O północy w Kairze

O północy w Kairze
O północy w Kairze Fot. Michał Gąsior / naTemat.pl
Od dziesięciu godzin jestem w stolicy Egiptu. Zanim jednak o islamie i Egipcjanach, kilka praktycznych informacji dla tych, którzy chcieliby się tu wybrać.

Pod moim pierwszym artykułem wiele pytań dotyczyło bezpieczeństwa. Czy Kair to bezpieczne miejsce? Egipscy znajomi, z którymi rozmawiałem jeszcze przed wyjazdem, zapewniali, że tak – że pod rządami armii jest zdecydowanie bezpieczniej, niż było np. tuż po rewolucji. Z kolei polski MSZ nie widzi szczególnych przeciwwskazań. Zaleca tylko, by „rozważyć sytuację bezpieczeństwa w mieście”. Dziś rano usłyszałem, że szczególnie uważać będzie trzeba jutro, czyli 25 stycznia. To rocznica rewolucji, więc tak naprawdę nikt nie wie, co się wydarzy. Pewne jest tylko, że na ulicach będzie wojsko. Przy takich okazjach przyjezdni zawsze są nieco bardziej zagrożeni.

Generalnie jednak polecam Kair tym, którzy chcą zobaczyć, jak „żyje” Egipt. Na pewno nie poczują tego samego turyści, którzy jadą do kurortów nad Morzem Czerwonym, czyli właściwie enklaw Zachodu w tym kraju.
Najtańsze bilety lotnicze do egipskiej stolicy kosztują między 1000 a 1400 zł, głównie w zależności od tego, jak długo trwa podróż. Ja wybrałem Aeroflot – z przesiadką w Moskwie. Z Polski wyleciałem wczoraj o 13. Po trzech godzinach byłem na lotnisku Szeremietiewo, a stamtąd o 20 wyleciałem do Egiptu. Na miejscu zatrzymałem się w hostelu, w samym centrum miasta. To też, uważam, lepsza opcja niż hotel. Po pierwsze, dużo taniej – np. 10 noclegów to koszt w przedziale 400-700 zł. Po drugie – wszędzie blisko.

Właśnie wybieram się na Plac Tahrir, czyli centrum rewolucji sprzed czterech lat. Podobno jest zamknięty i odgrodzony, co dla wielu Egipcjan symbolizuje autorytarne rządy wojskowe.
W tych pierwszych kilku godzinach najbardziej w oczy rzuciły mi się dwie rzeczy, charakterystyczne dla wielu arabskich miast. Ruch uliczny - totalny chaos. Kierowcy ignorują światła drogowe, nie zwracają uwagi na wyrysowane na jezdni pasy, często wjeżdżają pod prąd. Do tego piesi, którzy spacerują środkiem drogi. Poza tym uderzający jest stan budynków – nawet tych, w których znajdują się sklepy i motele. W centrum wiele z nich wygląda jak rudery, najczęściej z niepasującymi kompletnie do tego widoku antenami satelitarnymi na dachu. Chyba nie ma tu czegoś takiego, jak nadzór budowlany. Zapytam.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...