Pracownica TVP napisała książkę z "momentami". Korytarze huczą od plotek, że obsmarowała kolegów

Pracownica TVP napisała "Wszystkie świństwa świata". Korytarze huczą od plotek, że obsmarowała... swoich kolegów
Pracownica TVP napisała "Wszystkie świństwa świata". Korytarze huczą od plotek, że obsmarowała... swoich kolegów Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Książka "Wszystkie świństwa świata" ukazała się 14 stycznia. Debiut Jolanty Mokrzyńskiej nie odbił się szerokim echem w mediach, a mimo to jest na językach dziennikarzy. Wszystko przez to, że w publikacji pracownicy TVP doszukali się pierwowzorów bohaterów w swoich własnych szeregach. – Zmieniła nazwiska, ale postacie są tak szczegółowo opisane, że niektórzy zastanawiają się, czy nie podać jej do sądu – mówi jedna z pracownic Telewizji Polskiej. – To erotyk – komentują kolejni.


– Wstyd przyznać, ale pierwsze słyszę… – mówi rzecznik prasowy TVP Jacek Rakowiecki, zapytany przez nas o książkę. Na pierwszy rzut oka to kryminał, jakich wiele. Momentami nawet thriller, opisany bardzo prostym, zrozumiałym dla każdego językiem. To historia brutalnego morderstwa, gdzie części ciała ofiary odkrywane są w różnych częściach Warszawy. Jednak nie literackie walory sprawiły, że o książce słyszeli dziennikarze niemal wszystkich stołecznych redakcji. Bohaterka książki pisze również o "leniwych montażystach". Ci jednak robią sobie żarty z książki i na drzwiach montażowni w TVP wywiesili dziś takę kartę:
– To nieźle napisana książka, która świetnie wpisuje się w naszą serię "Polskie kryminały" – mówi z kolei Sonia Draga, prezes wydawnictwa.

Kto jest kim?
Akcja książki toczy się w środowisku pracowników telewizji informacyjnej i to właśnie wśród dziennikarzy książka została zauważona. Kto jest mordercą i dlaczego się nim stał? Nie to pytanie zadają sobie pracownicy TVP, którzy od dwóch tygodni rozsyłają sobie maile z książką w wersji PDF. Starają się rozszyfrować, kogo Mokrzyńska zamieściła w swoim dziele oraz co najważniejsze, czy przypadkiem nie oni stali się jednymi z bohaterów.
Fragment książki "Wszystkie świństwa świata"

Bolało bardziej niż powinno, a brutalność jego gestów była niepokojąco autentyczna. Zawsze lubiłam, kiedy był ostry w łóżku, ale tym razem to było coś innego. Coś zupełnie innego. Jego twarz przypominała maskę, oczy miał jak lód, a wargi napięte niczym struny. Nie odzywał się do mnie ani słowem, a spojrzenie miał nieobecne, obce, przerażające. Nasze ciała ociekały potem, a mimo to poczułam lodowate zimno. Zrozumiałam, że tym razem nie chodzi o rozkosz. Aleksander był wściekły. Nie wiedziałam właściwie, na co ani na kogo – na mnie, na siebie, na cały świat. A ja miałam być przedmiotem, na którym można tę wściekłość wyładować. Nasze gorące ciała kleiły się do siebie, skóra uderzała o skórę z głuchymi plaśnięciami, pot i sperma płynęły po mnie strużkami.

– Wiem na pewno, że mnie tam nie ma – mówi mi z ulgą w głosie jeden z dziennikarzy Telewizji Polskiej. Ilu pracowników TVP nie może powiedzieć tego samego? Niektórzy doszukują się dwóch, trzech osób, co do których nie mają żadnych wątpliwości, inni, w zależności od stażu pracy, potrafią zidentyfikować nawet sześć i więcej nazwisk. – Na korytarzach mówi się, że ta książka to czysta pornografia albo erotyk – słyszę od kolejnej osoby.
Pracownica TVP

Niekoniecznie wszyscy są zadowoleni, ponieważ autorka tej książki, zmieniając tylko imię i nazwisko, opisała bohaterów tak dokładnie, że osoby pracujące w firmie doskonale mogą dowiedzieć się, kto jest kim.

