Da się ocenić czy obraz jest kopią czy oryginałem bez konieczności zdejmowania go z muzealnej ściany?
Da się ocenić czy obraz jest kopią czy oryginałem bez konieczności zdejmowania go z muzealnej ściany? Fot.dulwichpicturegallery.org.uk

W londyńskiej Dulwich Gallery będzie miała miejsce nietypowa wystawa. Obok obrazów starych mistrzów zostanie wywieszona jedna chińska kopia o wartości mniej więcej 670 złotych. Widzowie, eksperci i krytycy sztuki będą mieli za zadanie zgadnąć, który z obrazów został wykonany współcześnie, a które to klasyki sprzed lat. Wystawa zostanie otwarta w lutym, ale to idealna okazja do przyjrzenia się rynkowi podróbek już teraz.

REKLAMA
Dulwich Gallery zamówiło kopię w Manufakturze Obrazów Olejnych Meishing w Chinach, w której pracuje 150 artystów. Kuratorzy przesłali tam po prostu bardzo dobrej jakości zdjęcie znajdującego się w ich kolekcji oryginału. Kopisty osobiście jeszcze nie poznali, choć zamierzają to zrobić.
Chińczycy, którzy pracują dla Meishing, zapewniają sobie w ten sposób często środki potrzebne do realizowania własnych projektów artystycznych. Ich kopie Sandro Botticellego, Vincenta Van Gogha czy Pabla Picassa mają zawsze trochę inne wymiary niż oryginały. Tworzone są na zamówienie klientów z całego świata.
"The Guardian", który pisze o przygotowywanej na wiosnę wystawie, podaje, że w prowincji Fujian, gdzie znajduje się manufaktura, są także setki innych studiów malarskich, zajmujących się tym samym biznesem. Podobno w wiosce artystów Dafen tworzonych jest 5 milionów kopii rocznie.
Pięć wątpliwych Tycjanów
Po trzech miesiącach od otwarcia wystawy Dulwich Gallery ujawni, który obraz był kopią. Trafi on na ekspozycję innych obrazów wątpliwego autorstwa w kolekcji muzealnej. Jest ich już tam trochę. Ustalono, że z pięciu obrazów Tycjana, tylko jeden pochodzi rzeczywiście z pracowni malarza. Wśród ekspertów trwają również dyskusję, czy pięć obrazów Van Dycka jest autentycznych.
Dulwich Gallery to najstarsza na świecie publiczna galeria. Jej kolekcja zaczęła powstawać w Londynie pod koniec XVIII wieku na zamówienie naszego ostatniego króla. Sprowadzano dziesiątki obrazów, by stworzyć poważną kolekcję malarstwa dla Polski. Kiedy kolekcja była gotowa, Polski nie było już na mapie. Obrazy pozostały więc w Londynie.
Wystarczy obraz odwrócić
Czym innym jest uchodzące za w miarę legalne kopiowanie arcydzieł na płótnach o innych wymiarach, którym parają się Chińczycy, a czym innym wyłapanie efektów pracy zawodowego fałszerza.
Ocena autentyczności obrazu nie zawsze jest skomplikowana. Zwłaszcza jeżeli nie wisi on wysoko na muzealnej ścianie, jak w przypadku kopii z Dulwich Gallery, a ekspert może mu się przyjrzeć z bliska.
Jan Koszutski z Desy Unicum mówi, że polski dom aukcyjny ma w tej kwestii wieloletnie doświadczenie. – Niezmiernie trudne, wręcz niemożliwe dla fałszerza jest idealne skopiowanie wszystkich elementów obrazu. Nawet jeżeli "Botticelli" jest wizualnie taki sam, to często wystarczy obraz odwrócić – tłumaczy.
Bardzo trudno jest postarzyć płótno czy deskę, na której obraz został namalowany. Zrobienie tego tak, by ekspert się nie zorientował jest niemożliwe albo po prostu nieopłacalne finansowo.
logo
Fot.facebook.com/dulwichpicturegallery
Eksperci porównują też skład chemiczny farby. Bada się, czy nie zawiera substancji, których w domniemanym czasie powstawania obrazu nie używano oraz czy jej skład jest zgodny z próbkami pobranymi z autentycznych prac.
Jeżeli ktoś zdecydowałby się nawet ściśle zastosować recepturę renesansową produkcji farby, wiek obrazu można określić innymi metodami.
– Do Desy często trafiają płótna albo pastele "okazyjnie" kupione na targach staroci, które zostały sfałszowane mało profesjonalnie, ale zwiodły niewprawne oko – opowiada dyrektor domu aukcyjnego. – Często mamy też do czynienia z kopiami i reprodukcjami międzywojennymi. Ludzie przynoszą do nas bardzo znane muzealne obrazy, które od lat wiszą w ich domach, nie mając świadomości, że to nie jest autentyk tylko np. kopia namalowana przez kogoś z rodziny.
Miliony na koncie i sześć lat więzienia
Zdarzają się też przypadki naprawdę genialnych fałszerzy, których prace być może nadal wiszą nierozpoznane w muzealnych kolekcjach.
Kama Zboralska, dziennikarka zajmująca się sztuką, przypomina chyba najgłośniejszą historię fałszerstwa z ostatnich lat. Jeden człowiek na sprzedaży kilkunastu podrobionych obrazów zarobił 45 milionów dolarów. Do tej pory udało się zidentyfikować kilkaset innych fałszywych obrazów jego autorstwa, które znajdowały się np. w prywatnych kolekcjach lub muzeach.

Kama Zboralska

Trudno opowiedzieć tylko o jednym obrazie tego genialnego fałszerza. Wolfgang Beltracchi sfałszował setki obrazów i to z pięciu ostatnich wieków. Malował obrazy Pietera Bruegla, Henriego Matisse'a, Pabla Picassa... Jego prace miały w kolekcjach największe muzea. Odsiaduje teraz wyrok 6 lat więzienia. Nie wiem na czym wpadł, można mu tylko pogratulować talentu.

Wolfgang Beltracchi mówił, że jego obrazy były tak dobre, iż eksperci nie byli w stanie wykryć fałszerstwa. Wystawiali pozytywną opinię, a potem obraz sprzedać było już łatwo. Fałszerz widział potem czasem swoje prace w sąsiedztwie autentyków na muzealnej ścianie.
Na stronie "The Guardian" można teraz samemu wcielić się w rolę eksperta muzealnego i pokusić się o rozróżnienie w quizie oryginałów od chińskich kopii.
logo
Fot.facebook.com/dulwichpicturegallery