
Francja wzywa do jedności w obliczu islamofaszyzmu, a Dania zapowiada, że nie podda się strachowi. W cieniu obaw, które odczuwają europejscy Żydzi, politycy grają w swoją grę. Prawicowe media wieszczą „nowy rodzaj wojny”, a premier Izraela polaryzuje nastroje wzywając Żydów, by „wrócili do domu”. To pokłosie ostatniego ataku w Kopenhadze.
O narastających w Europie antysemickich nastrojach pisaliśmy w naTemat miesiąc temu. Po motywowanych etnicznie i religijnie zabójstwach w Brukseli i Tuluzie oraz ataku na koszerny sklep w Paryżu redaktor naczelny „The Jewish Chronicle” Stephen Pollard mówił, że Europa przeżywa największy exodus Żydów od czasów wojny.
– Żydowska społeczność jest w tym kraju od stuleci. Należy do Danii, jest częścią duńskiej społeczności. Bez niej nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy – powiedziała premier Danii Helle Thotning-Schmidt. Duńskim Żydom obiecała ochronę i zapewniła, że kraj nie podda się strachowi. – Tu chodzi o konflikt między podstawowymi wartościami naszego społeczeństwa i ekstremistami. Chcę podkreślić, że to nie jest konflikt między islamem a Zachodem. To nie jest konflikt między muzułmanami i nie-muzułmanami – dodała.
Francois Hollande powiedział, że Żydzi „przynależą do Europ, a zwłaszcza Francji”, zaś francuski premier Manuel Valls dodał, iż by walczyć z islamo-faszyzmem, „siła musi pochodzić z jedności”. Deklaracje o zapewnieniu bezpieczeństwa przedstawicielom społeczności żydowskiej słychać z Berlina i Wiednia. Austriacki minister spraw zagranicznych Sebastian Kurz zaznaczył, że bez Żydów „Europa nie byłaby Europą”.
Z opublikowanego w listopadzie 2013 roku raportu Fundamental Rights Agency przy UE wynikało, że 20 proc. respondentów rozważało emigrację. W całej Europie Żydzi byli narażeni na "zniewagi, dyskryminację i przemoc, które mimo wysiłków UE i krajów członkowskich nie odchodzą w przeszłość". 76 proc. badanych uznało, że w ciągu ostatnich pięciu lat antysemityzm się nasilił – najbardziej we Francji, Węgrzech i Belgii. Jedna trzecia rozważała emigrację, ponieważ nie czuła się bezpiecznie.
Coraz częstsze incydenty o antysemickim podłożu są faktem, nie brakuje jednak głosów apelujących o powściągnięcie emocji. Jak ten należący do pisarza i socjologa Keitha Kahna-Harrisa, który na łamach „The Guardian” napisał:
Nie tylko czuję ból duńskich Żydów, jestem także świadomy, że jeśli i kiedy zaatakowana zostanie społeczność żydowska w Wielkiej Brytanii, będę również czuł ból(...) Jeśli i kiedy to się stanie, usłyszę, że powinienem przeprowadzić się do Izraela (…) nieważne, że tu jest mój dom, nieważne, że wezwania, by wyjechać, osłabią walkę przeciw antysemityzmowi, nieważne, że Izrael to raczej nie jest bezpieczne miejsce dla Żydów czy kogokolwiek innego(...) Czytaj więcej
