
Sąd Najwyższy Kanady za niekonstytucyjny uznał zapis zakazujący pomocy w samobójstwie, jakiej od bliskich mogą oczekiwać ciężko chorzy obywatele. W opinii sądu osoby nieuleczalnie chore i świadome decyzji, jaką podejmują, powinny mieć możliwość uzyskania pomocy w zakończeniu życia. – Trzeba zmienić prawo – zdecydowali sędziowie i wydali w tej sprawie odpowiednie orzeczenie.
REKLAMA
Dokument za rok stanie się wiążący – podaje "The National Post". W orzeczeniu mowa jedynie o pomocy, której choremu mogą udzielić bliscy. Jego twórcy podkreślają, że do udzielania pomocy w samobójstwie nic nie zobowiązuje lekarzy. Ci jednak wcale nie są jej tak niechętni, jakby się mogło wydawać. – Mocno wierzę, że zmuszanie człowieka do niekończących się cierpień oznacza, że mu się szkodzi, a przecież studentów uczymy, by przede wszystkim pacjentom nie szkodzili – mówił cytowany przez portal sieci radiowo-telewizyjnej CBC doktor Brian Finnemore.
Zmiany proponowane przez sąd popiera również większość Kanadyjczyków. Jesienią ubiegłego roku opowiedziało się za nimi aż 84 proc. obywateli. Zdaniem socjologów, kluczowy w tej materii jest problem opieki hospicyjnej, która nie działa w stopniu zadowalającym. Z badań wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat aż jedna trzecia Kanadyjczyków zetknęła się z tym problemem. Co ciekawe, do kanadyjskiego parlamentu już dawno wpłynął projekt zmian prawnych, które umożliwiłyby pomoc w samobójstwie. Zgłosił go Stephen Fletcher, konserwatywny deputowany, który sam jest sparaliżowany. Dokument został jednak zablokowany. Dziś sytuacja rządu jest dużo trudniejsza, przede wszystkim ze względu na znaczne poparcie, jakiego sądowemu orzeczeniu udzielili obywatele.
Pomysł samobójstwa na życzenie, nawet w przypadku osób ciężko i śmiertelnie chorych, mimo to budzi duże kontrowersje. Dyskusja, jaka przetoczyła się przez światowe media przy okazji śmierci chorej na nowotwór złośliwy mózgu Brittany Maynard, jest tego najlepszym dowodem. 29-letnia Amerykanka popełniła samobójstwo, przyjmując w domu przepisaną przez lekarza truciznę. – Mój glejak mnie zabije i nie mam nad tym żadnej kontroli. Możliwość odejścia z godnością jest mniej przerażająca – mówiła przed śmiercią Maynard.
Śmiertelną chorobę zdiagnozowano u niej w styczniu 2014 roku. W kwietniu Maynard usłyszała, że zostało jej pół roku życia. W związku z beznadziejną diagnozą 29-latka postanowiła nie podejmować dalszego leczenia i zakończyć życie w wybranym przez siebie dniu – 1 listopada 2014 roku. – Brittany podjęła dobrze przemyślaną decyzję i dokonała świadomego wyboru. W obliczu tak strasznej i nieuleczalnej choroby postanowiła umrzeć z godnością – oświadczyli bliscy kobiety, która zmarła w Portland w Oregonie.
Oregon jest jednym z pięciu stanów, gdzie śmiertelnie chorzy, pełnoletni ludzie, którym zostało nie więcej niż sześć miesięcy życia, mają prawo do „śmierci z godnością”.
