
Bez doświadczenia z aplikacji i gwarancji utrzymania prowadzonych spraw tajemnicy, ale za to o wiele taniej i często skuteczniej – tak wyglądają realia funkcjonowania coraz popularniejszych na polskim rynku doradców prawnych. Czyli ludzi, którzy pomoc w problemach z prawem i urzędami oferują na zasadach o wiele swobodniejszych niż adwokaci, radcowie i notariusze. Póki środowisko prawnicze nie przeforsowało jeszcze wprowadzenia ograniczeń w takiej działalności, garnie się do niej wielu Polaków, którzy uważają, że nie potrzebują togi, by skutecznie pomagać innym.
Pogląd ten mocno zmienił rozwój internetu, w którym usługi doradców prawnych znaleźć dziś najłatwiej. utrzymujący się brak regulacji ograniczających doradzanie jedynie na podstawie przepisów o swobodzie działalności gospodarczej wielu postanowiło wykorzystać też jeszcze szerzej. Co prawda, wspomniany wyrok TK przez wielu interpretowany jest jako zawężenie dostępu do prowadzenie usług doradczych tylko dla magistrów prawa, ale utrzymujący się brak regulujących to przepisów sprawił, że dziś wśród doradców znajdziemy już nie tylko magistrów prawa bez aplikacji, ale także absolwentów jedynie pokrewnych kierunków.
Tylko od klientów zależy przecież, komu w danej sprawie zaufają. Właśnie dlatego uważam, że usługi doradców mogą być znacznie lepszej jakości niż prawników z kancelarii. Mnóstwo z nich nie zwraca bowiem uwagi na skuteczność, zwłaszcza w najprostszych przypadkach. Są i tacy, którzy uważają, że jakość usług gwarantuje odziedziczone nazwisko. My natomiast musimy non-stop walczyć o to, by mieć realne wyniki. To najlepsza reklama.
Argument finansowy z pewnością najbardziej zachęca przeciętnego Kowalskiego do wyboru doradcy, a nie profesjonalisty w todze. Stawki za sporządzanie pism i jednorazowe porady w kancelariach to wciąż co najmniej kilkaset złotych. Doradca z całkiem niezłymi opiniami od klientów za najprostszy pozew, wezwanie, a tym bardziej typowe pisma urzędowe życzy sobie tymczasem maksymalnie 100 zł.
– Dlatego, w przeciwieństwie do niektórych kolegów po tym fachu, zawsze odmawiam w sprawach karnych. Można co prawda i w tym przypadku zupełnie legalnie zaoferować czystą poradę, ale sądzę, że byłoby bardzo nieuczciwe ze względu na brak możliwości późniejszego wcielenia tego w życie i doprowadzenie do końca – słyszę od Darii, która po ukończeniu prawa zdecydowała się na prowadzenie biura doradztwa prawnego zamiast walki o miejsce na aplikacji.
A przecież połowy tych wszystkich ludzkich tragedii, które pokazują w programach interwencyjnych można byłoby uniknąć, gdyby ludzie nie bali się, że stracą fortunę na pomocy prawnej. Do nas niezorientowani w prawie, często niezbyt bogaci klienci nie obawiają się zwrócić z tym, że czegoś w przepisach nie rozumieją. Inaczej niż do kancelarii, w których patrzą na takich jak oni z góry.
Interes takich fachowców i dostępność do ich usług opiera się jednak wciąż na niepewnym gruncie w postaci luk prawnych. I konkurencyjnych idei na rozwiązanie tego problemu. Fakt, iż swoboda działalności gospodarczej jest w zasadzie główną podstawą działania doradców prawnych bardzo nie podobał się ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu, który już w 2007 roku zapowiadał wprowadzenie egzaminu i wreszcie wyraźne, ustawowe zawężenie grupy doradców tylko do osób z tytułem magistra prawa.
