Piotr Tymochowicz ocenia, że dzięki urodzie Magdaleny Ogórek SLD może zaoszczędzić na jej promocji.
Piotr Tymochowicz ocenia, że dzięki urodzie Magdaleny Ogórek SLD może zaoszczędzić na jej promocji. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ponad dekadę temu Piotr Tymochowicz postanowił udowodnić, że w rok zrobi z człowieka z ulicy polityka. Eksperyment pokazuje film "Jak to się robi?" Marcela Łozińskiego. – Politycy, a szczególnie ci występujący w mediach, to aktorzy. Wybory to pewien teatr – mówi w "Bez autoryzacji" Tymochowicz, oceniając kampanię wyborczą Magdaleny Ogórek.

REKLAMA
Widać rękę specjalisty od kreowania wizerunku w kampanii Magdaleny Ogórek? Jest postęp między trzema jej wystąpieniami?
Pani Ogórek nie ma swojego doradcy wizerunkowego, nie ma spin doctora zatrudnionego do kreowania jej występów czy do jej kreowania jej wizerunku. Tam jest cały sztab doradców Leszka Millera, którzy doradzają jej w różnych kwestiach. Nie zapominajmy, że pani Magdalena ma doświadczenia w występach przed kamerą, w treningu medialnym.
Oczywiście jest trochę tak, że szewc bez butów chodzi. Z tego co pamiętam to pani Ogórek prowadziła zajęcia i występowała w roli doradcy medialnego dla kilku osób. Ale najtrudniej zastosować te wszystkie metody wobec siebie. Dlatego też te występy idealne nie są, ale są w miarę spontaniczne, otwarte i bezpośrednie. Poza tym uważam, że nie ma wśród ludzi oczekiwania, by pani Magdalena była pod każdym względem idealna.
Jak pan ocenia jej odcięcie się od tradycyjnych mediów?
Myślę, że to przeszkadza wyborcom. Niedopracowana jest cała sfera współpracy z mediami. Możemy różnie oceniać jej występy, one będą się polepszać, ale mi się nie podoba ignorancja wobec mediów i dziennikarzy, sztuczne opóźnianie wywiadów.
To niedobry wizerunek, takiej zimnej kobiety. Nie chcę powiedzieć mocniej, każdy może się domyślić. Ona nie powinna być taka wyniosła, chłodna. Zapomina, że dziennikarze to nie są dziennikarze, a media to nie są media, to nie jest osobny twór, tylko pośrednik między nią a wyborcami. Powinna wiedzieć, że rozmawiając z dziennikarzem nie rozmawia z dziennikarzem, tylko z ludźmi, z elektoratem. Zdaje się, że o tym doradcy pani Magdaleny zapomnieli, albo ona sama tego jeszcze nie rozumie. Ale mam nadzieję, że to poprawi.
Moim zdaniem Ogórek świadomie zamyka się na media, które postawiła w pozycji wrogów. Niewkluczone, że do końca kampanii nie będzie żadnych wywiadów.
To właśnie mówię. To świadome działanie, ale niewłaściwe. Bo tego typu wybiórczość to element wygodnej strategii, która daje czas na reakcję, na przygotowanie, ale z drugiej strony pokazuje ignorancję, a tego ludzie nie lubią. Przy takim dystansie do mediów następny krok byłby taki, że pani Ogórek wystąpi i powie “Nie, nie. Z tym dziennikarzem nie rozmawiam. I z tym też nie, a zapraszam tylko tego i tego”. Selekcja dziennikarzy nie jest dobrym pomysłem, a do tego to zmierza.
Ale poza tym to dobra kreacja, bo zaskakująca, wywołująca ciekawość… A poza tym… No przepraszam, muszę to powiedzieć, także, jako wyborca… No względy estetyczne są po prostu świetne. Bo pani Magdalena mówi w miarę do rzeczy, a do tego jest piękną kobietą. To bardzo istotne, taka funkcja reprezentacyjna.
Wpływ tych atutów widać w sondażach, które dają jej 7-8 proc. Widać, że to się liczy, że ludzie piękni mają w życiu łatwiej. Choć z drugiej strony wzbudza to agresję i zazdrość. Ale też podziw. I wszystkie badania naukowe na świecie pokazują, że saldo jest zawsze dodatnie. Względy estetyczne zawsze wygrywają. Poza tym ludzie piękni mają w PR jedną rzecz za darmo: rozpoznawalność. Na ulicy też oglądamy się tylko za pięknymi kobietami. To jest prezent.
Adam Szejnfeld z PO nazwał Magdalenę Ogórek “aktorką”. Zgadza się pan z nim?
Oczywiście, że można ją tak nazwać. Ale kim jest sam Szejnfeld? Przyganiał kocioł garnkowi. Kim jest Szejnfeld, jeśli nie aktorem politycznym? Może dlatego wie o czym mówi? Może dlatego jego osąd jest uprawniony? Politycy, a szczególnie ci występujący w mediach, to aktorzy. Wybory to pewien teatr. Widownia udaje, że nie wie jak jest naprawdę i wierzy w to, co dzieje się na scenie, a aktorzy udają mężów stanu.
Czy w skali tak dużych wyborów jak wybory prezydenckie da się powtórzyć to, co pokazał pan z Marcelem Łozińskim w “Jak to się robi?”?
Oczywiście, że da się powtórzyć.
Leszek Miller taki scenariusz realizuje?
Nie wiem, czy taki scenariusz będzie teraz realizowany. Kiedyś zrobiłem takie oszacowanie, że gdybyśmy w Polsce chcieli podnieść rozpoznawalność polityka o pięć punktów procentowych, choć czym innym jest wzrost z 0 proc. do 5 proc., a czym innym z 15 proc. do 20 proc., to kwestia 3-3,5 mln zł. W tej chwili mamy do wyboru: albo zainwestować 8 mln zł, albo postawić na taką osobę jak Magda Ogórek i liczyć, że te pieniądze nie będą musiały zostać wydane. To kwestia kalkulacji.