Okładka 3 numeru (2015) miesięcznika "Wysokie Obcasy Extra".
Okładka 3 numeru (2015) miesięcznika "Wysokie Obcasy Extra". Fot. materiały prasowe

Awantura o feminizm. Tak najkrócej można opisać to, co dzieje się w Polsce po publikacji najnowszego, marcowego numeru „Wysokich Obcasów Extra”. Na jego temat przewodni wybrano tekst – „Bank gniewu – dlaczego wkurzają nas feministki?” autorstwa Natalii Waloch-Matlakiewicz. Dziennikarka punktuje w nim największe – jej zdaniem – grzechy polskiego feminizmu: pomijanie spraw naprawdę ważnych dla Polek, takich jak praca bez ubezpieczenia, kłopoty z alimentami, czy kiepski poziom opieki przedszkolnej. A środowiska feministyczne... wchodzą w ostry spór z redakcją.

REKLAMA
Na łamach „Codziennika Feministycznego” czołowe polskie feministki opublikowały list otwarty opisując w nim swoją aktywność i udowadniając, że zarzuty kierowane pod ich adresem są nieprawdziwe. Od "Wysokich Obcasów Extra" odcięła się redakcja "Wysokich Obcasów" publikując w odpowiedzi tekst "Nie wkurzają nas feministki". Głos w sprawie zabrały też m.in. prof. Magdalena Środa i dr hab. Agnieszka Graff: – Redaktor naczelna oparła wprowadzający tekst na prywatnych opiniach krzywdzących dla środowisk, o których nie ma żadnej wiedzy ani aspiracji do jej posiadania. Autorka pisze, że ma "już dość szczucia" i "że im więcej szczucia, tym trudniej nam wszystkim". Ale sama właśnie to robi.
Czy polski feminizm faktycznie zasługuje na taką dawkę krytyki? Pytamy dr Jacka Kucharczyka, socjologa i prezesa zarządu Instytutu Spraw Publicznych.
logo
Dr Jacek Kucharczyk, socjolog i prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Małgorzata Gołota: Feminizm – czyli co? Feministka – czyli kto?
Dr Jacek Kucharczyk: Cóż, najkrócej mówiąc, feministki to są osoby, które walczą o przestrzeganie praw kobiet, o równe prawa i równe traktowanie kobiet i mężczyzn.
I nie wolno ich mylić z osobami walczącymi o to, by kobiety zastąpiły czy zdominowały mężczyzn w społeczeństwie?
Nie sądzę, by były jakieś feministki, które by tego chciały.
Takie obawy jednak się w społeczeństwie pojawiają...
W Polsce istnieje tendencja do szczucia kobiet na inne kobiety, feministki. Istnieją tu dwa nurty. Jeden to nurt konserwatywny, jego najlepszym przykładem jest krucjata przeciwko “ideologii gender” prowadzona przez biskupów katolickich oraz rozmaite prawicowe organizacje i media. A drugi nazwałbym liberalnym, choć przykro używać tu tej nazwy, bo sam się za liberała uważam. Tekst, który opublikowały „Wysokie Obcasy Extra” jest właśnie idealnym przykładem tego liberalnego, a może raczej mieszczańskiego, nurtu antyfeministycznego. On nie odzwierciedla jakichś powszechnych postaw społecznych, choć pewnie gdzieś tam w polskiej klasie średniej są rozmaite kołtuńskie uprzedzenia wobec feministek. Ale błędem jest wnioskowanie na podstawie takiego artykułu jak ten w "WOE" o tym, że feministki są oderwane od polskiej rzeczywistości... 
A nie są oderwane?
Nie, uważam, że nie. Ja bym to określił jako próbę zohydzania feminizmu właśnie przez wytykanie feministkom, że zajmują się nie tym, czym powinny.
Nie zaprzeczy pan jednak, że wystąpienia chociażby Katarzyny Bratkowskiej mogą takie stanowisko umacniać? Mogą też budować różne inne negatywne skojarzenia? Publikacje profesor Magdaleny Środy też nierzadko wywołują gorące dyskusje.
Feminizm jest dość pluralistycznym ruchem. Uważam, że akurat Bratkowska to jest dosyć skrajna postać, zarówno na lewicy, jak i wśród feministek. Jej wystąpienia często spotykają się ze skrajnym odbiorem. Nie sądzę, żeby ona była reprezentatywna dla całego ruchu feministycznego.
Niewątpliwie jednak jest silnie z tym ruchem kojarzona.
Z pewnością. Tyle, że Bratkowska, z jej radykalnie lewicowymi, antykapitalistycznymi poglądami, jest dokładną antytezą oskarżeń o to, że feministki nie zajmują się problemem biedy czy wyzysku kobiet. Swego czasu ogłosiła, iż w Wigilię usunie ciążę, której zresztą nie usunęła. Moim zdaniem, w kraju takim jak Polska, gdzie prawa reprodukcyjne kobiet są po prostu gwałcone nie tylko przez ustawę anty-aborcyjną, ale także przez prokuraturę, sądy, lekarzy czy aptekarzy, osoby, które walczą o te prawa, mają prawo do pewnego rodzaju prowokacji. I myślę, że w takim nurcie jak feminizm jest na to miejsce. Warto tu jednak przypomnieć, że feministki generalnie nie tyle są „za aborcją” co za tym, żeby liczbę aborcji redukować poprzez edukację seksualną oraz powszechną dostępność środków antykoncepcyjnych.
NATALIA WALOCH-MATLAKIEWICZ, "WOE"

