
W Norwegii za sprawą programu „Brennpunkt”, w którym przedstawiciel prokuratury rejonowej przyznał, iż dochodzenie w sprawie tragicznej śmierci 7 Polaków zapewne zakończyłby się inaczej, gdyby chodziło o Norwegów, rozgorzała dyskusja o dyskryminacji i równości imigrantów wobec prawa.
Dziennikarze popularnego programu emitowanego w telewizji NRK „Brennpunkt” przygotowali reportaż o tym, co zdarzyło się po pożarze, w którym zginęli polscy obywatele. Dotarli do ich rodzin w Polsce i przeprowadzili wywiady z ocalałymi z płomieni.
Z pożaru cudem wydostał się Jarosław Jankowski, który z budynku wyskoczył oknem, w konsekwencji czego spędził w szpitalu 3 tygodnie w stanie śpiączki. Dziś żyje z zasiłku socjalnego w Polsce, bo lekarzom nie udało się przywrócić mu sprawności po wypadku. W reportażu „Brennpunkt” mówił tak.
Wybiłem okno, pamiętam jeszcze krzyki… że ktoś krzyczał i bałem się puścić tej ramy, także dłonie mi tam zostały w środku.
Zdaniem Lasse Qvigstada z prokuratury rejonowej, wynik dochodzenia, a tym samym wyrok sądu, byłyby inne, gdyby życie straciło siedmiu norweskich obywateli. Zgodziło się z nim wielu innych komentatorów „Brennpunkt”, co oburzyło część widzów programu, którzy dali temu wyraz w komentarzach zamieszczonych na Facebooku i Twitterze.
– Dyskryminacja zagranicznych pracowników w Norwegii nie ma charakteru jawnego – zapewnia Aleksandra F. Eriksen, szefowa zarządu firmy Polish Connection świadczącej w Norwegii usługi konsultingowe dla imigrantów. – Nikt sobie na nią otwarcie nie pozwoli. Są jednak takie aspekty życia, w których widać, że są równi i równiejsi. Praca z imigrantami, którzy mają mniejszą od miejscowych wiedzę o systemie prawnym oraz najczęściej niewystarczające umiejętności językowe, wymaga zarówno od pracodawcy jak i samego państwa większego zaangażowania i nakładu pracy w ochronie „słabszego podmiotu” na rynku pracy.
I kolejna rzecz – Norwegowie współczują wyzyskiwanym pracownikom i Polakom, których w Norwegii spotkało niesprawiedliwe traktowanie , ale sami korzystają z usług świadczonych „na czarno”, przyczyniając się w ten sposób do tego, ze nieuczciwi pracodawcy lub pośrednicy mają popyt.
Z ostrą krytyką systemu prawnego w Norwegii oraz samych Norwegów nie zgadza się mieszkająca w Oslo, a pochodząca z Polski studentka prawa.
Trzeba zauważyć, że nikt tu sprawy pożaru z Drammen nie zamiata pod dywan, norweskie media się nią zajęły. Stawiają pytania, nakłaniają do dyskusji, wszystko w ramach rzetelnej debaty. Po drugie, mimo tragedii, którą był pierwszy wyrok, doszło do weryfikacji systemowej wyroku sadu pierwszej instancji, w procedurze odwołania do sadu drugiej instancji.