– Bracia i siostry, wracajcie do domu, do Izraela – apeluje Netanjahu do żydowskiej diaspory.
– Bracia i siostry, wracajcie do domu, do Izraela – apeluje Netanjahu do żydowskiej diaspory. Fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Gazeta

Francja wzywa do jedności w obliczu islamofaszyzmu, a Dania zapowiada, że nie podda się strachowi. W cieniu obaw, które odczuwają europejscy Żydzi, politycy grają w swoją grę. Prawicowe media wieszczą „nowy rodzaj wojny”, a premier Izraela polaryzuje nastroje wzywając Żydów, by „wrócili do domu”. To pokłosie ostatniego ataku w Kopenhadze.

REKLAMA
Po ataku na kopenhaską synagogę Europa, podobnie jak miesiąc wcześniej po ataku na koszerny sklep w Paryżu, ostro potępia przetaczającą się przez Europę falę antysemityzmu.
"Cyklon B" w Kopenhadze
O narastających w Europie antysemickich nastrojach pisaliśmy w naTemat miesiąc temu. Po motywowanych etnicznie i religijnie zabójstwach w Brukseli i Tuluzie oraz ataku na koszerny sklep w Paryżu redaktor naczelny „The Jewish Chronicle” Stephen Pollard mówił, że Europa przeżywa największy exodus Żydów od czasów wojny.
Publicysta izraelskiego dziennika „Haaretz” Ofer Aderet potwierdzał, że faktem jest, iż Europa przestała być bezpieczna. Także pięciomilionowa Dania, która wydawała się odporna na wszelkie przejawy dyskryminacji i nietolerancji, choć także tutaj zdarzało się więcej incydentów niż kiedykolwiek wcześniej – między innymi w 2013 roku, kiedy na płocie otaczającym jedną z synagog ktoś zawiesił puszki z etykietami „cyklonu B”.
15 lutego około 80 osób świętowało bar micwa w synagodze przy ulicy Krystalgade, kiedy rozległy się strzały. Omar Abdel Hamid El-Hussein zastrzelił Dana Uzana. Wcześniej podczas spotkania na temat wolności słowa i islamu zabił jedną osobę i ranił trzy inne. Duńczycy pogrążyli się w żałobie, Europa – w szoku.
"Bracia i siostry, wróćcie do domu"
– Żydowska społeczność jest w tym kraju od stuleci. Należy do Danii, jest częścią duńskiej społeczności. Bez niej nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy – powiedziała premier Danii Helle Thotning-Schmidt. Duńskim Żydom obiecała ochronę i zapewniła, że kraj nie podda się strachowi. – Tu chodzi o konflikt między podstawowymi wartościami naszego społeczeństwa i ekstremistami. Chcę podkreślić, że to nie jest konflikt między islamem a Zachodem. To nie jest konflikt między muzułmanami i nie-muzułmanami – dodała.
Jednocześnie szefowa duńskiego rządu apelowała do społeczności żydowskiej, by ta nie odpowiadała na apel izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, który wzywa Żydów z całego świata, by ci „wrócili do domu”.
Natychmiast stało się jasne, że zarówno ataki w Paryżu, jak i wydarzenia w Kopenhadze zostaną wykorzystane przez polityków w ich własnych agendach. Słowa Netanjahu nie pozostawiają wątpliwości, że sytuacja Żydów w Europie stanie się elementem politycznej żonglerki. – Można się spodziewać, że ta fala terroru będzie narastać. Wzywamy Żydów, naszych braci i nasze siostry: Izrael jest waszym domem. Czeka na was z otwartymi ramionami – powiedział dodając, że Tel Awiw przygotowuje się na wchłonięcie masowej emigracji z Europy. Prawicowa gazeta „ Jyllands-Posten” pisze o „nowym rodzaju wojny”.
Jednak reakcje tej Europy, którą Netanjahu postrzega jako miejsce, z którego Żydzi muszą uciekać, jak i samych Żydów, pokazują, że jego populistyczne zapędy nie rezonują zbyt dobrze z nastrojami na kontynencie.
"Europa nie byłaby Europą"
