Modelka Imaan Hammam na siłowni.
Modelka Imaan Hammam na siłowni. instagram.com

Są tacy, którzy zbierają miesiącami na jakąś podróż, wymarzoną torebkę albo rzeczy związane z ich hobby. Niektórzy jednak odkładają na kosztowne ubrania po to, by założyć je potem na siłownię. Ponoć istnieje teoria, która mówi, że drogie stroje do ćwiczeń działają wedle zasady: "Dobrze w tym wyglądam, więc będę więcej ćwiczyć". Ale czy rzeczywiście jest sens wydawać fortunę na dres?

REKLAMA
Modny ten sport
Supermodelki zasypują Instagram swoimi zdjęciami z siłowni, joggingu czy nawet boksu. Świetne buty, kolorowe legginsy, wzorzyste bluzy, doskonałe staniki sportowe. Wszystko stylowe, dopasowane do siebie i najlepszej jakości. A dziewczyny wyglądają, jakby wcale się nie męczyły i pociły podczas aktywności fizycznej. Wyglądają pięknie - wszystkie byśmy tak chciały na siłowni.
Tym bardziej, że sportowe ubrania są teraz bardzo w modzie. Widać to na wybiegach, w tym, co dostępne jest w sieciówkach, na blogach modowych i powoli na ulicach. Sport jest wszędzie, ale nie dokońca "szczery". Jeśli chodzi o ubrania od projektantów, które wyglądają jak sportowe, to - jak słusznie zauważa Hadley Freeman - one tylko tak wyglądają. Nie są to właściwie rzeczy, które nadają się i przeznaczone są do uprawiania sportów. Tak jak ubrania inspirowane ulicą wcale nie muszą być noszone na ulicy czy gothami przez gothów. I tego się trzymajmy.
Ale od kiedy do łask powróciły dresy i sportowe staniki, marki zajmujące się tego typu odzieżą zdecydowanie podniosły swoje ceny. Skoro i tak wszyscy chcą to kupować, to czemu nie? Spokojnie więc czołowi producenci zarabiają na modzie na sport. Pojawiły się współprace z cenionymi projektantami - na przykład Stellą McCartney czy Jeremym Scottem. A na platformach odzieżowych można dostać na przykład spodnie do jogi za prawie 800 złotych. I ludzie to kupują. Bo sport pojmują jako coś więcej, niż tylko sport. Dla wielu to wręcz pewna subkultura albo styl życia. Siłownia rano albo po pracy, bieganie w weekend, raz na kilka dni zakupy w sklepie ze zdrową żywnością. Do tego firmowy dres, bo jakże by inaczej.
logo
Na ile lans, a na ile sport? shutterstock.com
Dres dla bogaczy
Zauważmy jednak pewne fakty. Najwięcej, poza sportowcami, ćwiczą celebryci. I to oni chwalą się tym na prawo i lewo oraz nie rozumieją, jak można nie mieć chwili na spotkanie z osobistym trenerem. Ale sławne osoby często nie mają na głowie domu, regularnych godzin pracy i nie zastanawiają się, czy wybrać pasztet za cztery czy dwa złote. Mogą mieć tego osobistego trenera, chodzić na dość egzotyczne zajęcia, mają czas i pieniądze na to wszystko. Mogą też więc spokojnie ćwiczyć w legginsach za czterysta złotych, koszulce za trzysta pięćdziesiąt i butach za prawie tysiąc, a do tego w rękawiczkach za dwieście i z saszetką w podobnej cenie, do której można wrzucić odtwarzacz muzyki. Łącznie za tyle, ile czasem niektórzy nawet nie zarabiają. No cóż, ich sprawa - w końcu mogą sobie na to pozwolić.
Ale sytuacja, w której wydajesz na ubrania na siłownię pieniądze, które stanowią dla ciebie fortunę, tylko dlatego, by mieć coś konkretnej marki albo inspirując się ukochaną gwiazdą, jest dla mnie absurdalna. Owszem, dobre sportowe buty to podstawa, ale oszczędzanie na koszulkę marki takiej a takiej, po to, by się potem zastanawiać, czy ten pot po bieganiu zostawi na niej jakieś ślady? Bez sensu.
Ponoć istnieje teoria, która mówi, że drogie stroje do ćwiczeń działają wedle zasady: "Dobrze w tym wyglądam, więc będę więcej ćwiczyć". Ale w rezultacie zamiast to robić, martwisz się, czy na pewno dobrze wyglądasz (zaczerwieniona twarz, pot, potargane włosy - to przecież nie jest stylowe). Albo ćwiczysz delikatnie, powoli i dość ostrożnie, byleby tylko nie zniszczyć kosztownej stylizacji, co też czasem kończy się to poprostu zrobieniem paru selfie i powrotem do domu.
logo
Bez sensu jest wydawać dużo pieniędzy na drogie ubrania na siłownię. shutterstock.com
Co to za impreza?
Siłownia to nie afterparty po pokazie mody. Idziesz tutaj, żeby ćwiczyć, odciąć się od problemów, zrobić coś dla siebie i chociaż raz nie myśleć o tym, jak wyglądasz (a to zdarza się naprawdę rzadko, więc chyba warto to docenić). Zwykłe spodenki czy legginsy i nawet lekko sprana koszulka będą tutaj zdecydowanie największym "must have" i najodpowiedniejszą "stylizacją". Nie musisz wyglądać jak milion dolarów i mieć na sobie ubrania z wystawy sklepowej, a do tego makijażu - ma ci być wygodnie. I to jedyny obowiązek.
Sport powinien sprawiać ci radość, więc nie ma co komplikować go bez sensu. Nie ma nic gorszego, niż spotkanie na siłowni pozerów, którzy będą ci wmawiać, że jest inaczej. A tych poznasz po fantazyjnych strojach, prężeniu bicepsów, ciągłym zaglądaniu w smartfona i zajmowaniu bieżni na plotki, a nie biegi.

Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!