
Jak nadawać jak najwięcej reklam, a jednocześnie nie tracić zniecierpliwionych długimi blokami komercyjnymi widzów? Amerykańskie stacje wpadły na świetny, przynajmniej teoretycznie, pomysł. Filmy i seriale puszczają w przyspieszonym tempie.
REKLAMA
To nie jest wiadomość z serwisu „The Onion”. „WSJ” uważa, że w ten sprytny sposób radzą sobie między innymi stacje TNT o TBS. Sprawa wyszła na jaw, kiedy amerykański literaturoznawca Stephen Cox zaobserwował, że kwestie wypowiadane przez bohaterów filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz” brzmią jakoś inaczej. Kiedy zbadał sprawę okazało się, że zmienione głosy to efekt szybszego odtwarzania filmu.
Szefowie stacji oficjalnie nie informują o nowej taktyce, ale w rozmowach kuluarowych przyznają, że muszą sobie jakoś radzić z coraz tańszymi reklamami. Dlatego chcą emitować ich coraz więcej – z danych wynika, że na godzinę nadawania programu przypada 20 minut reklam i zapowiedzi. To o kilka minut więcej niż w roku 2013.
Eksperci z branży reklamowej uważają jednak, że taktyka stacji telewizyjnych jest krótkowzroczna – widz nie lubi być robiony w balona, istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że kiedy zorientuje się w sytuacji, wybierze kanał, gdzie może obejrzeć film czy serial w normalnym tempie.
Czy ktoś zresztą chciałby oglądać mówiącego w przyspieszonym tempie Franka Underwooda czy dr Hannibala Lectera?
Źródło:
wsj.com
wsj.com