
Lin-Sanity, LinCredible, Mission Linpossible - to tylko niektóre z określeń dotyczących Jeremy'ego Lina, wschodzącej gwiazdy NBA. Jego New York Knicks notują kolejne zwycięstwa, a rozgrywający wychowany w Los Angeles, syn tajwańskich emigrantów stał się bohaterem pierwszych stron gazet. A jeszcze dwa tygodnie temu był tylko rezerwowym. O fenomenie nowego Yao Minga, jak mówią o nim kibice, rozmawiamy z Mateuszem Jaworskim, prowadzącym bloga o koszykówce, fanem NBA.
REKLAMA
Taka nowa twarz jak Jeremy Lin była lidze NBA potrzebna?
- Można odnieśc wrażenie, że tak. Tam po prostu teraz potrzeba nowej twarzy. Liga stała się ostatnio bardzo przewidywalna. Jeremy Lin pokazał, że można z dnia na dzień stać się gwiazdą. Wziął się praktycznie znikąd. Taki powiew świeżości dobrze zrobi całemu NBA. No i wiadomo, pojawienie się takiego zawodnika spowoduje przypływ nowych kibiców.
Mówimy o nowych kibicach. Lin wychował się w Stanach, ale jego rodzice pochodzą z Azji. Wiadomo, że tam zainteresowanie koszykówką jest ogromne. Jak duży wpływ na NBA ma rynek azjatycki?
Ogromny. Abstrahując od samych kwestii finansowych popatrzmy ile głosów zdobywał zawsze Yao Ming przed Weekendem Gwiazd. Zawsze zdobywał grubo ponad milion. Powód? Właśnie ten rynek azjatycki. Zarówno Chińczycy jak i Wietnamczycy chcieli żeby Yao był tylko ich. A wracając do Lina to owszem jego pochodzenie może spowodować kolejny wzrost zainteresowania ligą w Azji.
Wrócmy do sportu. Czy w takim razie Jeremy Lin generuje zainteresowanie swoją osobą głównie poziomem sportowym czy może tymi dodatkowymi smaczkami?
Tych dodatkowych smaczków jest mnóstwo. Wspomniany rynek azjatycki to raz. Dwa to fakt, że Lin to pierwszy od ponad 50 lat absolwent Harvardu, który może zrobić karierę w NBA. Ale jeśli chodzi o samą kwestię sportową to naprawdę, mówię to z ręką na sercu. Lin bardzo mi zaimponował. Trafił do składu NY Knicks gdy ci byli osłabieni brakiem dwóch najlepszych zawodników. Ale odnalazł się doskonale.
Co ma Lin, czego nie mają inni?
W NBA to jeszcze nowicjusz, a już zaimponował ogromną odpowiedzialnością. Potrafił wziąć na siebie ciężar gry. I w meczu z Toronto Raptors, w ostatnich sekundach meczu, niczym Jamal Crawford rzucił trójkę z 8-9 metrów. Zachował się jakby grał w NBA od dawna. Kolejny dowód? Mecz z Lakersami. Przecież to jedna z najlepszych defensyw w całym NBA, a radził sobie z nimi znakomicie. Jeszcze nie wiem czy zrobi karierę, trudno teraz wróżyć. Ale na pewno nie można go lekceważyć.