"11 lat bez awansu w pracy, bo jestem Koptem". Dyskryminacja chrześcijan po egipsku

"11 lat bez awansu w pracy, bo jestem Koptem". Dyskryminacja chrześcijan po egipsku
"11 lat bez awansu w pracy, bo jestem Koptem". Dyskryminacja chrześcijan po egipsku Fot. naTemat
Kiedy pytam muzułmanów o ich relacje z chrześcijańską mniejszością, zapewniają o wzajemnej tolerancji i zgodnym współżyciu. Jednak choć ataki na kościoły w Egipcie to już przeszłość, prawda o sytuacji tamtejszych Koptów jest brutalna. Jak mówi mi jeden z nich, wyznawcy dyskryminują chrześcijan w sposób systemowy, sprawiając, że w każdej instytucji - czy to prywatnej czy publicznej - są oni obywatelami drugiej kategorii.


Chrześcijańska wyspa
Sherif Ezzat ma 39 lat i pracuje w jednym z dużych kairskich banków. Kiedy się z nim spotkałem, już na wstępie powiedział, że w przyszłym roku wynosi się do Kanady. Nie ma znaczenia, że zarabia nieźle, ma stabilną pracę i przyjaciół, a w Ameryce nic i nikt na niego nie czeka. – To postanowione. Mam dość tego, że kraj, w którym się urodziłem i wychowałem, nie traktuje mnie jak "swojego". Że na każdym kroku jestem gorszy, że nade mną jest sufit, którego nie da się przebić. A wszystko przez to – stwierdził, pokazując ukryty pod koszulą krzyżyk.
Takich jak on w 15-milionowej społeczności Koptów jest wielu. Choć współtworzą Kościół, którego wierni stanowią ponad 10 proc. społeczeństwa, czują się, jakby była ich garstka. Nikt nie pamięta, że to oni są rdzenną ludnością Egiptu. Dziś przychodzi im żyć w muzułmańskim kraju, którego zarówno mieszkańcy, jak i świecka (w teorii) władza, nie uznają innej religii niż islam. Często nieświadomie, ale jednak.


– W teorii jest tak, że Konstytucja gwarantuje wolność wyznania i nie ma żadnego prawa, które obniżałoby status chrześcijan względem muzułmanów. Ale gdy przyjrzysz się uważnie, zobaczysz, że w każdej dziedzinie życia Koptowie są poziom niżej. Na palcach jednej ręki policzysz chrześcijan - czołowych polityków, chrześcijan - profesorów największych uczelni, chrześcijan - menadżerów największych firm. Na reguły awansu społecznego nałożono religijny filtr, którego żadną siłą nie usuniemy – przekonuje Sherif.

Sheriff Ezzat

Doświadczam tego na własej skórze. Od 11 lat pracuję w jednym miejscu. Kiedy przychodzi do rozmowy rocznej, okazuje się, że nie mogę dostać awansu, bo np. źle się ubieram. To wymówka Menadżerowie po cichu mówią mi, że byłoby inaczej, gdybym był muzułmaninem. Najwyższe stanowiska są dla nich zarezerwowane.

Od ekstremizmu do mniejszego zła
To dyskryminacja gorsza niż przemoc, której w ostatnich latach doświadczali Koptowie. Kiedy w 2011 roku upadała władza Hosniego Mubaraka, poparli wieloletniego prezydenta, bo woleli stabilny i bezpieczny autokratyzm niż nieprzewidywalną wolność. Postawili na złą kartę, bo wkrótce rządy przejęło Bractwo Muzułmańskie, islamska partia, która za nic miała wolność wyznania. Przy jej bierności (a jak mówią niektórzy – pod patronatem) zaczęto polować na Koptów, niszczyć ich świątynie, domy i miejsca pracy.

– To był nasz najgorszy okres. Nie mówię, że przeciętni muzułmanie nas prześladowali. Tyle że władza przymykała oko na ekstremistów, którzy nas atakowali. Baliśmy się o życie, nie można było w pełni bezpiecznie wyjść na ulicę z widocznym krzyżykiem – opowiada inny z moich rozmówców, 30-letni księgowy z Kairu Mina Assaad.


– Potem armia obaliła Bractwo, a zemsta islamskiej ekstremy była jeszcze gorsza. W całym kraju płonęły kościoły (spalono około 50) . Teraz fizyczna agresja się uspokoiła, bo armia wzięła się za tych przestępców – dodaje. Z jego wypowiedzi wybrzmiewa ten sam wniosek, co u Sherifa– że dziś przesadą jest twierdzenie, iż Koptowie nie mogą czuć się w Egipcie bezpieczni, a z krzyżem lepiej się nie pokazywać. Tyle że marne to pocieszenie, skoro pozorny spokój maskuje głębszy i raczej szerzej niedostrzegany problem. Znamienne jest to, że przez kilka pierwszych dni mojego pobytu w Egipcie wszyscy muzułmanie, których spotkałem, mówili, że chrześcijanie nie mają na co narzekać.

Walka klas
– Islam jest religią, która dąży do kontroli wszystkich obszarów życia. Trwałym elementem społecznego systemu stała się zasada, że wszystkie najważniejsze pozycje muszą być zajmowane przez muzułmanów. Dla wielu jest to tak oczywiste, że wręcz dziwią się na sugestię, iż chrześcijanie mogą chcieć być z nimi na równo – ocenia Mina.
Twierdzi też, że na konflikt religijny nałożył się konflikt klasowy. Chodzi o to, że Koptowie to najczęściej dobrze sytuowani ludzie. – Widzisz tę butelkę wody? Założycielem producenta jest Kopt. Masz telefon w egipskiej sieci Mobinil? Właścicielem jest Kopt. Chrześcijanie są tu bogaci, choć i tak ich biznesy kontrolują muzułmanie – mówi.

W Egipcie bieda jest ogromna (kilkadziesiąt procent mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa), dlatego majątek to coś, co pogłębia szczelinę między chrześcijanami a resztą. Widać to też po miejscu zamieszkania. Koptowie koncentrują się w lepszych dzielnicach, jak np. Zamalek czy Heliopolis. Reszta m.in w centrum.

Pod patronatem
Czy jest nadzieja na to, że sytuacja Koptów ulegnie poprawie? Moi rozmówcy są zgodni, że wymagałoby to społecznych zmian. A póki co, widać tylko okołopolityczne. Koptyjski papież Tawadros otwarcie poparł prezydenta, generała Sisiego, i zawarł z nim sojusz. Sisi w ostatnich tygodniach coraz częściej powtarza, że chrześcijanie wraz z muzułmanami tworzą "jedną pięść" Egiptu. Nawet jako pierwszy prezydent wziął udział w bożonarodzeniowej mszy.

– Tylko to nie rozwiązuje problemów. Upolitycznienie religii to coś, z czym chcemy walczyć, tymczasem nasz papież robi to samo, co muzułmanie – przykleja się do władzy. Efekt będzie taki, że nawet jeśli prezydent da nam bezpieczeństwo, dopóki Egipt będzie muzułmański, dopóty będziemy skazani na dyskryminację – kwituje Sherif Ezzat.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...