
Tego nie da się wytłumaczyć strachem, choć zapewne taką linię obrony przyjmą adwokaci 15 świadków próby gwałtu w wagonie francuskiego metra. Napadnięta kobieta musiała radzić sobie sama, bo współpasażerowie woleli odwrócić głowę, niż się "mieszać". – Mam nadzieję, że francuska policja znajdzie te osoby i dostaną za swoje – mówi 22 letnia Ania, której też nikt nie pomógł, gdy została napadnięta niemal pod drzwiami bloku w którym mieszka. A takich historii jest dużo więcej.
Niemal każdy z nas znalazł się w podobnej sytuacji, jako świadek lub ofiara. 22-letnia Ania z Warszawy także. – Wracałam do domu z uczelni, było jakoś po godzinie 20.00. Wysiadłam z metra i szłam przez swoje osiedle w stronę mieszkania. Było już dość ciemno. Nagle usłyszałam, że ktoś za mną idzie. W pewnym momencie podbiegł do mniej i podkasał mi spódnicę – wspomina Ania.
Zaczęłam się drzeć wniebogłosy i prosić o pomoc. To była wczesna, dość ciepła wiosna, więc ludzie siedzieli na podwórkach. Nikt nie zareagował, mimo że byli w zasięgu mojego wzroku. Patrzyło na mnie co najmniej 5 osób. Na szczęście ten napastnik uciekł.
Zjawisko znieczulicy jest równie częste, co wstrząsające. Mechanizmy, które powodują paraliż w momencie gdy ktoś potrzebuje naszej pomocy, sprawiają, że potrafimy zawieść nawet wówczas, kiedy zagrożenie dotyczy bliskich nam osób. Zjawisko to doskonale ukazał w swoim filmie Greg Zgliński.
Edukatorzy prowadzący zajęcia z zachowania w czasie napadu zwracają niemal zawsze uwagę, że należy wybrać konkretną osobę do udzielenia nam pomocy. Na przykład "pan w żółtej kurtce, proszę mi pomóc". Ma to uchronić przed sytuacją, w której znalazła się Francuzka. Chodzi o "efekt rozproszonej odpowiedzialności". Na czym polega? To doskonale ilustruje eksperyment na poniższym wideo.
W sytuacji wymagającej udzielenia pomocy znalazła się kiedyś psycholog Karolina Przyłuska. – Trzech dorosłych, dobrze zbudowanych chłopaków zaczęło się szarpać i bić. Co zrobiłam? Na początku uruchomił się mój mechanizm obronny - wycofaj się i uciekaj. Następnie zadziałało zjawisko rozproszenia uwagi, nazywane powszechnie efektem obojętnego widza. Oczywiście nikt nie zareagował. Większość osób odwracała głowę lub przyspieszała kroku i odchodziła – mówi psycholog z serwisu mamadu.pl.
W tłumie czujemy się bardziej anonimowi, a co za tym idzie nie obciążamy siebie odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację i za brak reakcji - “są przecież silniejsi ode mnie”. Po drugie zdajmy sobie sprawę ze swoich zasobów, czyli możliwości jakimi dysponujemy i które nie są wystarczające do poradzenia sobie z sytuacją - “przecież nie dam sobie rady z trzema osiłkami, jestem kobietą”. Po trzecie boimy się konsekwencji - “co jeśli to mi się dostanie? A jeśli mnie też pobiją?”.
