
Waldemar Deska, który o urząd prezydenta ubiega się z ramienia Partii Libertariańskiej, na pewno nie należy do faworytów majowych wyborów. Niemniej nawet on budzi emocje. Ich źródłem jest muzyczna przeszłość kandydata, od którego odciął się właśnie jego były zespół – DAAB.
REKLAMA
W związku z tym, że nazwisko Deski bywa wymieniane razem z nazwą zespołu, członkowie grupy postanowili wydać oświadczenie. Podkreślono w nim, że obecny kandydat nigdy nie był ani współzałożycielem, ani liderem DAAB.
– Przepraszamy wszystkich naszych fanów za unurzanie w rozgrywce politycznej naszej nazwy. Generalnie: "Nie wierzymy politykom” – napisali muzycy, dodając, że Deska został „wyproszony z zespołu” 25 lat temu.
Ponadto w oświadczeniu przypomniano, że Deska został w 2013 roku wysłany przez sąd na badania psychiatryczne. Wezwanie było elementem wieloletniej batalii prawnej. Dotyczy ona skromnego domu, który Deska zbudował na swojej działce bez występowania o jakiekolwiek urzędnicze zezwolenia czy opinie.
"Nie chcę być prezydentem"
W poniedziałek kandydat Partii Libertariańskiej udzielił wywiadu stacji TVN24, podkreślając, że zapisy obowiązującej formalnie konstytucji nie są przestrzegane. Tymczasem, jak zaznaczył, ustawa zasadnicza jest wartościowa i należy nadać jej praktyczną moc.
W poniedziałek kandydat Partii Libertariańskiej udzielił wywiadu stacji TVN24, podkreślając, że zapisy obowiązującej formalnie konstytucji nie są przestrzegane. Tymczasem, jak zaznaczył, ustawa zasadnicza jest wartościowa i należy nadać jej praktyczną moc.
– Jestem zwolennikiem takiego państwa, które jak najmniej wtrąca się w stosunki między obywatelami. Niepotrzebne regulacje, około 70 procent, trzeba zniszczyć. Wtedy będzie porządek, będzie synergia, będzie praworządność – powiedział Deska.
Co ciekawe, kandydat oświadczył, że wcale nie chce być głową państwa. – Nie chcę być politykiem i nie chcę być prezydentem, ale sprawy są tak ważne, że trzeba – oznajmił Deska.
