
Awantura o feminizm. Tak najkrócej można opisać to, co dzieje się w Polsce po publikacji najnowszego, marcowego numeru „Wysokich Obcasów Extra”. Na jego temat przewodni wybrano tekst – „Bank gniewu – dlaczego wkurzają nas feministki?” autorstwa Natalii Waloch-Matlakiewicz. Dziennikarka punktuje w nim największe – jej zdaniem – grzechy polskiego feminizmu: pomijanie spraw naprawdę ważnych dla Polek, takich jak praca bez ubezpieczenia, kłopoty z alimentami, czy kiepski poziom opieki przedszkolnej. A środowiska feministyczne... wchodzą w ostry spór z redakcją.
Przez całe lata polski dyskurs feministyczny kręcił się wokół dwóch osi. Ponieważ aktywistkami były głównie humanistki, analizowały wizerunek kobiety w kulturze: jak przedstawia się kobiety w literaturze, filmie czy reklamie. Drugą osią była walka o prawa reprodukcyjne, czyli kwestie aborcji, in vitro, dostępu do antykoncepcji czy edukacji seksualnej. Trudno dziwić się, że kobiety utożsamiają dziś ruch feministyczny głównie z walką o prawo do przerywania ciąży. Czytaj więcej
Czy przynależność do polskiego ruchu kobiecego musi wiązać się z bezwzględną akceptacją wszystkich idei? (...) Co z konserwatystką w moherowym berecie, która jest przeciw aborcji, ale poza tym jest gotowa rękami i nogami się podpisać pod resztą feministycznych idei? Czy tym kobietom, którym mężowie wydzielają pieniądze na podpaski, tym, które tracą dach nad głową, uciekając przed agresją, czy matkom bezskutecznie ścigającym alimenciarzy wypada na wstępie — choćby symbolicznie — zadawać pytania: czy jesteś za prawem do przerywania ciąży? czy zgadzasz się na naszą niekonserwatywną wizję Polski?
Wiele kobiet–matek jest feministkami i wiele feministek deklaruje się jako katoliczki. Tutaj nikt chyba nie ma na wyznaczanie granic ochoty. Ruch feministyczny nie jest po to, by mówić kto może a kto nie może być jego członkiem. Każda kobieta, która się deklaruje jako feministka jest po prostu feministką.
Czy kiedykolwiek któraś z działaczek mówiła o problemie opieki nad ludźmi starszymi i chorymi, która na ogół spada na kobiety? Opiekunowi przysługuje maksimum 60 dni płatnego zwolnienia z pracy rocznie, a co z pozostałymi dniami w roku, kiedy nie ma pieniędzy na pielęgniarkę? Co ze wstydliwą kwestią braku żłobków na uczelniach, które — jako kuźnie nowoczesności i oświecenia — powinny dawać przykład innym pracodawcom? Wszak uniwersytety to środowisko naturalne większości polskich feministek. Czy trzeba wyliczać więcej?
Kobiety są w naszym kraju naprawdę dyskryminowane, a organizacje kobiece i środowiska feministyczne podejmują wiele działań, by dyskryminacji tej przeciwdziałać. Można je krytykować, ale najpierw trzeba znać te organizacje. Lekceważenie dla walki kobiet o równe prawa i traktowanie tematu feminizmu w Polsce jako materiału sensacyjny lub zabawnego jest hańbiące dla porządnego pisma. Troska o równouprawnienie w Polsce nie jest tematem zasługującym na pogardę i szyderstwo. Czytaj więcej
