Katarzyna Rychlewska z Kate&Kate.
Katarzyna Rychlewska z Kate&Kate. Kate&Kate

Katarzyna Rychlewska, założycielka butiku Kate&Kate, zrezygnowała z dotychczasowej pracy, aby zajmować się biżuterią. "Czasem należy coś zniszczyć, aby potem zbudować coś nowego" przyznaje. Teraz ubiera polskie kobiety w złoto i kamienie. I wierzy, że umiejętnie dobrane akcesoria potrafią totalnie zmienić życie.

REKLAMA
Rzuciła pani pracę w korporacji, aby otworzyć własny butik. Skąd taki radykalny krok?
Przez studia, pracę i dążenie do stabilizacji finansowej poszłam nie w tym kierunku, który naprawdę czułam. Grzecznym. Kolory i artystyczny świat pojawiły się w moim życiu dopiero wtedy, gdy pracowałam w korporacji i zajmowałam się takimi markami, jak Davidoff czy Chopard. Miałam wtedy do czynienia z ludźmi pracującymi dla Vivienne Westwood czy Jil Sander. To był bardzo kreatywny, żywiołowy świat. Zaczęłam wtedy jeździć do Paryża - tam zobaczyłam, jak kolorowy może być świat. Zrozumiałam, że można tworzyć piękne, niebanalne rzeczy i że czasem należy coś zniszczyć, aby potem zbudować coś nowego.
logo
"Słuchałam się intuicji - jest niezawodna" przyznaje Rychlewska. Kate&Kate
Wiele musiała się pani nauczyć?
Słuchałam się intuicji, jest niezawodna. Oczywiście bardzo się bałam - musiałam się pożegnać ze swoją przeszłością, a to wymagało dystansu do samej siebie. Pamiętam, jak bałam się wejść na swoje pierwsze targi biżuterii w Londynie. Od rana do godziny piętnastej siedziałam zdjęta strachem i bałam się przejść przez drzwi. Gonitwa myśli: jestem osobą prywatną, nie poradzę sobie, nie znam nikogo. Zostały dwie godziny do zamknięcia, kiedy w końcu zdecydowałam się wejść. Na początku spotkałam Kolumbijkę. Rozmawiałyśmy tak naturalnie, ciepło, serdecznie. Rozluźniłam się i zaczęłam wybierać modele, które mi się podobały. Poczułam się jak u siebie, a raczej sobą. Pomyślałam sobie, że właśnie w takich momentach czuję się najlepiej - wyszukując skarby.
Swój pierwszy lokal otworzyła pani w warszawskiej kamienicy. Znajomi się dziwili, Pani jednak postawiła na swoje. Opłacało się?
Oczywiście! Moje podejście do biznesu bywa irracjonalne, ale może dzięki temu właśnie udało mi się przekonać największych projektantów z całego świata aby się u mnie wystawiali? Gdy wynajęłam pomieszczenie na butik - za dwiema bramami, przy fontannie - niektórzy mówili, że trzeba być niespełna rozumu, aby znaleźć miejsce, do którego tak trudno dotrzeć. Ja jednak czułam się w nim dobrze i wierzyłam, że inni poczują się podobnie. Dziś Kate&Kate to największy multibrand z biżuterią modową w Polsce. Mamy butiki w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku oraz prężnie działający e-sklep.
logo
Wnętrze butiku Kate&Kate. Kate&Kate
Przyznaje pani często, że nazwa Kate&Kate wzięła się stąd, iż każda kobieta ma podwójne oblicze. Co to znaczy?
Namawiam, aby pozbyć się sztucznych ograniczeń tkwiących w naszych umysłach. Staram się poznać każdą moją klientkę. Nie interesuje mnie to, co ma w szafie, chcę poznać jej osobowość. Staram się wychwycić motyw przewodni. Przekonuję, by zaczęła pokazywać siebie. Wiem, że może mieć całą szafę ubrań i nie mieć w co się ubrać, bo w niczym nie czuje się sobą. Czasem dopiero dodatki pokazują charakter i paradoksalnie to one pozwalają dobrać całą resztę garderoby!
Wierzę, że akcesoria potrafią dodać odwagi. Dzięki zwracającemu uwagę pierścionkowi w kształcie kastetu, romantycznym kolczykom przypominającym suszone kwiaty czy sportowemu naszyjnikowi można wyrazić swoją osobowość, gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek robimy w życiu. Polki często boją się, że kobiecy look odejmie im profesjonalizmu. A Amerykanki noszą ogromne naszyjniki, Włoszki długie kolczyki, zaś Brazylijki po kilka bransoletek na jednym ręku... do pracy również! Marzy mi się taka odwaga na polskich ulicach.
logo
Mało kto podchodzi do klientek tak indywidualnie jak założycielka Kate&Kate. Kate&Kate
Kate&Kate nie można odmówić nowatorstwa. Slow Wear w biżuterii? Brzmi intrygująco!
Mamy slow food, więc czemu nie slow wear? Dodatki nie są wyłącznie akcesoriami, które uzupełniają strój, lecz mogą stać się talizmanami, które wydobędą prawdziwą osobowość. Organizuję warsztaty Slow Wear dla firm albo zapraszam na godzinne konsultacje indywidualne o tym, jak stylizować wygląd poprzez dodatki. Zamknięte spotkania w niekonwencjonalnej formie odbywają się w galeriach sztuki lub warszawskim showroomie Kate&Kate. Uczę m.in. jak nie wyglądać szablonowo w pracy czy jak dobrać akcesoria na wieczorne wyjście.
Podchodzi pani do swoich klientek bardzo indywidualnie. Dlaczego?
Wiele pań przychodzi do mnie, bo czuje potrzebę zmiany. Niekiedy na metamorfozę trzeba poczekać nawet kilka lat, ale warto. Ja się nigdzie nie spieszę. Choć jednocześnie nigdy nie próbuję zmienić kogoś na siłę. Nigdy nie sprzedam danej ozdoby, jeśli podejrzewam, że zostanie odstawiona w kąt. Zaczynam z klientką od jednej małej bransoletki, aby zburzyć stary ład i stopniowo przyzwyczajać ją do nowego. Czasami uruchamia to cały proces przemiany... A mała bransoletka zyskuje miano talizmanu.
W 2014 roku nominowano panią do tytułu Ambasadora Przedsiębiorczości Kobiet w Polsce, powołała pani Akademię Kate dbającą o sport, zajmuje się pani biżuterią. Czuje się pani współczesną kobietą renesansu?
(śmiech) Czemu nie? Koniec z fałszywą skromnością! Mam mnóstwo energii. Mogłabym godzinami rozmawiać z klientkami, wybierać, doradzać. Czasami muszę gdzieś wyjechać, aby poszukać inspiracji, nowej energii, uwolnić się. Telefon rzadziej wtedy dzwoni, głowa się „przewietrza”, mam siłę próbować nowych rzeczy. Nie można bać się nowych rzeczy. Dwa lata temu kupiłam na czterdzieste urodziny łódkę, aby wspólnie z moimi klientkami i przyjaciółkami rozpocząć nową przygodę: żeglowanie. Świat na nas czeka i trzeba to wykorzystać!

Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!