
"Zginiecie wszyscy. Spotka was kara niewierne psy" - mail tej treści sparaliżował w poniedziałek pracę większości gdańskich urzędów i wywołał zamieszanie w Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy. Choć po sprawdzeniu kilkunastu budynków publicznych nie potwierdzono zagrożenia, po ostatnich wydarzeniach we Francji pomorska policja potwierdza, że do tych pogróżek podchodzi szczególnie poważnie. Teraz funkcjonariusze ustalają, kto był ich autorem i czy na pewno miał być to tylko głupi żart.
REKLAMA
Puste słowa. Na szczęście
– W sądzie alarmy bombowe zdarzają się mniej więcej raz w miesiącu, ale jak pracuję tu od kilku lat, to pierwszy raz przeżyłem pełną ewakuację i widziałem tak wielkie zaangażowanie policjantów – mówi mi jeden z pracowników Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe. Jedynej placówki, w której na wszelki wypadek konieczne było zabezpieczenie podejrzanego pakunku. Policyjni saperzy szybko i tam wykluczyli zagrożenie wybuchem.
– W sądzie alarmy bombowe zdarzają się mniej więcej raz w miesiącu, ale jak pracuję tu od kilku lat, to pierwszy raz przeżyłem pełną ewakuację i widziałem tak wielkie zaangażowanie policjantów – mówi mi jeden z pracowników Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe. Jedynej placówki, w której na wszelki wypadek konieczne było zabezpieczenie podejrzanego pakunku. Policyjni saperzy szybko i tam wykluczyli zagrożenie wybuchem.
– Na początku wszyscy jednak bardzo się wystraszyli. Szczególnie dlatego, że choć mail przyszedł na naszą skrzynkę wczesnym rankiem, odkryto go znacznie później i ewakuowano nas dopiero około godz. 11:50, czyli na zaledwie 10 min przed teoretycznym wybuchem – relacjonuje mój rozmówca.
– Sprawdzono łącznie budynki 18 gdańskich instytucji, do czego konieczne było zaangażowanie funkcjonariuszy zarówno z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, Komendy Wojewódzkiej Policji, jak i Straży Granicznej, która działała na lotnisku – tłumaczy podkom. Aleksandra Siewert z KMP w Gdańsku. – Odnotowaliśmy tylko jeden incydent związany z pozostawieniem pewnego pakunku w budynku sądu, któremu dokładnie przyjrzeć postanowili się nasi funkcjonariusze. Wszelkie poważne zagrożenia już jednak wykluczono – uspokaja także kom. Maciej Stęplewski z KWP.
Tym razem nie był to żart "gimbusa"?
Teraz policja skupia się przede wszystkim więc na poszukiwaniu autora maila z pogróżkami. Choć zwykle tego typu przypadki okazują się być głupimi żartami, w świetle ostatnich zamachów we Francji i Niemczech także polskie organy ścigania nie zamierzają sprawy bagatelizować. Zwłaszcza, że szczegóły wiadomości (która trafiła do urzędów nie tylko w Gdańsku, ale także kilku innych miastach Polski) mogą sugerować, że nawet jeśli autor mógł poprzestać tylko na pustych pogróżkach, to nie motywowało go wypaczone poczucie humoru, a znacznie groźniejsze pobudki.
Teraz policja skupia się przede wszystkim więc na poszukiwaniu autora maila z pogróżkami. Choć zwykle tego typu przypadki okazują się być głupimi żartami, w świetle ostatnich zamachów we Francji i Niemczech także polskie organy ścigania nie zamierzają sprawy bagatelizować. Zwłaszcza, że szczegóły wiadomości (która trafiła do urzędów nie tylko w Gdańsku, ale także kilku innych miastach Polski) mogą sugerować, że nawet jeśli autor mógł poprzestać tylko na pustych pogróżkach, to nie motywowało go wypaczone poczucie humoru, a znacznie groźniejsze pobudki.
Co prawda błąd popełniony w słowie "spodka" mógłby wskazywać na żart niezbyt bystrego gimnazjalisty, ale wątpliwe, by taki dowcipniś podpisał pogróżki takbirem "Allahu Akbar", a nie powszechnie powtarzaną jego wersją "Allah Akbar". Wiadomo też, że sprawca całego poniedziałkowego zamieszania zadał sobie sporo trudu i nie poprzestał na rozesłaniu maila tylko pod najpopularniejsze urzędowe adresy. W gdańskich placówkach pogróżki wysłane z sugerującej rosyjskojęzyczność autora domeny @mail.ru trafiły na skrzynki wszystkich wydziałów.
