15 osób nie odważyło się powstrzymać gwałciciela. Woleli patrzeć, niż pomóc 30-latce
15 osób nie odważyło się powstrzymać gwałciciela. Woleli patrzeć, niż pomóc 30-latce YouTube.com

Tego nie da się wytłumaczyć strachem, choć zapewne taką linię obrony przyjmą adwokaci 15 świadków próby gwałtu w wagonie francuskiego metra. Napadnięta kobieta musiała radzić sobie sama, bo współpasażerowie woleli odwrócić głowę, niż się "mieszać". – Mam nadzieję, że francuska policja znajdzie te osoby i dostaną za swoje – mówi 22 letnia Ania, której też nikt nie pomógł, gdy została napadnięta niemal pod drzwiami bloku w którym mieszka. A takich historii jest dużo więcej.

REKLAMA
Nieudzielenie pomocy jest zgodnie z francuskim prawem zagrożone utratą wolności do lat pięciu i grzywną w wysokości 75 tys. euro. – Nikt nie próbował mi pomóc. Musiałam bronić zupełnie sama. Wszyscy wsiedli do innego wagonu na końcu. Zostawili mnie samą i obserwowali atak na mnie – mówiła ofiara w rozmowie z radiem RTL. Na szczęście kobiecie udało się uciec, a policja ujęła sprawcę. Teraz szuka jeszcze 15 współpasażerów, którzy nie udzielili należnej pomocy w momencie zagrożenia.
Dziewczyna z sąsiedztwa
Niemal każdy z nas znalazł się w podobnej sytuacji, jako świadek lub ofiara. 22-letnia Ania z Warszawy także. – Wracałam do domu z uczelni, było jakoś po godzinie 20.00. Wysiadłam z metra i szłam przez swoje osiedle w stronę mieszkania. Było już dość ciemno. Nagle usłyszałam, że ktoś za mną idzie. W pewnym momencie podbiegł do mniej i podkasał mi spódnicę – wspomina Ania.
22-letnia Ania
Nikt nie zareagował gdy wzywała pomocy.

Zaczęłam się drzeć wniebogłosy i prosić o pomoc. To była wczesna, dość ciepła wiosna, więc ludzie siedzieli na podwórkach. Nikt nie zareagował, mimo że byli w zasięgu mojego wzroku. Patrzyło na mnie co najmniej 5 osób. Na szczęście ten napastnik uciekł.

