Gesty wymowniejsze od słów. Michelle Obama jak Oriana Fallaci
Gesty wymowniejsze od słów. Michelle Obama jak Oriana Fallaci Fot. YouTube

– Czador jest dla młodych kobiet o dobrej reputacji, dlatego nie musi go pani nosić – usłyszała podczas rozmowy z ajatollahem Chomeinim Oriana Fallaci. – To bardzo uprzejme z pańskiej strony, imamie, wobec tego uwolnię się od tej głupiej średniowiecznej ścierki – odparła dziennikarka i zerwała nakrycie głowy. Był 1979 rok.

REKLAMA
36 lat później pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Michelle Obama nie zakryła włosów podczas oficjalnej wizyty w Arabii Saudyjskiej. Kraju, gdzie kobiety nie mogą samodzielnie wychodzić z domu i prowadzić auta, a kiedy pokazują się publicznie, muszą być zakryte – dosłownie – od stóp do głów. W obu przypadkach zachowanie tych kobiet wywołało żywe reakcje.
O ile Fallaci była znana z cholerycznego temperamentu i ostrego języka (Henry Kissinger opowiadał, że rozmowa z Fallaci była najgorszą w jego życiu), to Michelle Obama jest o wiele ostrożniejsza. Zwykle dba o protokół i dobry obyczaj, które tym razem zignorowała. Celowo. Dlatego fakt, że nie zakryła głowy w Rijadzie jest jeszcze dobitniejszy niż impulsywne zachowanie Fallaci. Bardziej wymowny, bo starannie zaplanowany.
logo
Twitter
Decyzja Obamy odbiła się tym głośniejszym echem w kraju, gdzie głos kobiet jest słabo słyszalny, że amerykańska pierwsza dama przykryła włosy zaledwie dzień wcześniej w Indonezji. Saudyjczycy ostro skrytykowali strój Obamy, odbierając go jako brak szacunku dla ich kultury, tym jaskrawszy, że pierwsza dama Ameryki przyleciała do Rijadu, by pożegnać zmarłego króla Abdullaha.
logo
Twitter
Natychmiast powstał odpowiedni hashtag, którego internauci używali, by wyrazić swoje oburzenie faktem, iż Obama nie uszanowała lokalnych zwyczajów. Jej strój odebrano jako polityczny manifest – i dokładnie taką rolę miał spełnić.
Trudno uznać, żeby żona amerykańskiego prezydenta, uważnie dobierająca stroje w zależności od okazji – podczas spotkania z papieżem założyła przyjęty czarny welon, zaś podczas wizyty w Indiach nosiła stroje zaprojektowane przez indyjsko-amerykańskich projektantów – popełniła gafę. Jeśli już, to starannie zaplanowaną.
logo
Pierwsza para USA podczas wizyty w Rijadzie. Brak chusty u Michelle Obamy to polityczny statement. youtube.com
Nie jest zresztą pierwszą amerykańską pierwszą damą i kobietą Zachodu, która dokonała podobnego wyboru. Dziewięć lat wcześniej, podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej, Laura Bush również nie zakryła włosów. Wtedy jednak poruszenie było nieporównanie mniejsze, głównie dlatego, że wizyta Bushów w Rijadzie miała miejsce w zamierzchłych czasach przed Facebookiem i Twitterem. Włosów nie zakrywały niemiecka kanclerz Angela Merkel, sekretarz stanu Madeleine Allbright czy Hillary Clinton.
logo
Twitter
Obecna First Lady doskonale zdaje sobie sprawę, że setki dziennikarzy i blogerów na całym świecie z uwagą śledzą każdy jej wybór dotyczący garderoby, a później niezmordowanie blogują i twittują.
Wiedziała, że jej wiadomość i ciche upomnienie się o prawa kobiet nie przejdzie bez echa i rozniesie się bardziej niż stwierdzenie byłej sekretarz stanu Condoleezzy Rice, który w wydanej w 2011 roku książce „No Higher Honor” opisała podarunek od króla Abdullaha, który podarował jej czarną szatę i nakrycie głowy. Król powiedział, że pięknie wyszywana szata została wykonana specjalnie dla niej. – Noszą je nasze kobiety – powiedział. A Rice opisuje, jak pomyślała: tak, jako znak opresji.
logo
Twitter
Podobne zdanie wyraziła podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Jordanii w 2005 roku Laura Bush mówiąc, że „wolność, zwłaszcza wolność kobiet, to coś więcej niż brak opresji”. Michelle Obama wyraziła to samo – tyle tylko, że bez słów.