Niektórzy są na tyle zbulwersowani, że zastanawiają się, czy nie podać autorki książki sądu. – Szczególnie została w niej oczerniona jedna dziewczyna, za którą autorka prywatnie nie przepada. Nie wiem, czy ta publikacja miała być jakąś prywatną zemstą, ale wiem na pewno, że koledzy jej tego nie zapomną – dodaje kolejny pracownik TVP. Wielu z nich pamięta wydarzenia, które zostały opisane w książce, bo byli ich uczestnikami.

Jolanta Mokrzyńska

Ukończyła politologię na Uniwersytecie Warszawskim, wcześniej kaliskie Liceum Ogólnokształcące Sióstr Nazaretanek. Od 2007 r. zawodowo związana z Telewizją Polską, najpierw z „Panoramą” TVP2, obecnie z TVP INFO. Pracowała jako reporterka, teraz zajmuje się pisaniem nagłówków, cytatów i opisów, czyli tzw. belek, które ukazują się na dole ekranu. Czytaj więcej

– To jest fikcja literacka. Nie można utożsamiać bohatera książki z autorem – mówi stanowczo Jolanta Mokrzyńska. – Zdarzały mi się pytania o to, czy inspirowałam się rzeczywistymi osobami. Ale postacie i wydarzenia są fikcyjne. Jeżeli ktoś dopatruje się podobieństwa do siebie w jakiejś postaci literackiej, to ja nie mam na to wpływu – mówi autorka książki, która wolałaby się skupić na walorach literackich powieści niż plotkarskich.
Jolanta Mokrzyńska

Akcja dzieje się w telewizji informacyjnej. Ja pracuję w telewizji informacyjnej, więc siłą rzeczy znam realia tej pracy. Pisząc książkę umieściłam fikcyjną akcję w rzeczywistych realiach. Ponieważ praca w telewizji, atmosfera pracy, styl życia dziennikarzy telewizyjnych jest mi znana. Uznałam więc, że to środowisko będzie właściwym miejscem do tego, aby w nim rozgrywała się akcja mojej powieści. Nie opisałam ani TVP info ani jej pracowników.

Jeden wielki erotyk
Książka, zgodnie z tytułem, zawiera bardzo śmiałe opisy, które niektórzy nazywają wręcz erotyką lub pornografią. – Siebie samą autorka opisuje bardzo dobrze. Jako książkowa Joanna (autorka ma na imię Jolanta) przedstawia się jako obiekt pożądania wszystkich mężczyzn. Porusza się w szpilkach, maluje usta na czerwono, co powoduje, że każdy facet ma ochotę zjeść ją wzrokiem. Jest doskonałym odbiciem swojego pierwowzoru – mówi jedna z moich rozmówczyń.
Dziennikarka TVP

Joanna przeżywa przygody erotyczne i seksualne z prezenterami telewizyjnymi właśnie w firmie. Opisuje, że była w różnych nieudanych związkach, zerwanym narzeczeństwie i samotnych wieczorach. Sposobem na nie staje się znajomość z prezenterem telewizyjnym, który często odwiedza ją w murach jej mieszkania. To jest taki Harlekin. Gdybym miała streścić całość książki, to przyłączam się do zdania innych kolegów, że jest to jeden wielki erotyk.

Dyskusja z telewizyjnych palarni i korytarzy przeniosła się także na Facebooka. Ci, którzy nie zostali opisani, mają z publikacji po prostu niezły ubaw. Również ci z innych redakcji.
– Ona dalej pracuje, ale nie wiem jak długo jeszcze to potrwa, bo atmosfera wokół nie jest najlepsza. Nie jest zbyt lubiana. Ludzie specjalnie nie kupują tej książki, tylko przesyłają ją mailem, aby nie dać jej zarobić. Nie powinno się zarabiać na cudzym nieszczęściu, a tym bardziej na czyichś historiach prywatnych – mówi jedna z pracownic TVP, która potrafi wymienić z imienia i nazwiska wszystkie opisane w książce osoby.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...