"CERN zaprasza artystów do współpracy, a nasi samorządowcy dalej myślą, że kultura to święto ziemniaka". Debata naTemat

Pociągi bydgoskiej firmy PESA to przykład połączenia świetnego wzornictwa z dobrą technologią, czyli udany mariaż kultury i biznesu.
Pociągi bydgoskiej firmy PESA to przykład połączenia świetnego wzornictwa z dobrą technologią, czyli udany mariaż kultury i biznesu. Fot. materiały prasowe, projekt dr Bartosza Piotrowskiego
Dlaczego mamy stawiać na rozwój, a nie tylko na wzrost? Skąd tak mała świadomość w środowisku ekonomicznym i politycznym, dotycząca faktu, że kultura rozwija? Czy ekonomia musi być akulturowa? I jak ludzie kultury mają być tą iskrą, która wszystkich pobudza, jak mają być kreatywni, skoro pracują za małe pieniądze albo wręcz za darmo?



O kulturze i rozwoju rozmawiali prof. Jerzy Hausner, członek Rady Polityki Pieniężnej, Bożena Gargas, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, Krzysztof Dudek, dyrektor Narodowego Centrum Kultury oraz Bogna Świątkowska, prezes Fundacji Bęc Zmiana. Debatę poprowadził Tomasz Machała, redaktor naczelny naTemat.pl


Muzea czy stadiony?
Zaskakującym punktem wyjścia do dyskusji o kulturze i rozwoju stał się polsko-niemiecki spór dotyczący wynagrodzenia kierowców. Nie bez powodu, bo istotne obecnie pytania brzmią: co powinno być impulsem do naszego dalszego rozwoju i na co postawimy w kolejnym ćwierćwieczu? Czy będziemy oferowali na Zachodzie nasze niskie stawki płacy, za jakie jeżdżą polscy kierowcy, czy postawimy na coś innego? Może właśnie na kulturę?


Do tematu wprowadził Edwin Bendyk, który od kilku lat zajmuje się projektem "Kultura i Rozwój". Podkreślał, że kultura ma nie tylko wymiar symboliczny, ale też wymierny m.in. dla gospodarki. Pierwsze pytania związane z projektem były proste – zastanawiano się, czy należy budować muzea czy stadiony, co bardziej służy społeczeństwu? Usiłowano sprawdzić zysk, jaki daje kultura, ile przynosi zwrotu – tego mierzalnego? W Polsce nie udało się tego zrobić, bo zabrakło podstawowych danych, ale zrobili to Francuzi i wyszło im, że 1 euro zainwestowane w kulturę przynosi 5 euro. Ważny był fakt, że efekty dyskusji przechodziły do różnych środowisk: wnioski z seminariów i spotkań trafiały na przykład do Polskiej Agencji Instytutu Rozwoju Przedsiębiorczości i do prac agencji nad innowacyjnością. Na spotkania przychodzili także politycy, pojawiały się publikacje w prasie, wydawano książki.

Edwin Bendyk

Zmienił się radykalnie klimat. Dzisiaj mamy już świadomość, że nie rozwiążemy problemy przyszłego rozwoju Polski tylko zajmując się tzw. twardymi czynnikami, czyli tylko inwestując w infrastrukturę. Ten model rozwoju już nie wystarczy. Dzisiaj już wiemy, że musimy inwestować w kulturę, ale nie do końca jeszcze wiemy jak to zrobić i tym zajmujemy się teraz.


– Poszukujemy konkretnych miejsc w Polsce, gdzie powstają nowe pomysły na innowacje na kreatywność. Szukamy w miejscach nieoczywistych, nie w laboratoriach, ale na marginesach, w cyberprzestrzeni, w kulturze miejskiej poza organizacjami i strukturami – wyjaśniał Edwin Bendyk.

