Skoro szczepicie swoje dzieci, to dlaczego boicie się chorób? – pytają antyszczepionkowcy. Bo jest się czego bać

Szczepienia budzą dużo emocji.
Szczepienia budzą dużo emocji. Fot. Shutterstock.
W Stanach Zjednoczonych dzieci znowu zaczęły chorować na odrę. Choroba zbiera żniwo w wielu regionach. Początek tej małej epidemii miał miejsce najprawdopodobniej w Disneylandzie.

Odra jest chorobą zakaźną, która niegdyś była w bardzo powszechna. Jednak za sprawą zdobyczy medycyny, w tym szczepionek, została prawie całkowicie wyeliminowana.

Ruch antyszczepionkowy rośnie w siłę, jego przedstawiciele zarzekają się, że szczepionki są niebezpieczne i powodują autyzm. Są to tematy, które niejednokrotnie były już poruszane w mediach i jak do tej pory żadne argumenty nie są w stanie przekonać ani jednej, ani drugiej strony.


Jest jednak jeszcze jeden aspekt całej awantury dotyczącej stosowania bądź niestosowania szczepionek, który ich przeciwnicy lubią poruszać. Skoro zastrzyki mają uodpornić najmłodszych, to dlaczego ich rodzice tak bardzo obawiają się nieszczepionych maluchów. Na pierwszy rzut oka taki argument brzmi sensownie. Moje dziecko, moja sprawa, jeśli nie wyrządzam nikomu krzywdy, to dlaczego miałbym/miałabym postępować wbrew swoim przekonaniom?
Te argumenty bardzo zirytowały pewnego pediatrę i równocześnie ojca, który w liście otwartym do nieszczepiących dzieci postanowił wytłumaczyć, jak ich decyzja może wpłynąć na rodziny, które są zwolennikami szczepionek.

Przejdziem odrę?
Tim Jacks jest pediatrą z Phoenix, ale jak sam podkreśla, jest przede wszystkim ojcem dwójki dzieci. W swoim liście otwartym tłumaczy jak niebezpieczna może być odra. Oraz jak łatwo można się nią zarazić.

Wirus odry może np. przetrwać w powietrzu w zamkniętym pokoju i zarazić kogoś, dwie godziny po tym, gdy chora osoba przebywała w tym miejscu. Lekarz tłumaczy też kolejną podstępną cechę tej choroby. Osoba, która nosi wirusa zaraża nim nawet cztery dni przed tym, gdy u niej samej wystąpią objawy, czyli charakterystyczna wysypka. Jednym słowem odra atakuje po cichu.


Przejście przez samą chorobę określa jako nieprzyjemne, ale zaznacza, że naprawdę tragiczne w skutkach mogą być powikłania po tej przypadłości. Jakie? Tim Jacks wymienia, że 6 do 20 procent osób, które przebyły tę chorobę cierpią na infekcję ucha, rozwolnienie, a nawet zapalenie płuc. Jedna na 100 osób będzie cierpiała na zapalenie mózgu i około 1 na 1000 chorych umrze.

Dlaczego szczepieni też muszą się bać?
Ok, ale skoro jestem zaszczepiona, to chyba nie muszę się obawiać, że zachoruję. Doktor Jacks tłumaczy, że to nie jest wcale takie oczywiste. I robi to na przykładzie własnej rodziny. Zaznacza, że szczepionka MMR zapewnia odporność większości osób, które się jej poddały. Są jednak wyjątki.

Około trzy procent szczepionych ludzi nie rozwija pełnej odporności, to oznacza, że mimo wszystko mogą zachorować. Doktor Jacks jest właśnie taką osobą, jeśli spotka się z wirusem odry, jest spore prawdopodobieństwo, że zachoruje.

W rodzinie lekarza jest też nieszczepione dziecko, 10 miesięczny syn Eli, który jest jeszcze za mały na taką szczepionkę. On też może zachorować.

Tim Jacks ma jeszcze córkę Maggie, której nie mógł zaszczepić, ponieważ choruje ona na raka. Osoby z nowotworem rzeczywiście są uczulone na szczepionki albo na jakąś cześć ich składu. Co więcej, mają one obniżoną odporność. Jedynym sposobem, by chronić dzieci walczące z nowotworami, jest szczepienie wszystkich wokół. Nie da się inaczej.

U dziecka Jacksa w sierpniu zeszłego roku zdiagnozowano białaczkę. Dziewczynka weszła w leczenie, które, jeśli niezakłócone i pozbawione komplikacji, miało się skończyć w 2017 roku.

Moje dziecko, cudza odpowiedzialność
W połowie stycznia tego roku Maggie została wypisana ze szpitala i miała pojechać z rodzicami na narty. Nie pojechała, ponieważ tuż przed wyjazdem państwo Jacks dostali telefon ze szpitala, że w czasie kiedy ich córka przebywała w placówce, miała kontakt z dzieckiem chorym na odrę.
Tim Jacks w liście otwartym do rodziców, którzy nie szczepią dzieci

Dziękuję wam za konieczność odwołania naszego zimowego wyjazdu w tym roku. Maggie bardzo chciała zobaczyć śnieg, ale nie zaryzykujemy, że mogłaby zarazić inne dzieci. Nawiązując do naszej troski o inne maluchy, chcę wam podziękować za narażenie 195 dzieci w szpitalu na chorobę, która została uznana za wyeliminowaną w Stanach Zjednoczonych. Wasze kiepskie wybory nie dotyczą tylko waszych dzieci. Dotknęły też moją rodzinę oraz wiele innych nam podobnych. Wybaczcie mi sarkazm. Jestem zły i trochę przestraszony.

Dwoje dzieci lekarza, które mają obniżoną odporność spotkało się z bardzo agresywnym wirusem. Jak podkreśla Tim Jacks, na razie jedyną konsekwencją nieodpowiedzialności jednego rodzica jest to, że ciężko chora dziewczynka nie pojechała na wymarzone wakacje.

Jest jednak czarniejszy scenariusz, a mianowicie taki, że dzieci rzeczywiście zachorują, a to dla Maggie będzie oznaczało przerwanie leczenia i śmiertelne niebezpieczeństwo.

Jacks swoim listem nie zamierzał udowadniać wyższości szczepionek, pragnął pokazać jedynie, że wbrew temu, co twierdzą antyszczepionkowcy, ich wybór nie dotyczy tylko ich własnych dzieci. Powinni więc zdawać sobie sprawę z tego, jak wielką biorą na siebie odpowiedzialność.

Źródło: motherjohnes.com

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...