Szczyt marzeń polskich celebrytek – rola "ambasadorki".
Szczyt marzeń polskich celebrytek – rola "ambasadorki". Mat.pras.

O protokole zwykle pojęcia nie mają, ale wachlarz ich możliwości jest duży. Godnie potrafią reprezentować i buty, i samochody, i pasztet. Quasi dyplomatki quasi salonów, które dumnie obnoszą się ze swoimi misjami, powierzonymi im przez mniej lub bardziej zręcznych pijarowców. Relatywnie nowa kategoria celebrytek – ambasadorki.

REKLAMA
Ambasadorki są różne. Można być, jak Emma Watson, Victoria Beckham czy Angelina Jolie ambasadorką ONZ. Można, jak Małgorzata Foremniak, być ambasadorką UNICEF-u. Godne to i chwalebne. Ale można, jak szereg pierwszo-, drugo- i trzecioligowych celebrytek chętnie określających się jako „gwiazdy” – to ci dopiero megalomania – ambasadorować inaczej.
logo
Fot.Shutterstock.com
Można kultywować stosunki dyplomatyczne z plotkarskimi mediami i słać odpowiednie noty do tabloidów. Można dziwić się obłudnie, kiedy niby tajna wizyta celebrytki odzianej w markę, której ambasadoruje lub której produkty podjada, w centrum handlowym, w tajemniczy sposób pojawia się na łamach rozmaitej proweniencji. Jaka dyplomacja takie WikiLeaks.
I tak Katarzyna Skrzynecka była ambasadorką pasztetu, Ivona Pavlolic – mrożonek, Katarzyna Glinka – pewnej marki samochodów, Natalia Klimas – rajstop i majtek, a Iwona Felicjańska – polskiej marki ubrań.
logo
Facebook
Właściwie bez sensu, że tych, którzy dzięki specjalistom od PR-u reklamują rajstopy, mini samochody dla dzieci (jak Zofia Ślotała, która właśnie pochwaliła się na Facebooku, że została ambasadorką produkującej je marki, a to dlatego, że nieco wcześniej ogłosiła, iż spodziewa się dziecka), mrożonki i suplementy diety, nazywa się ambasadorami.
Chargé d’affaires en pied  – tak byłoby bardziej światowo. I adekwatnie, bo celebrytki często muszą się nachodzić i za lukratywnymi kontraktami, i później – już na misji, kiedy niezmordowanie promują. Te, które są na okresie próbnym, bo nie wiadomo, czy się sprawdzą, mogłyby dumnie mienić się Chargés d’affaires ad interim, a te, które przygodę w dyplomacji już porzuciły – chargé d’affaires en titre. Dziwne właściwe, że nie przyznaje im się także honorowych doktoratów. I immunitetów.