
Kolory makijażu mają działać komplementarnie na zmiany skórne. neutralizować je.
Zielony - koryguje naczynka
Żółty - niweluje zaczerwienienia na większych obszarach skóry
Fioletowy - rozświetla skórę
Różowy - też rozświetla i genialnie usuwa szary, zmęczony koloryt przy ciemniejszych karnacjach.
Natomiast ja nie polecam eksperymentów kolorystycznych, jeśli nie jesteśmy pewni jak ich używać. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest dobranie odpowiedniego podkładu i korektora.
Największą zmorą kobiet są przebarwienia. To najbardziej mozolny do usunięcia mankament urody, z którym na co dzień należy walczyć właśnie kamuflażem. Oczywiście najprościej byłoby wykonać profesjonalny retusz twarzy przy użyciu "zajzajera", który można kupić nawet w kiosku i położyć na twarzy tak grubą warstwę, że nie będzie widać spod niej niczego. Ale problem polega na tym, że taki makijaż przypomina maskę, nie wygląda naturalnie i postarza właścicielkę o lata świetlne.
W przypadku przebarwień w grę wchodzi tylko kamuflaż. Żadna baza czy korektor, bo zamiast odwrócić uwagę od plam - jeszcze ją przyciągnie. Oczywiście osoba, która przebarwienia ma, nie może pozwolić sobie na lekki podkład, tylko na mocniej kryjący produkt. A także na rozświetlacz. Dzięki temu skóra nie będzie wyglądała na zbyt zmalowaną. Mat tylko pogłębia efekt. Ciemne plamy przyciągają światło i wydają się przy matowej cerze jeszcze bardziej wyraziste. Dlatego po nałożeniu kryjącego podkładu, sięgamy po produkt rozświetlający. To najlepszy duet przy przebarwieniach.
Cera naczyniowa to taka podatna na zmiany temperatur, pikantne potrawy czy alkohol. Naczynka się stają wyrazistsze, a marzenie o idealnej cerze o równomiernym kolorycie - bardziej mgliste. W jaki sposób malować taką skórę? Zielonym korektorem i żółtym pudrem?
Kiedy widzę osobę z siatką popękanych naczynek lub trądzikiem różowatym, od razu odsyłam do dermatologa. Dopiero lekarz może dopasować nie tylko leczenie, ale pielęgnację i makijaż korygujący taką skórę. Nie warto ryzykować i w ciemno smarować się czy malować produktem, który może jej zaszkodzić.
Mój ulubiony punkt na mapie makijażu. Nie raz widzimy na ulicach czy w biurach pięknie pomalowane, zadbane panie z fioletowym cieniem pod okiem. To albo efekt niewyspania, przepracowania, złej diety, albo urody. Często tak wyglądają osoby o takiej budowie oczodołów. Skóra w tym miejscu jest najcieńsza, więc prześwitują wszystkie naczynia. Jeżeli nie chcecie próbować zaradzić problemowi medycyną estetyczną (ja próbowałam i naprawdę efekt jest genialny, a sińce zniknęły, o czym możecie przeczytać pod tym linkiem), warto pomyśleć o inwestycji w dobry krem pod oczy i korektor. No właśnie, jaki korektor jest pod oczy najlepszy?
Najlepiej jest mieszać korektor z kremem pod oczy, żeby uzyskać lżejszą, bardziej transparentną konsystencję i efekt. Albo kupić specjalny korektor przeznaczony do skóry wokół oczu. Zwykle takie produkty są nieco bardziej kremowe, a mniej wysuszające - pamiętajmy, że skóra wokół oczu i na powiekach jest niezwykle cienka. Nie można więc jej kryć podkładem.
Najczęstszym błędem, który powielają dziesiątki kobiet, jest używanie do korekcji sińców pod oczami produktów typu rozświetlacz w pędzelku. Zwykle, aby rozświetlić zawierają one porcję pigmentów fioletowych lub niebieskich. W związku z tym sińce nabierają jeszcze bardziej fioletowego kolorytu i wydają się większe.
Kolejnym błędem jest używanie w okolicy oka tego samego kryjącego lub matującego podkładu. Wchodzi on wówczas w tzw. kurze łapki, marszczy się i zwija, a oko wygląda na zmęczone i wiekowe. Zdecydowanie lepszym patentem, który polecam wszystkim, którzy nie lubią używać korektora pod oczy, jest krem BB pod oczy (BB eye cream). Znaleźć go można w ofercie różnych marek kosmetycznych, a są wszechstronne, bo pielęgnują, korygują, rozświetlają i chronią okolice oczu. A w dodatku są wagi piórkowej, więc w każdej chwili w ciągu dnia można takiego produktu użyć ponownie, aby odświeżyć oko.
Promienny blask cery jest oczywiście pożądany wielce. Ale wiele z nas ma zamiast niego błysk - świecącą się od nadmiaru łoju (lub jak kto woli - sebum) cerę. Matując ją w nieskończoność i dokładając kolejne warstwy w ciągu dnia, nie dość, że zamieniamy makijaż w dość ohydną skorupę, to jeszcze wracamy do punktu wyjścia - świeci się jak naolejowana. I dawniej genialnym produktem wydawał mi się biały jak mąka puder HD Make Up For Ever, ale po obejrzeniu kilku portali plotkarskich zrozumiałam, że nieumiejętne go użycie kończy się efektem gorszym niż świecący nos. Białymi jak mąka plamami, których nie uratuje nawet wizerunek królowej piękności Angeliny Jolie czy reklamującej kosmetyki do makijażu i perfumy - Natalie Portman. Czy biały puder nadaje się na życie, czy tylko na sesje zdjęciowe?
Pudry takie jak HD, to nic innego jak czysty krzem. Ten produkt jest nie tylko idealnym kosmetykiem do matowania skóry, ale także świetnym rozświetlaczem. Oczywiście o ile się go umiejętnie użyje i nie przedawkuje. W blasku fleszy nic nie umknie. Tym bardziej nadmiar białego pudru.
Polecam do utrwalenia porannego makijażu używać pudru sypkiego - białego lub transparentnego. Natomiast nie używajmy go za dużo, bo podkreślimy wszystkie włoski na twarzy i będziemy wyglądać jak obsypani mąką. Umiar jest w przypadku takich produktów wskazany.