
W urzędzie kontroli skarbowej w Rzeszowie rozegrał się thriller jak w firmie Szklana Pułapka. Dyrektor urzędu nie wierzył, że doniesienia o podłożonej bombie są prawdziwie i kazał pracownikom pozostać na stanowiskach. Mimo że "ładunku nie znaleziono", strach referentów był prawdziwy.
REKLAMA
To była już kolejna ewakuacja pracowników rzeszowskiej skarbówki. Najpierw 3, a potem 5 lutego do urzędników dotarły informacje o podłożonej bombie w XIV-piętrowym wieżowcu w Rzeszowie. W pośpiechu ewakuowali się pracownicy Izby Skarbowej (pietra XI-XIV), Urząd Skarbowy z dyrektorem (V-VI piętro), bank WBK na parterze oraz księgowi i personel biura rachunkowego z III piętra. Jedynie dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej kazał pracownikom pozostać na stanowiskach.
– Proszę wyobrazić sobie strach ludzi. Wyłączono prąd, wodę, zamknięto wejścia. Nie działały windy i komputery. Podchodzili do okien i patrzyli jak służby ratunkowe przeczesują budynek – relacjonuje świadek, jeden z urzędników. Kontrolerzy skarbowi byli uwięzieni i odcięci na trzech piętrach betonowego kolosa – niczym zakładnicy w słynnym filmie Szklana pułapka. Nie mieli drogi ucieczki, bo budynek powyżej IV piętra nie posiada schodów pożarowych. – Budynek nie ma odbioru Straży Pożarnej – ujawnia serwis pracowników fiskusa Skarbowcy.pl
Decyzja Cezarego Koby, dyrektora UKS miała zbulwersować samą policję i strażaków. Choć informacja o bombie okazała się fałszywa, to strach urzędników był jak najbardziej prawdziwy. Polecenie o kontynuowaniu pracy było bez sensu, bo zgodnie z procedurami bombowymi komputery i serwery UKS i tak przestały działać. – Dyrektor Koba to bohater, który terrorystom się nie kłania – piszą pracownicy, dodając złośliwości o rzekomych premiach, na które chce zasłużyć urzędnik.
Ostatnio alarmy bombowe w urzędach skarbowych na południu Polski zdarzają się nawet dwa razy w tygodniu. Seria trwa od lata 2014 roku. To ośmiesza podkarpacką policję i inne gapowate służby, które nie potrafią namierzyć autora maili i telefonów. Być może nie jest to dowcipniś, ale ktoś kto celowo chce sparaliżować pracę podatkowej administracji. Dlatego służby nie wierzą w prawdziwość gróźb. – Decyzję o pozostaniu pracowników w budynku dyrektor podjął w oparciu o rekomendację Centralnego Biura Śledczego by nie ewakuować – mówi Teresa Piechowicz-Barzyk, rzecznik prasowy UKS w Rzeszowie. I zapewnia, że życie i zdrowie pracowników to najważniejsze dobro dla urzędu, ale praca będzie kontynuowana.
Mimo to, pracownicy fiskusa nie chcą testować na sobie determinacji sabotażysty. A może „scenariusz potencjalnego czubka się realizuje i po fałszywych alarmach dokona wielkiego bum” – dyskutują.
