tylko wykluczenie, wzmaga wstyd. Ci ludzie mają przecież oczy, widzą w jakich warunkach egzystują.
logo
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Z takim stwierdzeniem nie zgadza się natomiast Jarosław Pucek szef Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, który uważa, że plastikowe kontenery znakomicie spełniają swoją funkcję.
– Jarosław Pucek jest chłopcem do bicia wystawionym przez byłego prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego, który zupełnie nie interesował się kwestią lokali socjalnych – mówi Katarzyna Czarnota. Jednak teraz, kiedy prezydentem został Jacek Jaśkowiak, wywodzący się z ruchów miejskich, aktywiści liczą na zmiany. Właśnie dlatego wystosowano petycję, pod którą podpisał się m.in. profesor Zygmunt Bauman, o zlikwidowanie osiedla kontenerów.

Petycja do Prezydenta Jacka Jaśkowiaka

Apelujemy zatem o zamknięcie getta kontenerowego przy ul. Średzkiej oraz przydzielenie jego mieszkańcom pełnostandardowych mieszkań socjalnych. Będzie to nie tylko realna pomoc ludziom, którzy znaleźli się w sytuacji skrajnego napiętnowania, ale również znaczący gest symboliczny, kończący, w co ufamy, erę eksperymentalnych antyspołecznych „inwestycji” w Poznaniu. Będzie to – co więcej – manifestacja realnej zmiany, namacalnie wskazująca kierunek, w którym zmierza nowa władza, deklarująca bliskość z mieszkańcami oraz niosąca nadzieję na zmianę sposobu myślenia o mieście.

Rzecznik prezydenta Poznania przyznał, że prezydent wie o sprawie. We wtorek na konferencji prasowej została przedstawiona jego zastępczyni ds. mieszkaniowych, która najszybciej jak może zajmie się tą kwestią i już niebawem wspólnie z prezydentem przedstawią swoje stanowisko.
– Do nowego prezydenta podchodzimy z dystansem, ale uważamy, że to jest najwłaściwszy moment na wystosowanie petycji. Jeśli Jacek Jaśkowiak rzeczywiście się do niej odniesie, to będzie pierwszy raz, kiedy prezydent Poznania zabierze głos w tej kwestii – tłumaczy Katarzyna Czarnota.
Do tej pory jedynym, co udało się wywalczyć w sprawie osiedla na ulicy Średzkiej, było ograniczenie liczby kontenerów. Czarnota tłumaczy: – Kilka z nich zostało przeznaczonych na izolatki dla kotów w poznańskim schronisku. Tam sprawdzają się świetnie.