
Wokalistka o genialnej barwie głosu stworzyła salon kosmetyczny dla kobiet? To trochę mało powiedziane. To miejsce nazywane "pracownią urody i nastroju" ma szansę być numerem jeden na liście ulubionych wielu warszawianek. Nie tylko z powodu sympatii dla samej współwłaścicielki Natalii Przybysz, ale ze względu na jakość zabiegów i atmosferę. We wnętrzu nie czujesz się jak w salonie paznokci, tylko w przyjemnym mieszkaniu u koleżanki.
Nietypowe, bo kolorowe wnętrze Ostatnio większość salonów, które pojawiają się na stołecznej mapie kosmetycznej wygląda jak spod jednej sztancy: białe, minimalistyczne, z kolorowymi (najczęściej: różowymi) elementami. Oczywiście są ładne, ale trudne do zapamiętania. Dlatego już zza witryny patrząc na Kobiety i Kolory - barwne logo z motywami obrazów Juana Miro, wiem, że się z tym miejscem polubimy.
Na środku salonu stoi piękny stół zastawiony najnowszą prasą i wygodne kolorowe krzesła, przy których siedzą klientki i pracują na swoich laptopach (mają tu dostęp do darmowego wi-fi, dobrej kawy i świetnej muzyki). Jest też kącik dla dzieci - bardzo rzadko spotykany w salonach kosmetycznych - jeśli mamy mają ochotę o siebie zadbać, maluchy znajdą w Kobiety i Kolory zabawki dla siebie.
Załoga salonu Kobiety i Kolory

Manikiur, pedikiur - szybkość i precyzja Choć nie czuję tu presji czasu, to manikiur mam wykonany błyskawicznie, dokładnie i bez zastrzeżeń. Do wyboru jest pełna paleta lakierów marek Peggy Sage i Melkior. Zainspirowana kolorystyką wnętrza decyduję się na morski turkus o pięknej nazwie Belle Epoque (z gamy Melkior). Strefa pedikiuru oddzielona jest żółtą ścianą, a każde stanowisko - dyskretne, bo z zasłonką. Część klientek przychodzi do salonu za swoimi ulubionymi manikiurzystkami, ale pojawiają się też zupełnie nowe fanki, które przyciąga radosne wnętrze, logo i... moim zdaniem - swoboda tego miejsca.


Kosmetyka twarzy - złote dłonie pani Joanny Widać, że autorzy salonu zdali egzamin nie tylko ze znajomości kolorów, ale i komfortu klientek. Po wejściu do środka gabinetu, gdzie wykonuje się zabiegi na twarz i ciało, zdejmuję buty, bo zamiast zimnych kafli jest na podłodze wykładzina dywanowa. Nie marznę, bo ktoś zadbał o to, żeby leżanka była podgrzewana, a klientka podczas zabiegu nie dostała dreszczy. Być może to drobiazgi, ale niezwykle istotne, kiedy masz się zrelaksować.


Ale nic tak nie odpręża, jak genialny dotyk pani Joanny. Stan zen osiągam błyskawicznie. Pani Joanna wykonuje mi zabieg pielęgnacyjny twarzy Afrodyta na bazie kosmetyków Jean d'Arcel (to co prawda zabieg przeciwzmarszczkowy, ale na moją odwodnioną skórę działa odżywczo i nawilżająco). Trwa ponad półtorej godziny. A każdy z 12 kolejnych kroków Afrodyty wiąże się z masażem. Kiedy mam na twarzy ujędrniającą maskę, pani Joanna masuje mi także dłonie, ręce, ramiona, kark i szyję, z której "wyciąga" wszelkie napięcia i nieudane próby stawania na głowie podczas zajęć z astanga jogi. Preparaty Jean d'Arcel pachną delikatnie, ale pięknie. I nie podrażniają nawet mojej skłonnej do uczuleń skóry. Która po zabiegu jest supernawilżona, świeża, gładka i gotowa na wyjście nawet bez grama podkładu!
Natalia Przybysz, wokalistka

Spędziłam tu trzy godziny i ciężko mi było wyjść. Już wybieram się ponownie z przyjaciółką. Tym razem na pedikiur.