Przez całe lata polski dyskurs feministyczny kręcił się wokół dwóch osi. Ponieważ aktywistkami były głównie humanistki, analizowały wizerunek kobiety w kulturze: jak przedstawia się kobiety w literaturze, filmie czy reklamie. Drugą osią była walka o prawa reprodukcyjne, czyli kwestie aborcji, in vitro, dostępu do antykoncepcji czy edukacji seksualnej. Trudno dziwić się, że kobiety utożsamiają dziś ruch feministyczny głównie z walką o prawo do przerywania ciąży. Czytaj więcej

Jeżeli ktoś chce wyrażać opinię na temat ruchu feministycznego, powinien wiedzieć co jest w miarę reprezentatywne dla tego ruchu, a co jest postawą jednej działaczki. Do obowiązków publicystów należy pewne wyważanie i pokazywanie określonego ruchu społecznego w jego złożoności, a nie powielanie stereotypów na ten temat.
A co do Środy – nie pamiętam takiego jej tekstu, który by mnie oburzył. Może chodzi o to, co ona mówi na temat polskich biskupów czy kościoła. Ale niestety ma rację. Tyle, że w Polsce jest taka polityczna poprawność, jest przekonanie, że to kościół nas ocalił przed komunizmem, że z racji tego nie wolno o kościele źle mówić.
NATALIA WALOCH-MATLAKIEWICZ, "WOE"

Czy przynależność do polskiego ruchu kobiecego musi wiązać się z bezwzględną akceptacją wszystkich idei? (...) Co z konserwatystką w moherowym berecie, która jest przeciw aborcji, ale poza tym jest gotowa rękami i nogami się podpisać pod resztą feministycznych idei? Czy tym kobietom, którym mężowie wydzielają pieniądze na podpaski, tym, które tracą dach nad głową, uciekając przed agresją, czy matkom bezskutecznie ścigającym alimenciarzy wypada na wstępie — choćby symbolicznie — zadawać pytania: czy jesteś za prawem do przerywania ciąży? czy zgadzasz się na naszą niekonserwatywną wizję Polski?

Matka Polka może być feministką?
Moja żona jest matką Polką i jest bardzo mocno feministyczna, więc chociażby na tym jednym przykładzie mogę powiedzieć, że tak, że może. A moim zdaniem – wręcz powinna być feministką. Nasz system jest ustawiony przeciwko kobietom w taki sposób, że cokolwiek zrobią, jest źle.
Co źle?
Wszystko. Źle jak rodzą, źle jak nie rodzą...
Cały czas pod obstrzałem...
Więc akurat matki Polki powinny być w pierwszym szeregu tych, którzy krzyczą, że coś jest nie tak, że trzeba zmienić politykę prorodzinną w tym kraju.
A katoliczki?
Kościół katolicki jest instytucją seksistowską od dwóch tysiące lat swojego istnienia. Życzę cierpliwości i wytrwałości kobietom, które próbują wiarę katolicką łączyć z poczuciem, że kobiety i mężczyźni są równi. Nie rokuję tutaj sukcesu, choć jednocześnie myślę, że to jest bardzo potrzebne.
Dr Elżbieta Korolczuk, socjolożka

Wiele kobiet–matek jest feministkami i wiele feministek deklaruje się jako katoliczki. Tutaj nikt chyba nie ma na wyznaczanie granic ochoty. Ruch feministyczny nie jest po to, by mówić kto może a kto nie może być jego członkiem. Każda kobieta, która się deklaruje jako feministka jest po prostu feministką.