Dyrektor NCK Krzysztof Dudek podkreślał, że powinniśmy zastanowić się, co napędzało nasz rozwój przez minione 25 lat i na co chcemy postawić w kolejnym ćwierćwieczu, by uniknąć pułapki, którą ekonomiści nazywają "pułapką średniego rozwoju".

– Kultura w naszym projekcie jest czynnikiem, który ma pobudzić innowacyjność i pomysłowość. Czy zasoby finansowe są kapitałem? Już nie, kapitałem jest pomysłowość i umiejętność rozwiązywania problemów. Współcześnie to ekonomia jest najważniejszą dziedziną nauki, ale nie przez pryzmat rachunkowości. Ekonomia, by znajdować sposoby na rozwiązywanie problemów, musi otwierać się na kulturę.
Krzysztof Dudek

Jak powiedział Søren Kierkegaard "Ludzka egzystencja wykracza poza logikę". Wzorami matematycznymi, mechanizmami czysto logicznymi nie zdiagnozujemy sytuacji i nie znajdziemy rozwiązań na przyszłość.

Profesor Jerzy Hausner krótko zdiagnozował stan wiedzy ekonomistów na ten temat: – Zrozumienie znaczenia kultury wśród ekonomistów było żadne i do dzisiaj w większości takie jest. Jeżeli ekonomiści zajmują się kulturą, to pewnymi aspektami, jakimi są przemysły kulturowe czy przemysły kreatywne, bo dostrzegają zasadniczą zmianę, że wytwarzamy coraz więcej dóbr symbolicznych w stosunku do dóbr materialnych, ale to jest tylko jeden z aspektów. Ja go nie lekceważę, on jest znaczący, ale to oznacza, że ciągle ekonomiści skoncentrowani są na problematyce wzrostu, a nie rozwoju.
Potrzebna autodiagnoza
Ekonomia porzuciła kulturę, a jak to wpłynęło na inicjatywy kulturalne? Najlepiej odpowiedzi na ten temat mogła udzielić Bogna Świątkowska, mająca doświadczenie w tworzeniu podobnych inicjatyw. Uważa ona, że w finansowaniu publicznym kultury ważna jest przejrzystość.


– Chronienie dziedzictwa jest zazwyczaj akceptowane, ale przeznaczanie pieniędzy na kulturę najnowszą, eksperymentalną – niekoniecznie. Ona nie jest oczywista i zrozumiała. I wtedy kultura dochodzi do muru, gdzie musi udowodnić, że środki na nią przeznaczane są sensownie wydawane. Proszę pokazać mi narzędzie, które sprosta temu zadaniu – pytała retorycznie prezeska Fundacji Bęc Zmiana.

Wskazywała też, że istotną częścią dyskusji jest pokazanie, jak energia społeczna może samoorganizować się po to, by działając m.in na polu kultury, wytwarzać kapitał społeczny – tak niezbędny dla innowacyjności, kreatywności i użyteczny międzysektorowo. Autozbadanie się dużo by dało środowisku kultury, pokazałoby, jakie znaczenie mają ich działania. Oczywiście dokładne zmierzenie efektów działań artystycznych jest bardzo trudne.

Konkretami za to posługuje się Bożena Gargas, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, która podkreślała, że dobra passa polskich projektantów i wzornictwa przemysłowego to jedno, ale produkt musi trafić do przemysłu i przedsiębiorcy. Procesy projektowe wymagają czasu, pieniędzy i wdrożenia, czyli budowania nowego produktu, nowej marki.

– Świadomość polskich przedsiębiorców nie jest zadowalająca, nie do końca rozumieją na czym polega proces projektowy. Z przedsiębiorcą należy rozmawiać jego językiem, a nie językiem kultury – tłumaczyła.
Gdy przyjmie się rolę pośredniczącą między artystą a przedsiębiorcą, gdy Instytut wprowadza projektantów bezpośrednio do przemysłu – efekty widać od razu.

