Jon Stewart po 16 latach odchodzi z "The Daily Show".
Jon Stewart po 16 latach odchodzi z "The Daily Show". Fot. "The Daily Show"

Trzy rzeczy były w Ameryce pewne: śmierć, podatki i Jon Stewart komentujący absurdy polityki w "The Daily Show" – pisał o tym odejściu "The Guardian". Po 16 latach prowadzenia najlepszego programu satyrycznego w Stanach Stewart rezygnuje ze stanowiska. To dziura w amerykańskiej telewizji, której tak łatwo nie uda się załatać.

REKLAMA
Stewart poinformował o swoim odejściu zszokowaną publiczność pod koniec nagrywania wtorkowego odcinka programu. – "The Daily Show" nie zasługuje na prezentera, którego ciągnie do innych rzeczy w życiu. Wy też na to nie zasługujecie. W sercu wiem, że już pora, by ktoś inny przejął ten program – mówił powstrzymując łzy.
Powiedział też, że nie będzie mu brakowało samego prowadzenia programu, tylko kreatywnych i serdecznych ludzi, z którymi przy nim pracował.
"Nie wyłączajcie TV przed końcem programu"
Na razie ustalane są ze stacją Comedy Central warunki jego odejścia. Wiadomo, że przestanie być prezenterem między lipcem a grudniem. W tym czasie w Stanach w najlepsze hulać będzie kampania prezydencka. Pierwsze komentarze są takie, że Stewarta będzie bardzo brakować, zwłaszcza jeśli w Białym Domu w 2016 roku znów pojawi się republikanin.
Na Twitterze "The Daily Show" po nagraniu pojawił się komentarz, że tym razem naprawdę warto nie wyłączać programu przed końcem.
logo
Fot.Twitter
Satyryk od przekazywania poważnych wiadomości
Stewart, który od lat 80 występował jako komik, przejął prowadzenie "The Daily Show" w 1999 roku.
"Daily Show" bardzo szybko stało się najważniejszym programem satyrycznym w USA, a nawet czymś więcej. W 2010 roku przeprowadzono badanie, z którego wynikało, że większość młodych ludzi właśnie z nadawanego późnym wieczorem "The Daily Show" czerpie wiedzę o tym, co się dzieje w kraju i na świecie. Satyrycy pozostawili daleko w tyle najbardziej opiniotwórczy amerykański dziennik "The New York Times".
Wiele osób pamięta m.in. pierwszy program z udziałem Jona Stewarta po atakach 11 września na Nowy Jork. Stewart wtedy i przy okazji kolejnych ważnych wydarzeń na świecie, mówił o znaczeniu śmiechu w ciężkich sytuacjach.
Polityczne i społeczne opinie Jona Stewart, który zawsze odżegnywał się od poważnego dziennikarstwa, stały się ważne dla lewicującego środowiska w Stanach Zjednoczonych. W telewizji jednak po równo dostawało się republikanom i demokratom, a także najważniejszym amerykańskim stacjom medialnym i publicystom. Stewart i armia jego dziennikarzy potrafiła też pochylić się nad przejawami głupoty, rasizmu, nad absurdem życia amerykańskiej prowincji.
Po 16 latach można się nudzić
Przyczyny odejścia nie są znane. O swoim znudzeniu pracą przez 16 lat na jednym stanowisku mówił już wcześniej. Twierdził, że po tak długim czasie pojawia się poczucie powtarzania się, które jego zdaniem towarzyszy i widzom i prowadzącemu.
Może właśnie z tego powodu w 2013 roku wziął kilkumiesięczny urlop. W ty czasie nakręcił swój pierwszy film. Jego debiut reżyserski "Rosewater", choć dobrze oceniony przez krytyków, przyciągnął do kin "tylko" 3 miliony widzów. Do oglądania "The Daily Show" zasiadało codziennie ponad 2 miliony ludzi. To oczywiście nie znaczy, że Hollywood się już do niego nie odezwie.
"Rosewater" inspirowane było jednak historią powiązaną z "The Daily Show", historią przetrzymywanego przez władze Iranu dziennikarza Maziara Bahari. Nagranie z udziału Bahariego w amerykańskim programie satyrycznym miało być dowodem na jego współpracę z CIA i na szpiegowanie na terenie Iranu.
Kto zamiast Stewarta?
Zapowiedziane odejście Jona Stewarta zbiega się z odejściem drugiego ważnego satyryka, Stephena Colberta, od komediowego formatu. Colbert zajmie się prowadzeniem talk show instytucji "Late Night", będzie przeprowadzał wywiady z gwiazdami show biznesu i najprawdopodobniej zrezygnuje wtedy z wypracowanej przez siebie - w programie Stewarta zresztą - komediowej persony.
Może część widzów przejmie John Oliver, który podobnie jak Stephen Colbert zaczynał jako jeden z reporterów "The Daily Show". Oliver prowadzi teraz w telewizji HBO program "Last Week Tonight".
"The Daily Show", mimo zapowiedzianego odejścia Jona Stewarta, nie zejdzie jednak z anteny. Znalezienie drugiego prowadzącego może być jednak bardzo trudne. Na Twitterze pojawiają się luźne spekulacje, czy po raz pierwszy w historii amerykańskiego programu satyrycznego nie mogłaby poprowadzić kobieta?
Mówi się w tym kontekście o komiczkach Tinie Fey, Amy Poehler, ale także o najdłużej pracującej reporterce w zespole "The Daily Show", o Samancie Bee.
Jon Stewart informując o swoim odejściu mówił, że nie ma żadnych konkretnych planów zawodowych. Trudno sobie na razie wyobrazić czym innym, niż prowadzeniem "The Daily Show", 52-letni satyryk mógłby się teraz zająć. Zapewnia, że jego odejście ze stanowiska będzie powolne, żeby widzowie zdążyli się do tej myśli przyzwyczaić.
Nie zmienia to faktu, że wielu Amerykanów wychowało się przez te 16 lat na "The Daily Show" i nie pamięta telewizyjnej publicystyki bez jego mądrych i zabawnych komentarzy. Ja też, choć w Polsce, czekałam na to, co na temat polityki światowej Jon Stewart będzie miał do powiedzenia.