Wróćmy jeszcze do tematu złej sławy. Dr Elżbieta Korolczuk, socjolożka i feministka w swoim tekście dla „Gazety Wyborczej” pisze: „Feminizm nigdy nie miał w Polsce dobrej prasy. I wciąż nie ma. Polski ruch feministyczny chętniej się krytykuje niż rzetelnie opisuje”. Dlaczego?
Chodzi o dwie kwestie. Feminizm jako nurt społeczny narusza pewne equilibrium władzy, wpływów. Równość ma miejsce wówczas, gdy dzielimy się po równo także władzą czy pieniędzmi, a one często nie są równo dzielone między innymi właśnie ze względu na kryterium płciowe. Rzeczą normalną jest to, że wszędzie gdzie jest feminizm, jest też ruch antyfeministyczny, bo w grę wchodzi obrona różnych naruszonych interesów.
W Polsce do tego wszystkiego dokłada się jeszcze transformacja demokratyczna. Chodzi o swoiste pokłosie przekonania, z jakim weszliśmy w przemiany roku 1989, że Kościół to siła, która pomogła nam przetrwać komunizm, więc do Kościoła trzeba odnosić się z szacunkiem. Z kolei przepaść między nauczaniem kościoła a prawami kobiet jest ogromna i to było jasne od początku. Przecież jednym z pierwszych aktów demokratycznej Polski było zakazanie aborcji.
Wiele osób, które trwało w tej tradycji oporu przeciwko komunizmowi wychowało się – i ja też należę do tego pokolenia – w takim sceptycyzmie wobec lewicy zachodniej. A przecież częścią jej etosu był właśnie feminizm. 25 lat później niektórzy z tego pokolenia dojrzali i się z tego przekonania wyleczyli a inni nie. I to jest właśnie ten liberalny nurt antyfeminizmu.
NATALIA WALOCH-MATLAKIEWICZ, "WOE"

Czy kiedykolwiek któraś z działaczek mówiła o problemie opieki nad ludźmi starszymi i chorymi, która na ogół spada na kobiety? Opiekunowi przysługuje maksimum 60 dni płatnego zwolnienia z pracy rocznie, a co z pozostałymi dniami w roku, kiedy nie ma pieniędzy na pielęgniarkę? Co ze wstydliwą kwestią braku żłobków na uczelniach, które — jako kuźnie nowoczesności i oświecenia — powinny dawać przykład innym pracodawcom? Wszak uniwersytety to środowisko naturalne większości polskich feministek. Czy trzeba wyliczać więcej?

Feministki powinny z nim walczyć?
Mi się wydaje, że wszyscy to robimy. List otwarty opublikowany przez „Codziennik Femnistyczny” pod którym podpisała się cała lista organizacji feministycznych porusza masę istotnych kwestii. Opisuje szereg działań ruchu kobiecego ważnych z perspektywy społecznej. To jest przesłanka do tego, żeby pewne osoby i środowiska zastanowiły się nad tym co o feminizmie mówią i piszą. Do takiej krytycznej autorefleksji.
Prof. Magdalena Środa, dr hab. Agnieszka Graff

Kobiety są w naszym kraju naprawdę dyskryminowane, a organizacje kobiece i środowiska feministyczne podejmują wiele działań, by dyskryminacji tej przeciwdziałać. Można je krytykować, ale najpierw trzeba znać te organizacje. Lekceważenie dla walki kobiet o równe prawa i traktowanie tematu feminizmu w Polsce jako materiału sensacyjny lub zabawnego jest hańbiące dla porządnego pisma. Troska o równouprawnienie w Polsce nie jest tematem zasługującym na pogardę i szyderstwo. Czytaj więcej

W Polsce jest jakaś grupa publicystów, często kobiet, które uważają, że pisząc źle na temat feministek, mogą zwrócić na siebie uwagę. To jest zjawisko funkcjonujące głównie w ramach elit opiniotwórczych. Artykuł w „Wysokich Obcasach Extra” jest tego najlepszym przykładem. Ten tekst nijak ma się do postaw społecznych czy społecznego odbioru feminizmu, dlatego można go analizować jedynie z perspektywy stanu umysłowego autorki, która go napisała i redaktorki, która zrobiła z niego temat przewodni. Z pewnością punktem wyjścia nie może tu być rzekoma przepaść dzieląca feministki od społeczeństwa.
A co feministki zaniedbały albo co zaniedbują? Z czym sobie nie radzą? Gdzie popełniają błędy?
Tu nie chodzi o błędy. Ten nurt jest po prostu wciąż bardzo słabo zorganizowany i zinstytucjonalizowany w tym sensie, że ma za mało środków i możliwości działania w porównaniu z krajami bardziej w tej materii zaawansowanymi. Ostatnio poczyniono tu wielki postęp, przede wszystkim dzięki Kongresowi Kobiet, ale to nadal jest słabość polskich feministek...
...które niebawem urosną w siłę?
Myślę, że tak. Ruch kobiecy reprezentuje w ogromnej części interesy całego społeczeństwa. I myślę, że to właśnie do feministek należy przyszłość.