Krzysztof Dudek zaznaczał, że rozmawiać i uświadamiać należy nie tylko ludzi biznesu, lecz także polityków. Unia Europejska wspiera rolników, a dlaczego nie przemysły kreatywne? – zastanawiał się ostatnio David Cameron w przywołanej przez dyrektora NCK wypowiedzi. Również posłużył się konkretami, mówiąc o zysku: – więcej dochodów przynosi taniec salsa niż sos salsa. Warto jednak cały czas pamiętać, by nie oceniać kultury tylko w kategoriach ekonomicznych, ona jest czymś więcej: sferą emocji i uczuć – ostrzegał.

Profesor Hausner powołał się na przykład bydgoskiej firmy PESA, która sprzedaje do Niemiec pociągi, bo właściciel zainwestował nie tylko w dobrych inżynierów, ale też w designerów.

– To pokazuje pewien proces rozwojowy: firmy muszą popatrzeć w przyszłość trochę dłużej i trochę dalej. Nie w perspektywie zysku w danym roku, ale w perspektywie firmy, która tworzy jakościową markę. Musimy przeobrazić wizerunek polskiej gospodarki. PESA zmienia wizerunek Polski w Niemczech, daje miejsca pracy, dochody. W dyskursie na ten temat szukamy winnych, a powinniśmy szukać potencjału, szans.

Jerzy Hausner wskazywał też na błędy w myśleniu władz. Politycy walczą o poparcie społeczne, a nie rozwiązują z nami problemów. Władze miast zaczynają co prawda dostrzegać rolę kultury w promocji, chcąc przyciągnąć więcej turystów, ale można pójść o krok dalej. Bo jak mówił: – Nie chodzi tylko o turystów, tylko potencjał intelektualny miasta i mieszkańców, miejsca pracy i dochody. Kultura nie może być "kulturą eventu", musi być kulturą twórczego napięcia i energii, która jest potrzebna w każdej dziedzinie naszego życia. Politycy są od tego, by tworzyć warunki do rozwoju. Najważniejszy jest rozwój, umiejętność rozwiązywania problemów, a w tym pomaga kultura.
prof. Jerzy Hausner

Kraj, który osiągnął tyle, aby się dalej rozwijać, musi sięgnąć do głębszych zasobów. Do naszego potencjału, który mamy w sobie.


Gdzie ten 1 proc. na kulturę?
Bogna Świątkowska upomniała się o pieniądze na kulturę, o obiecany 1 proc. przez państwo, a także o czynnik ludzki. Przypominała, że kultura nie rodzi się sama, nie pączkuje. Pytała, skąd ludzie kultury mają brać siłę i środki do życia, nie mówiąc o pracy? Jak mają być tą iskrą, która wszystkich pobudza, jak mają być kreatywni, skoro pracują za tak małe pieniądze albo za darmo?
– CERN przed chwilą ogłosił, że zaprasza architektów i artystów do współpracy – zaznaczyła.

Tymczasem w Polsce nadal nie dostrzega się tych relacji, a naszych samorządowców dalej trzeba przekonywać, że kultura jest ważna i to nie tylko w postaci przysłowiowego już "święta ziemniaka". Rozmówcy zwracali uwagę, że przedsiębiorcy polscy są odważni, tylko warto znaleźć sposób komunikacji między nimi a ludźmi kultury i pokazać im, najlepiej na przykładach, jak kultura rozwija biznes.

O efekcie muzeum Bilbao i dlaczego trzeba edukować samorządowców, jaki istnieje związek między niskim czytelnictwem i wysokością honorarium pisarza oraz jak to zmienić – usłyszycie podczas debaty. Dowiedziecie się też o konkretnych pomysłach na sposoby finansowania kultury, jak rozmawiać wspólnym językiem o kulturze i rozwoju, co z Unią Europejską w tej kwestii i dlaczego rząd nie dotrzymał obietnicy złożonej przy podpisywaniu "Paktu dla Kultury" i pomimo stałego rozwoju gospodarczego nie przekazał 1 proc. na kulturę.
Fot. youtube.com/naTemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...