
30 sekund. Nastolatka, która wysyła komuś swoje półnagie zdjęcie. Fotografia trafia do sieci, gdzie dziewczyna szybko staje się ofiarą szyderstw i niewybrednych komentarzy. I przesłanie na koniec: myślę, więc nie ślę. Tak wygląda film, za pomocą którego fundacja Dzieci Niczyje chce walczyć ze zjawiskiem sekstingu wśród nastolatków. Film mocno, choć niesłusznie, krytykowany.
Seksting to wysyłanie zdjęć i filmów. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez GFK Polonia w ubiegłym roku, 11 proc. nastolatków wysyłało materiały o treści seksualnej za pośrednictwem internetu. Ponad 30 proc. takie filmy czy zdjęcia otrzymało. Podobne wnioski płyną z przeprowadzonego na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka i instytutu badawczego Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej – 1/4 młodzieży poniżej 15 roku życia przyznała, że otrzymała przez internet zdjęcia intymne, a 6 proc. wysłało takie fotografie znajomym. Jednocześnie 40 proc. nastolatków przyznało, że jeśli chodzi o kompetencje techniczne, umiejętności ich rodziców są słabe lub żadne, co sprawia, że nie są oni w stanie sprawować kontroli nad treściami, do jakich mają dostęp ich dzieci.
Ograniczone zaufanie Podczas gdy w USA wiele stanów uchwaliło prawo mające na celu walkę ze zjawiskiem sekstingu i ochronę nastolatków przed jego potencjalnie niebezpiecznymi konsekwencjami, zaś w Wielkiej Brytanii udostępniono bezpłatną aplikację „Zipit”, która ma podobne zadanie, w Polsce podejmuje się zdecydowanie za mało działań w tym zakresie. Przy okazji kampanii Feminoteki czy FDN pojawiają się okolicznościowe artykuły w mediach, ale poza tym – cisza. Posłowie też nie bardzo się tym zjawiskiem interesują – kilka interpelacji złożyła posłanka PO Joanna Fabisiak, jedną – poseł Marian Cycoń. Szkoły wprowadzają programy edukacyjne i próbują walczyć z sekstingiem, decyzja jednak zależy od dyrektorów poszczególnych placówek.
Dlatego dobrze, że spot Fundacji Dzieci Niczyje powstał – nawet, jeśli wzbudza kontrowersje i prowokuje nieprzychylne komentarze. Nie brakuje opinii, że autorzy spotu, na adresatkę swego przesłania wybierając dziewczynę, nie zaś tych, do których zdjęcia trafiają i którzy umieszczają je w internecie, wpisuje się w kulturę gwałtu, całą odpowiedzialność przenosząc na ofiarę. Takiego zdania jest między innymi blogerka Katarzyna Paprota, której tekst przedrukowała „Krytyka Polityczna”.
Katarzyna Paprota, blogerka
To zdanie podziela Aleksandra Magryta z Feminoteki. – Kampania Fundacji Dzieci Niczyje, jak mniemam, miała w swoim zamierzeniu pokazać problem cyberprzemocy. I w sumie pokazała, ale całkowicie pominęła kwestię uwrażliwienia na płeć. Kampania ,,Myślę, więc nie ślę” w swoim zamyśle przekazuje, że to kobieta ma ponieść wszelkie konsekwencje przemocy w nią wymierzone. Tym samym jest to wiktymizacja osób doznających przemocy – mówi w rozmowie z naTemat.
W ubiegłym roku fundacja Feminoteka prowadziła międzynarodowy projekt o cyberprzemocy z uwzględnieniem płci. – Naszą kampanią medialną dotyczącą cyberprzemocy, bo seksting jest jedną z jej form, chciałyśmy zwrócić uwagę, na reagowanie i niestosowanie cyberprzemocy.Tego samego oczekiwałabym właśnie od Fundacji Dzieci Niczyje, bo powielanie wiktymizacji ofiar jest krokiem wstecz nie poprawiającym wcale sytuacji osób pokrzywdzonych – dodaje Magryta.
Złodzieju, nie kradnij! Autor spotu i koordynator "Bezpieczeństwo w sieci" Łukasz Wojtasik podkreśla jednak, że tego rodzaju zarzuty nie mają racji bytu. Po pierwsze dlatego, że film zwraca uwagę na możliwe konsekwencje publikacji zdjęcia w internecie i wpisuje się w standardowe podejście do profilaktyki takich sytuacji. Po drugie – skierowany jest do młodych ludzi, przyjmowanie więc perspektywy dorosłych osób i przykładanie do relacji nastolatków tej samej miary, co do związków dorosłych, jest nieuzasadnione.
Łukasz Wojtasik, Fundacja Dzieci Niczyje
Dodaje, że nie ma mowy o zrzucaniu winy na dziewczynę, która zdjęcia wysyła. – My jako fundacja pracujemy z dziećmi, jesteśmy bardzo wyczuleni na kwestię przerzucania winy na ofiary. To jednak nie jest ten przypadek – mówi w rozmowie z naTemat i podkreśla, jak ważne jest powiedzenie sprawcom, że to oni ponoszą winę i odpowiedzialność, zarówno w sensie prawnym, jak i moralny. Tego problemu dotyczy półgodzinny film, który także jest częścią kampanii, podobnie jak scenariusz edukacyjny.
Na koniec uczula jeszcze na szafowanie słowem "zaufanie". – Owszem, mamy prawo ufać, ale realia internetu są takie, że nie możemy ufać, że ktoś naszego zdjęcia nie wykradnie. Ufajmy, ale nie bezwarunkowo. W tramwajach nie wiszą odezwy do złodziei, by nie kradli, tylko do pasażerów, żeby nie nosili portfela w tylnej kieszeni i zachowali ostrożność – konkluduje.
Podobnych argumentów używała w swoim tekście na łamach naTemat prezeska Fundacji Dzieci Niczyje Monika Sajkowska. Nadużycie zaufania to tylko jeden z powodów, dla których „beztrosko wysyłane zdjęcie może trafić do sieci”. Sajkowska wymieniła i inne: brak zabezpieczeń, włamanie, kradzież telefonu, tabletu czy komputera. Wszystkie mogą sprawić, że film czy zdjęcie, w zamierzeniu mające trafić tylko do osoby, którą nadawca darzy zaufaniem, dotrą do osób, dla których nie były przeznaczone.
Nie chodzi o to, by winą czy odpowiedzialnością obarczać osobę, która może paść ofiarą sekstingu i "slut shamingu", ale o to, by kierować się zdrowym rozsądkiem. Dlatego kampania FDN nie jest „chybiona”. Kontrowersyjna – tak. Ale z pewnością – potrzebna.
