
- Rozdzielałem policję od manifestantów. Tam były całe rodziny, dzieci. O mały włos doszłoby do tragedii - mówił przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda o sobotnich zamieszkach w Zabrzu. Gdy w Katowicach precyzowano porozumienie między górnikami a rządem, w tym mieście doszło bowiem do brutalnych starć uczestników górniczej demonstracji z policją, w wyniku których rannych zostało pięciu funkcjonariuszy.
REKLAMA
- Moja interwencja pozwoliła na to, że sytuacja się uspokoiła. Doszło później do regularnych walk między pseudokibicami i policją, ale nikt już na to nie miał wpływu – tłumaczył Piotr Duda na antenie TVN24. Jednocześnie nie zaprzeczył on, iż agresywni mężczyźni towarzyszyli przed zabrzańskim Domem Tańca i Muzyki demonstracji górniczych rodzin i związkowców.
Zdaniem przewodniczącego "Solidarności", cała odpowiedzialność za rosnące napięcie w środowisku górniczym leży jednak po stronie rządu Ewy Kopacz. - Czy to musi być tak, że pod naciskiem strajków, musi dochodzić do podpisania porozumienia? Czy to zawsze tak musi wyglądać? - oburzał się Piotr Duda w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.
- Politycy zawsze muszą robić taki cyrk. Chciało mi się płakać, jak rodziny witały górników. A rząd się bawił. Tak nie może to wyglądać. Tak nie może wyglądać dialog w Polsce - stwierdził lider polskich związkowców.
Przypomnijmy jednak, że uczynienie z 2015 "gorącego roku" Piotr Duda sam zapowiedział już w grudniowym wywiadzie dla "Naszego Dziennika". - Być może będzie "gorąco" tak, jak we Włoszech czy Belgii, jeśli nie będzie ze strony rządu woli porozumienia - ostrzegał kilka tygodni temu.
Źródło: Onet.pl
