
Kiedyś na rozwijanym z okazji teatralnych i filmowych premier dywanie pojawiały się aktorki. Czasem – gwiazdy. Dziś i dywany częściej się rozwija, i gwiazd jakby więcej. Ale na czerwonym dywanie już się nie pojawiają. Teraz na chodniku w kolorze burgunda pojawiają się biusty i pośladki. Same. Bez właścicielek.
REKLAMA
Są też usta i nogi, ale rzadziej – piersi i pośladki chyba lepiej się klikają, na co wskazywałyby absurdalne tytuły z serwisów plotkarskich i innych, w tym poważnych, mediów. Na czerwonym dywanie był więc biust dziewczyny Ronaldo, były „piękne piersi” (niestety nie wiadomo czyje), był biust Jennifer Aniston. Pojawiły się i nogi Salmy Hayek. Była pupa Kim Kardashian, a Joanna Krupa i jej pupa na czerwonym dywanie „podniosły ciśnienie”.
I tak ciała kobiet poddawane są makabrycznemu procederowi rozczłonkowywania – kogo obchodzi cała osoba, skoro można napisać tylko o jej cyckach. Może resztę ma słabszą. Może mniej imponującą. Kogo obchodzi, że aktorka może mieć coś do powiedzenia na temat filmu, w którym właśnie zagrała. Najważniejsze są przecież jej pośladki. Kogo obchodzi, co mówi. Ciało aktorki należy do publiczności, która może dowolnie oceniać poszczególne części jej ciała, te bardziej i mniej kształtne.
To samo dotyczy komentowania wyglądu znanych kobiet przez wszelkiej maści „specjalistów”. Chirurdzy i specjaliści medycyny estetycznej ochoczo wypowiadają się w programach telewizyjnych i na łamach celebryckich serwisów, która pani powiększyła sobie/ pomniejszyła usta/biust/pośladki. Kto dał im do tego prawo?
Ewa Minge uznała, że wypowiadający się w programie Agnieszki Szulim chirurg plastyczny Andrzej Sankowski przesadził, kiedy wyliczał zabiegi i operacje projektantki, które jego zdaniem przeszła. Minge go pozwała – i wygrała. A do sądu poszła, bo uznała, że opinia lekarza „obniża jej wartość jako przedsiębiorcy, ale także jako kobiety”. I miała rację. Sąd uznał, że operacji nie miała. Ale nie to jest tu najistotniejsze. Dlaczego w ogóle ktoś pochyla się nad tym, czy skalpel ingerował w jej wygląd czy nie? Jeśli nie – jej sprawa. Jeśli tak – jej sprawa. Tylko i wyłącznie jej.
Inny lekarz równie ochoczo wypowiadał się w kwestii wyglądu Edyty Pazury. – Z pewnością jej biust wydaje się większy. Duże piersi nie są już modne, teraz modniejsze są mniejsze biusty. Na topie jest powiększanie pośladków – powiedział. I znowu, pomijając potencjalnie szkodliwą wypowiedź lekarza o modzie na zmieniające się rozmiary poszczególnych części ciała – po co taki komentarz? Czemu ma służyć? Jej wygląd i jego ewentualne poprawki to sprawa pani Pazury. Nie eksperta z telewizji i nie redaktorów serwisów plotkarskich, którzy mogliby porzucić z upodobaniem stosowane przez siebie uosabianie biustów i pośladków, jakby te były niezależnymi bytami.
