Taki widok to rzadkość.
Taki widok to rzadkość.

Sklepy dla osób puszystych to coraz powszechniejszy widok nie tylko na ulicach większych miast, ale i małych miasteczek. Tymczasem klientom drobnej postury często pozostają tylko zakupy... w dziale dziecięcym. Bo producenci przekonują, że szycie odzieży dla chudych zupełnie im się nie opłaca. Szukanie rozmiarów XS lub XXS często graniczy z cudem.

REKLAMA
Cały dzień wędrowania po sklepach, a na deser wizyta w galerii handlowej. Efekt? Tylko jeden sklep, w którym w dziale dla dorosłych kobiet wyodrębniono sektor „Petit”. Czujesz się w nim jak w sklepie z zabawkami – jest cały dla małych. Jak w ulęgałkach można przebierać w sukienkach, koszulkach i spodniach szytych nie tylko dla osób szczupłych, ale także niskich, nawet takich nie mających 160 cm wzrostu. Raj! Ale to w Polsce niestety rzadkość. Normą są ciuchy szyte na klientów mających przynajmniej te 175 cm wzrostu (czy to jest właśnie wzrost statystycznej Polki i Polaka?) i noszących rozmiar S-M. Ktoś, kto nie dość, że jest drobny to jeszcze i niski, ma na zakupach naprawdę pod górkę.
Google nie kłamie
Nie trzeba nawet wychodzić z domu, by to sprawdzić. Właściwie wystarczy do tego internet. Po wpisaniu w Google hasła „sklepy dla puszystych” dostajemy całą listę adresów. Gdy wpiszemy „sklepy dla chudych” w odpowiedzi wyskakują nam jedynie zapytania z forów o dokładnie tej samej treści.
logo
Internetowe poszukiwania nie dziwią. Mam wrażenie, że z produkcji odzieży w rozmiarze XXS (32) już jakiś czas temu zrezygnowali chyba wszyscy producenci, a ostatnio w niełaskę popadł także numerek większy rozmiar XS (34).
Takie rozmiarowe braki dotyczą zarówno handlujących odzieżą w sklepach stacjonarnych jak i właścicieli e-sklepów. Wyjątkiem są chyba tylko ci, którzy projektują i szyją na potrzeby pokazów mody. Tam przecież chudość nie dość że akceptowana to jeszcze jest na topie. Przeciętna klientka czy klient jednak takich wygód nie uświadczy. W mniej lub bardziej popularnych sieciówkach bardzo często numeracja zaczyna się dziś dopiero od kategorii S (36).
– Nie jestem anorektyczką, sama pani widzi – nie jestem chorobliwie chuda. Jestem po prostu drobna. Na tyle jednak, że ciuchy w rozmiarze S po prostu na mnie wiszą. XS też bywa zbyt duże. A idealnego dla mnie XXS już dawno na oczy nie widziałam – mówi mi Karolina. Jej kolega, Michał dodaje: – Ten problem dotyczy także facetów wątłej postury. Ja sam bez obaw mogę chodzić na zakupy tylko do działu dziecięcego.
To rozwiązanie stosowane powszechnie przez bardzo szczupłych i niewysokich klientów. Ale i ono nie zawsze wystarcza. W dziale dziecięcym, jak sama nazwa wskazuje, są rzeczy dla dzieci. Ich projektanci nie uwzględniają więc w przypadku bluzek dla dziewczynek miejsca na biust a spodnie bywają – zwłaszcza dla pań – zbyt wąskie w biodrach.
Dlaczego?
Pytanie – jak to jest możliwe, że w dobie kultu ciała i umiłowania zgrabnej figury, producenci zapominają o całkiem zasobnej grupie klientów spełniających przecież właśnie te topowe kryteria.
Na to pytanie ekspedientki w żadnym z odwiedzonych przeze mnie sklepów nie potrafią odpowiedzieć. Odsyłają do szefostwa twierdząc, że to ono w tej materii decyduje. Szefostwo mętnie tłumaczy, że decyzja o tym w jakich rozmiarówkach dany produkt będzie dostępny zależy między innymi... od fasonu. Powołuje się przy tym na argument, że małe rozmiary są zwyczajnie niepopularne. – Najczęściej klientki kupują rozmiary 36 (S) i 38 (M), mniejsze nam nie schodzą – słyszę u jednego z producentów, który szybko ucina dyskusję.
logo
logo
logo
Producent – stylista?
Wynika zatem z tego, że producenci odzieży zaczynają jednocześnie pełnić funkcję stylistów, szacując co pasuje,a co nie pasuje chudzielcom. A szkoda, bo nieliczne (udało mi się znaleźć zaledwie dwa, oba internetowe) sklepy, które mimo wszystko posiadają w swoim asortymencie odzież w rozmiarach XXS (32) i XS (34) sporo na tym zyskują.
– U nas najczęściej numeracja zaczyna się od XS, ale pojawiają się też sukienki w rozmiarze XXS/XS. To takie 32 i pół – słyszę od szefowej jednego z polskich internetowych gigantów w sektorze mody damskiej i męskiej.
– I jak się sprzedają?
– W porządku, choć trudno przytoczyć tu jakieś regularne statystki. Na pewno jednak nie jest tak, że rozmiary małe, nawet właśnie te XXS, zalegają nam w magazynie. Wręcz przeciwnie, dużo częściej zostają nie sprzedane te większe, czyli od rozmiaru L (40) w górę.
Nic dziwnego, z tego co widać na internetowych forach osób mających problem z kupnem odpowiedniej dla drobnej figury odzieży jest całkiem sporo. A jeśli takową oferuje tylko kilka sklepów w skali kraju, trudno się dziwić, że są oblegane.