
Osiedla kontenerowe miały być miejscem zsyłki kłopotliwych lokatorów. Zdarza się bowiem, że mieszkańcy lokali komunalnych sprawiają problemy, awanturują się, nie potrafią zadbać o porządek. W praktyce jednak do baraków zsyłani są najbiedniejsi, a warunki, w jakich muszą mieszkać, są uwłaczające.
– Wszystko zaczęło się 20 lat temu, kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze kontenery socjalne – tłumaczy mi Katarzyna Czarnota. – To miał być substandard mieszkań dla gmin, które nie dysponowały wystarczającą liczbą lokali komunalnych. Do baraków trafiały osoby kłopotliwe, pijące i awanturujące się, ale także te chore, starsze i zadłużone – dodaje.
Substandard dla subludzi?
W zeszłym roku grupa badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów oraz z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej przeprowadziła badania dotyczące mieszkań socjalnych. Pod lupę zostały wzięte dwa osiedla, przy czym jedno miało charakter kontenerowy inne było po prostu blokiem z mieszkaniami o najniższym standardzie. Okazało się, że baraki z osiedla na ulicy Nowatorskiej pamiętają II wojnę światową i służyły wówczas jako obozy pracy.
Początkowo mieszkańcy osiedla przy ulicy Średzkiej mieli być objęci specjalnym programem terapeutycznym, nie doszedł on jednak do skutku. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów od początku protestowało przeciwko powstaniu tego osiedla. – Ludzie nie wiedzą dokąd mają być przeniesieni. Zresztą, jeśli komuś przedstawia się taką propozycję: albo własny kontener, albo przytulisko dla bezdomnych, oczywiście decydują się na tę pierwszą opcję. Ale nie jest ona dobra, pogłębia tylko wykluczenie, wzmaga wstyd. Ci ludzie mają przecież oczy, widzą w jakich warunkach egzystują.
Petycja do Prezydenta Jacka Jaśkowiaka
Apelujemy zatem o zamknięcie getta kontenerowego przy ul. Średzkiej oraz przydzielenie jego mieszkańcom pełnostandardowych mieszkań socjalnych. Będzie to nie tylko realna pomoc ludziom, którzy znaleźli się w sytuacji skrajnego napiętnowania, ale również znaczący gest symboliczny, kończący, w co ufamy, erę eksperymentalnych antyspołecznych „inwestycji” w Poznaniu. Będzie to – co więcej – manifestacja realnej zmiany, namacalnie wskazująca kierunek, w którym zmierza nowa władza, deklarująca bliskość z mieszkańcami oraz niosąca nadzieję na zmianę sposobu myślenia o mieście.