Po tym wydarzeniu moja rozmówczyni natychmiast uciekła do domu. – Nie miałam siły, aby pójść do nich i cokolwiek im powiedzieć. Zamknęłam się w mieszkaniu i płakałam. Trochę ze strachu, ale i z żalu, że nikt mi nie pomógł. Wszyscy mieli to gdzieś – wspomina Ania.
– Ja byłem w takiej sytuacji po drugiej stronie – mówi z kolei Michał z Poznania. Kilku mężczyzn biło się między sobą, ale w pewnym momencie jeden z nich uderzył stojącą w pobliżu dziewczynę. – Napastnik był pijany, podbiegłem, aby odciągnąć kobietę, która oberwała. Później sam dostałem ochrzan od mojej dziewczyny, że niepotrzebnie się mieszam – słyszę od swojego rozmówcy.
Znieczulica niczym piętno...
Zjawisko znieczulicy jest równie częste, co wstrząsające. Mechanizmy, które powodują paraliż w momencie gdy ktoś potrzebuje naszej pomocy, sprawiają, że potrafimy zawieść nawet wówczas, kiedy zagrożenie dotyczy bliskich nam osób. Zjawisko to doskonale ukazał w swoim filmie Greg Zgliński.
"Wymyk" to historia dwóch, rywalizujących ze sobą braci. Gdy jeden z nich staje w obronie kobiety zaczepianej w pociągu przez chuliganów, drugi nie udziela mu z pomocy. Zastraszony przez agresywnego nastolatka woli się wycofać, niż pomóc bratu, którego napastnicy wyrzucają z jadącego pociągu. Wszystko zostaje nagrane przez telefon komórkowy i trafia do sieci, kompromitując twardego z pozoru mężczyznę granego przez Roberta Więckiewicza.
Efekt widza
Edukatorzy prowadzący zajęcia z zachowania w czasie napadu zwracają niemal zawsze uwagę, że należy wybrać konkretną osobę do udzielenia nam pomocy. Na przykład "pan w żółtej kurtce, proszę mi pomóc". Ma to uchronić przed sytuacją, w której znalazła się Francuzka. Chodzi o "efekt rozproszonej odpowiedzialności". Na czym polega? To doskonale ilustruje eksperyment na poniższym wideo.
Uczestnikami badania są studenci seminarium duchownego, których poproszono o przejście do drugiego budynku na spotkanie. Po drodze umieszczono osobę udającą człowieka w potrzebie. Cześć studentów poinformowano wcześniej, że są spóźnieni i powinni się pospieszyć. Reszcie zaś powiedziano, że mają mnóstwo czasu.
Spośród osób, którym powiedziano że nie muszą się pośpieszyć, pomocy obcemu udzieliło 63 proc. Przyszli duchowni, którym nakazano pośpiech, niemal nie zauważyli człowieka w potrzebie, a niektórzy niemal się o niego potykali. Zaledwie co dziesiąty zatrzymał się na widok leżącego na ziemi. O decyzji decydowały ułamki sekund. A gdy mamy mało czasu na ocenę sytuacji, posiłkujemy się zachowaniem innych. Zjawisko to nazywamy informacyjnym wpływem społecznym.
"Bałam się"
W sytuacji wymagającej udzielenia pomocy znalazła się kiedyś psycholog Karolina Przyłuska. – Trzech dorosłych, dobrze zbudowanych chłopaków zaczęło się szarpać i bić. Co zrobiłam? Na początku uruchomił się mój mechanizm obronny - wycofaj się i uciekaj. Następnie zadziałało zjawisko rozproszenia uwagi, nazywane powszechnie efektem obojętnego widza. Oczywiście nikt nie zareagował. Większość osób odwracała głowę lub przyspieszała kroku i odchodziła – mówi psycholog z serwisu mamadu.pl.
Co zrobiła nasza rozmówczyni? Po podsumowaniu możliwości wyjęła telefon i zadzwoniła na policję. – To była moja jedyna możliwość. Poziom stresu się zmniejszył, napięcie ustąpiło, a lęk został zredukowany. Jednym słowem poczułam się lepiej. Wróciłam do stanu równowagi – mówi.
Karolina Przyłuska
Psycholog

W tłumie czujemy się bardziej anonimowi, a co za tym idzie nie obciążamy siebie odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację i za brak reakcji - “są przecież silniejsi ode mnie”. Po drugie zdajmy sobie sprawę ze swoich zasobów, czyli możliwości jakimi dysponujemy i które nie są wystarczające do poradzenia sobie z sytuacją - “przecież nie dam sobie rady z trzema osiłkami, jestem kobietą”. Po trzecie boimy się konsekwencji - “co jeśli to mi się dostanie? A jeśli mnie też pobiją?”.

W trakcie wysokiego poziomu stresu robimy analizę sytuacji. Jest ona na tyle szybka, że często nie ma czasu na robienie zestawienia zysków i strat, co prowadzi do podjęcia takiego działania, które będzie nas chroniło lub neutralizowało napięcie związane z naszym położeniem.
– Dlatego zachowujemy się poniekąd egoistycznie, szukamy rozwiązania najlepszego dla nas. Należy też pamiętać o pojawiającym się lęku. Nasz organizm wkłada wszystkie wysiłki w zmniejszenie jego poziomu, dlatego nie działamy od razu – wyjaśnia psycholog.
A Ty, co byś zrobił?