
Kołtuneria w Polsce wciąż ma się dobrze – czytamy w najnowszym "Newsweeku". Ma monopol na jedynie słusznie poglądy i prawo do wyrażania się z pogardą o nienawiścią o wszystkich innych. Tych „innych”, kim by oni nie byli, nie lubi: Żydów, homoseksualistów. Lewactwa i jego zgniłej moralnie filozofii. Tym, co go określa, jest „mojość”: moje poglądy, moja własność, moja rodzina.
REKLAMA
Kołtun udaje, że tolerancja to jego druga natura. Ale. Owo „ale” to słowo wytrych, słowo, dzięki któremu wyraża swoje prawdziwe poglądy. Nie jestem przeciw feministkom, ale kobieta musi znać swoje miejsce. Nie przeszkadzają mi geje, ale wolę ich nie oglądać.
– Kołtun wie, że nie wypada być rasistą czy homofobem, ale jest w tym faryzeuszem. Pozornie akceptuje polityczną poprawność, ale naprawdę myśli tak, jak jest po magicznym „ale” – komentuje filozof religii Zbigniew Mikołejko.
To „ale” dotyczy wszystkiego: i matek karmiących publicznie, i Żydów, i biegania. Wszystkiego, czym zachłystuje się przebrzydłe lewactwo, kołtuna wróg publiczny numer jeden. Lewactwo – na stos. – Doświadczyłem hejtu feministycznego, tradycjonalistycznego, lewackiego, prawackiego. W tym ostatnim jest najwięcej nienawiści – mówi prof. Mikołejko.
Gender to szatan wcielony, który służy demoralizacji Polaków. Zwłaszcza dzieci, podatnych na indoktrynację. In vitro to samo zło, a uważa tak i Episkopat, i redaktorzy prawicowych portali i gazet, i ich czytelnicy, co wyraźnie widać przy po tonie pełnych nienawiści (zamiast miłości bliźniego) komentarzy. Konwencja antyprzemocowa godzi w tradycję i Polskę.
Hipokryzja to dla kołtuna wartość. Głośno broni swoich prawackich sztandarów, ale po cichu idzie po receptę na pigułkę po. – Miałem wśród pacjentów parlamentarzystę PiS, który miesiąc po porodzie swojego dziecka przyszedł zmienić mu książeczkę zdrowia, żeby nie było śladu po in vitro – opowiada "Newsweekowi" ginekolog prof. Romuald Dębski. – Do mojego kolegi dzwonił pewien biskup i pytał, czy nie można zabiegu przeprowadzić taniej, bo to dla kogoś z jego rodziny. Ja z kolei miałem siostrzenicę biskupa, który o wszystkim wiedział i został ojcem chrzestnym dziecka z in vitro. To hipokryzja, podobnie jest z aborcją. Głośne frazesy, póki mnie to nie dotyczy.
Źródło:
newsweek.pl
newsweek.pl