Francois Hollande powiedział, że Żydzi „przynależą do Europ, a zwłaszcza Francji”, zaś francuski premier Manuel Valls dodał, iż by walczyć z islamo-faszyzmem, „siła musi pochodzić z jedności”. Deklaracje o zapewnieniu bezpieczeństwa przedstawicielom społeczności żydowskiej słychać z Berlina i Wiednia. Austriacki minister spraw zagranicznych Sebastian Kurz zaznaczył, że bez Żydów „Europa nie byłaby Europą”.
Ostro na wezwanie Netanjahu zareagował naczelny rabin Danii Jair Melchior. – Nie pozwolimy terrorowi dyktować nam, jak żyć. Będziemy dalej żyć jako Żydzi tu w Danii i wszędzie indziej na świecie – powiedział, zaznaczając, że strach nie jest powodem, by przeprowadzać się do Izraela. – Ludzie z Danii przeprowadzają się do Izraela, bo kochają ten kraj, a nie z powodu terroryzmu. Jeśli będziemy opierać się terroryzmowi uciekając w inne miejsce, równie dobrze możemy uciec na bezludną wyspę – dodał.
Mimo twardych deklaracji politycznych liderów, wzrost emigracji do Izraela jest faktem. Ludzie się boją, a część publicystów porównuje panujące w Europie nastroje do tych z lat 30. ubiegłego wieku. W ostatnią niedzielę w Sarre-Union na wschodzie Francji zbezczeszczono setki żydowskich grobów. W ubiegłym roku, podczas protestów dotyczących izraelsko-palestyńskiego konfliktu, doszło do aktów wandalizmu w kilku francuskich synagogach.
"Żydzi nie czują się bezpiecznie"
Z opublikowanego w listopadzie 2013 roku raportu Fundamental Rights Agency przy UE wynikało, że 20 proc. respondentów rozważało emigrację. W całej Europie Żydzi byli narażeni na "zniewagi, dyskryminację i przemoc, które mimo wysiłków UE i krajów członkowskich nie odchodzą w przeszłość". 76 proc. badanych uznało, że w ciągu ostatnich pięciu lat antysemityzm się nasilił – najbardziej we Francji, Węgrzech i Belgii. Jedna trzecia rozważała emigrację, ponieważ nie czuła się bezpiecznie.
– Powiedziałbym, że dziś trudno jest Żydom żyć w Europie – mówił w rozmowie z tygodnikiem „Time” Arie Zuckerman, specjalny doradca European Jewish Congress. – Nie mówię, że niemożliwe, ale bardzo trudne. Żydzi myślą dwa razy, zanim w sobotę udadzą się do synagogi (…) Nie czują się bezpiecznie na ulicach – dodał.
Potwierdzają to statystyki. W 2014 roku do Izraela przeniosło się siedem tysięcy z półmilionowej społeczności żydowskiej we Francji. To dwa razy więcej niż rok wcześniej. W sumie do Izraela wyjechało z Europy ponad 25 tys. osób, co oznacza, w porównaniu do roku poprzedniego, wzrost o 32 proc.
Uwaga na propagandę
Coraz częstsze incydenty o antysemickim podłożu są faktem, nie brakuje jednak głosów apelujących o powściągnięcie emocji. Jak ten należący do pisarza i socjologa Keitha Kahna-Harrisa, który na łamach „The Guardian” napisał:
Keith Kahn-Harris, "The Guardian"

Nie tylko czuję ból duńskich Żydów, jestem także świadomy, że jeśli i kiedy zaatakowana zostanie społeczność żydowska w Wielkiej Brytanii, będę również czuł ból(...) Jeśli i kiedy to się stanie, usłyszę, że powinienem przeprowadzić się do Izraela (…) nieważne, że tu jest mój dom, nieważne, że wezwania, by wyjechać, osłabią walkę przeciw antysemityzmowi, nieważne, że Izrael to raczej nie jest bezpieczne miejsce dla Żydów czy kogokolwiek innego(...) Czytaj więcej

Kahn-Harris pisze, że wówczas usłyszy zapewne, iż to, co się dzieje, to powtórka z lat 30., przy czym wskazuje, jak bardzo nietrafione jest to porównanie – dziś wszyscy europejscy przywódcy deklarują pomoc i wsparcie. Wskazuje też potencjalnie niebezpieczeństwa takiej propagandy strachu. „Jeśli to się stanie, ksenofobiczne grupy prawicowe będą chciały włączyć nas do swoich anty-muzułmańskich kampanii” – pisze.
To zdanie podziela Piers Morgan, który uważa, że jeśli Żydzi usłuchają wezwań Netanjahu – islamiści wygrają. Przynajmniej PR-owo.