Kazimierz Kutz w sporze o Kompanię Węglową staje po stronie górników
Kazimierz Kutz w sporze o Kompanię Węglową staje po stronie górników Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

– Za rządów Buzka przy reformie górnictwa sięgnięto do arsenału sposobów, które w XIX wieku stosowano w krajach kolonialnych. I to samo się robi dziś – mówi w "Bez autoryzacji" senator Kazimierz Kutz.

REKLAMA
Jak pan, Ślązak, patrzy na to, co się dzieje wokół Kompanii Węglowej i górnictwa w ogóle?
To jest sprawa, którą nie można oderwać od kontekstu ostatnich 25 lat. Dlatego, że przy wszystkich reformach, które się w Polsce dokonały, na górnictwo nie znaleziono pomysłu. Sprawy górnictwa odsuwane były poza pierwszą sferę zainteresowań polityków. Były za trudne i nie stworzono warunków, by specjaliści od przemysłu ciężkiego nauczyli się Śląska. To jest efekt świadomej ignorancji, która prowadzi do kompletnej indolencji. Politycy, którzy przejmowali władzę, zdawali sobie sprawę, że to poważne problemy, ale że są śmierdzące, robili wszystko, by się nimi nie zajmować. Takie polskie “jakoś to będzie”.
Była reforma Buzka, w ramach której zamknięto ponad 20 kopalń.
No właśnie. To kolejny kontekst, przez który trzeba patrzeć na dzisiejsze wydarzenia. To była reforma niesłychanie brutalna, całkowicie nieprzygotowana. Sięgnięto do arsenału sposobów, które w XIX wieku stosowano w krajach kolonialnych. I to samo się robi dziś. Po tamtej reformie umarło kilkanaście gmin, pozostały zgliszcza po kopalniach. Osiedla robotnicze, czyli familoki, sprzedawane były po niskiej cenie wraz z mieszkańcami, którzy o niczym nie wiedzieli. To jest ten kapitał pamięci górników, z którym rząd się dziś w ogóle nie liczy.
Ale jest też druga strona. Wysokie koszty wydobycia, rozbudowana kadra przy kopalniach, związki zawodowe…
To prawda. Kopalnie, będąc spółkami państwowymi, obrastały w ogromną ilość intrantnych stanowisk. Powstały spółki mające ogromne siły zarządzające. Oni świetnie zarabiają, a w większości nie mają kwalifikacji, by prowadzić takie przedsiębiorstwa. Wszystko, co zrobili źle, uszło im na sucho. Jak zwalniano ich z jednej kopalni, to kolega z drugiej przyjmował. Jednocześnie w ramach ustawy związki zawodowe znalazły się na garnuszku kopalni. W każdej jest co najmniej 20 związków. Wytworzyła się grupa zawodowych działaczy, którzy stworzyli wręcz kastę. Między dyrekcjami a tą elitą doszło do swoistej kooperacji. Związki mogą nawet zakładać przedsiębiorstwa, które działają na boku przy kopalni. Całe to zjawisko nazywam łapczywością.
M.in. dlatego dziś państwo nie jest już w stanie dokładać do kopalń?
Na skutek fatalnej gospodarki, niekompetentnego, bezkarnego zarządzania kopalniami, koszty tak wzrosły, że rzeczywiście budżet państwa nie jest zdolny ich udźwignąć. Kopalnie doszły do ściany, bo stały się nieopłacalne. Nie z winy górników, ale zaniedbań władzy. Sytuacja jest więc taka – z jednej strony niemożność utrzymania górników, z drugiej ogromny interes branży zawodowych działaczy.
Rząd robi dobrze czy źle chcąc restrukturyzować KW?
Powtarza to, co się działo za Buzka. Sięga po te haniebne doświadczenia. Strona górnicza jest w sytuacji tragicznej, bo te reformy robione są ad hoc. Nie tak jak w Niemczech czy we Francji, gdzie trwały kilka lat. To jest nieprawdopodobne chamstwo. W międzyczasie zlikwidowane też podatek, które kopalnie płaciły gminom, na których terenie eksploatują. I teraz te gminy górnicze muszą zwracać pieniądze, które wcześniej otrzymały. Ich władze też są sfrustrowane, dlatego powstaje szersze społeczne zaplecze – cały pejzaż haniebnego zaniechania. Sprawa jest przy ścianie i widać, że za górnikami niedługo się wstawi cały Śląsk.
Górnicy nie zrezygnują, póki nie wywalczą zastopowania bądź radykalnego ograniczenia reformy?
Przede wszystkim myślę, że nie będą robić wycieczek do Warszawy. Wycieczki z oponami wracają w formie nienawiści. I dziś w Polsce wszyscy mówią, że to górnicy są winni, co jest nieprawdą. Oni postanowili, że wszystko ma się odbyć w Katowicach, na ich terenie, gdzie buduje się solidaryzm lokalny. Nawet Kościół zajął stanowisko. Biskupi stanęli po ich stronie.
Sytuacja jest taka, że jeśli nie będzie porozumienia, może dojść na Śląsku do wybuchu nieposłuszeństwa obywatelskiego. To może być tragiczne ostatnie zmierzenie się władzy z proletariatem.