
Za sprawą artykułu o „ciemnej stronie” Kamila Durczoka tygodnik „Wprost” znów trafił na pierwsze strony portali internetowych. Głośny tekst zbiera mieszane oceny. Do krytyków publikacji zalicza się Monika Olejnik, która zdradziła, że kilka miesięcy temu proponowano jej stanowisko redaktor naczelnej „Wprost”. Dziennikarka odmówiła.
REKLAMA
O ofercie wydawcy tygodnika Olejnik napisała na Facebooku, nie kryjąc radości z podjętej decyzji.
– Dobrze, że jej nie przyjęłam. Musiałabym dziś biegać po cudzych mieszkaniach i grzebać ludziom w szufladach. Uważajcie, co wrzucacie do śmietnika, zbliża się redaktor Latkowski – napisała Olejnik.
Dziennikarka nawiązała w ten sposób do treści artykułu o Durczoku. Wynika z niej, że dziennikarz był w mieszkaniu, gdzie znaleziono m.in. „biały proszek”, materiały pornograficzne oraz akcesoria erotyczne. Według tygodnika Durczok został spisany przez policjantów, którzy przyjechali do mieszkania w związku z konfliktem, jaki zaistniał między najemcą (znajoma Durczoka) i właścicielem lokalu (biznesmen, który o sprawie opowiedział "Wprost”).
"Biały proszek i interwencja policji"
Sylwester Latkowski, redaktor naczelny „Wprost”, wyjaśnił, dlaczego tygodnik napisał o „ciemnej stronie” Durczoka.
Sylwester Latkowski, redaktor naczelny „Wprost”, wyjaśnił, dlaczego tygodnik napisał o „ciemnej stronie” Durczoka.
– Dlaczego zajęliśmy się sprawą Kamila Durczoka i jego zachowań? Nie interesuje nas, kto ma z kim romans, kto z kim sypia i czy przypina się do łóżka kajdankami. To prywatne sprawy. Jeśli jednak w grę wchodzą biały proszek i interwencje policji, zaczyna się inna rozmowa – podkreślił Latkowski.
Redaktor dodał jednocześnie, że „Wprost” od wielu tygodni prowadzi „dziennikarskie śledztwo dotyczące molestowania i mobbingu". – Zebraliśmy pokaźny materiał, który będziemy sukcesywnie publikować – zapowiedział Latkowski.
