
Afera, o której cały świat mody mówi od kilku dni. Ulubienica polskich gwiazd, projektantka Viola Piekut, jest ostatnio na językach wszystkich. A to za sprawą sukienek, które na galach miały na sobie Agnieszka Jastrzębska i Katarzyna Glinka. Kreacje VP bowiem przypominają bardzo projekty Toma Forda i Eliego Saaba. Może nawet aż za bardzo.
REKLAMA
Na Balu Dziennikarzy Agnieszka Jastrzębska pokazała się w długiej, białej sukni na jedno ramię i z peleryną w tym samym kolorze. Piękna, ale kreacja wygląda zupełnie jak z kolekcji Toma Forda na jesień/zimę 2012 - nosiła ją niegdyś Gwyneth Paltrow. Katarzyna Glinka z kolei na Telekamerach miała na sobie sukienkę do złudzenia przypominającą jeden z projektów Eliee Saaba (a trzeba przyznać, że są dość charakterystyczne). Początkowy zachwyt szybko został zastąpiony przez zniesmaczenie - przecież już to gdzieś widzieliśmy.
Dziennikarki, projektantki i osoby ze świata mody są całą sytuacją zażenowane. Nie szczędzą mocnych słów pod adresem Piekut. "Żyjemy w kraju podróby, plagiatu i wszyscy klaszczą... kurtyna" napisała o całej aferze na swoim Facebooku Kaja Śródka i dodała "Przy tej częstotliwości 'nowych projektów' myślę, że ktoś powinien utworzyć blog umożliwiający codzienne wpisy... codziennych plagiatów. Był poniedziałek i T. Ford by VP, dziś Elie Saab by Viola Piekut: cd radosnej twórczości 'projektowej'... a portale chwalą, jak Pani Glinka pięknie ubrana".
Jestem w stanie przełknąć "mocną inspirację" w wykonaniu sieciówek - to się zdarza nagminnie i choć rzecz to zła, to walka z tym to walka z wiatrakami. Ale osobie, która nazywa siebie projektantem, po prostu nie wypada robić takich rzeczy. Ta "inspiracja" jest na tyle widoczna, iż granica między nią a plagiatem jest bardzo cienka. Obie sukienki pani Piekut - i ta, którą miała na sobie Katarzyna Glinka, i ta, w której pokazała się Agnieszka Jastrzębska, wyglądają w porównaniu z oryginałami jak nieudolne podróby. Materiał jakby słabszy, kolor trochę nie ten, aplikacje jakieś ubogie.
Okazuje się więc, że VS jest zwykłą krawcową, odtwórczynią, panią Kopiuj/Wklej, a nie projektantką. Wstyd, wstyd, wstyd. Nawet jeśli klientki przychodzą do niej z konkretną wizją "Chcę wyglądać jak Angelina Jolie" albo "Poproszę suknię jak od Diora raz", (od)twórczyni powinna wykazać się większą kreatywnością. Albo zostać przy tworzeniu sukien ślubnych "zgodnie z trendami światowej mody ślubnej". Bo tam ponoć "widać nowatorstwo i pomysłowość projektów".
