W pożarze budynku zginęło 7 Polaków.
W pożarze budynku zginęło 7 Polaków. Fot. Shuttesrtock

W Norwegii za sprawą programu „Brennpunkt”, w którym przedstawiciel prokuratury rejonowej przyznał, iż dochodzenie w sprawie tragicznej śmierci 7 Polaków zapewne zakończyłby się inaczej, gdyby chodziło o Norwegów, rozgorzała dyskusja o dyskryminacji i równości imigrantów wobec prawa.

REKLAMA
– Boli mnie to, bo coś takiego jest nie do zaakceptowania, to kolejny przykład ukazujący, w jak trudnych warunkach żyją i pracują imigranci zarobkowi – powiedziała przedstawicielka norweskiej Partii Pracy, komentując wyemitowany 24 lutego program „Brennpunkt”. Materiał był poświęcony konsekwencjom pożaru w Drammen, w którym w 2007 roku zginęło siedmiu polskich obywateli.
W jej ślady poszli inni politycy, którzy za pomocą mediów społecznościowych składali kolejne deklaracje. „Coś takiego nie powinno mieć miejsca w norweskim systemie prawnym. To policyjne śledztwo wygląda dziwnie.” – napisał Hårek Elvenes reprezentujący rządzącą partię premier Solberg.
Czy medialne poruszenie poprawi sytuację bliskich ofiar tamtej tragedii? Rodziny Polaków, którzy zginęli w pożarze otrzymały co prawda niewielkie odszkodowania, ale nie mają poczucia, że sprawiedliwości stało się zadość.
Drewniana pułapka
Dziennikarze popularnego programu emitowanego w telewizji NRK „Brennpunkt” przygotowali reportaż o tym, co zdarzyło się po pożarze, w którym zginęli polscy obywatele. Dotarli do ich rodzin w Polsce i przeprowadzili wywiady z ocalałymi z płomieni.
Przez drewniany budynek w Drammen przewinęło się wielu lokatorów z Polski. Wszystkich zatrudniał polski przedsiębiorca, ale tylko niektórym dawał legalne umowy zatrudnienia. Budynek przeznaczony do rozbiórki wynajął od pośrednika, ten zaś najmował go od jednej z największych agencji nieruchomości w okolicy. Na każdym z nich teoretycznie spoczywała odpowiedzialność za zapewnienie zabezpieczeń przeciwpożarowych w budynku. W praktyce nikt o to nie zadbał. W domu, w którym jednocześnie mieszkało nawet po dwudziestu pracowników, nie było gaśnic, czujników dymu ani wyjść ewakuacyjnych.
Kiedy w nocy z 8. na 9. listopada 2007 roku na górnym piętrze wybuchł pożar, lokatorzy mieli minimalne szanse, by ujść z życiem. Drewniany budynek szybko spalił się do fundamentów, a wezwani na miejsce strażacy mogli tylko bezradnie obserwować szalejące płomienie.
Dwa pożary, dwa wyroki
Z pożaru cudem wydostał się Jarosław Jankowski, który z budynku wyskoczył oknem, w konsekwencji czego spędził w szpitalu 3 tygodnie w stanie śpiączki. Dziś żyje z zasiłku socjalnego w Polsce, bo lekarzom nie udało się przywrócić mu sprawności po wypadku. W reportażu „Brennpunkt” mówił tak.

Wybiłem okno, pamiętam jeszcze krzyki… że ktoś krzyczał i bałem się puścić tej ramy, także dłonie mi tam zostały w środku.

Po śledztwie za winnego śmierci 7 mężczyzn norweski sąd uznał drugiego ocalałego z pożaru lokatora, Józefa, pochodzącego spod Płocka ojca czworga dzieci. Lokatorzy mieli problemy z elektrycznością, więc on miał manipulować przy bezpiecznikach. Tak zeznał jeden ze świadków, który był skonfliktowany z Józefem. Sąd pierwszej instancji skazał Polaka na 2,5 roku więzienia, z których ten odsiedział 9 miesięcy.
Zupełnie inne ustalenia zapadły jednak w innym głośnym w Norwegii pożarze. Tam w ogniu poszkodowane zostały dwie młode dziewczyny, które korzystały z solarium, gdy w salonie wybuchł ogień. W tej sprawie sąd uznał odpowiedzialność właściciela budynku, który nie zapewnił odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. Czemu prokuratorzy nie zainteresowali się tym wątkiem w sprawie z Drammen?
Coraz więcej imigrantów
Zdaniem Lasse Qvigstada z prokuratury rejonowej, wynik dochodzenia, a tym samym wyrok sądu, byłyby inne, gdyby życie straciło siedmiu norweskich obywateli. Zgodziło się z nim wielu innych komentatorów „Brennpunkt”, co oburzyło część widzów programu, którzy dali temu wyraz w komentarzach zamieszczonych na Facebooku i Twitterze.
Norwegia nie bez przyczyny słynie z dużego stopnia tolerancji i dbałości o zapewnienie należnych praw mniejszościom, w tym imigrantom. Szczególnie po atakach Andersa Breivika w społeczeństwie wzrosła tolerancja dla obcokrajowców. W badaniu przeprowadzonym w 2013 roku przez Norweski Urząd statystyczny SSB aż 80% Norwegów zadeklarowało, że docenia pozytywny wpływ, jaki imigranci mają na gospodarkę, a 73% uznało, iż napływ osób z innych państw wzbogaca norweską kulturę. To wynik, jaki trudno znaleźć gdzie indziej na świecie.
logo
Fot. Shutterstock
Obecnie już co dziesiąty mieszkaniec Norwegii pochodzi spoza jej granic. Imigranci są obecni w każdej dziedzinie życia – w kulturze, co widać np. podczas finałów konkursu Eurowizji, w sporcie (w 2012 roku pierwszy medal olimpijski w szermierce zdobył Polak z pochodzenia), w polityce (najmłodszym ministrem w historii była Pakistanka z pochodzenia, Hadia Tajik). Mimo to można postawić tezę, że nie wszyscy w Norwegii są wobec prawa równi.
Ukryta dyskryminacja
– Dyskryminacja zagranicznych pracowników w Norwegii nie ma charakteru jawnego – zapewnia Aleksandra F. Eriksen, szefowa zarządu firmy Polish Connection świadczącej w Norwegii usługi konsultingowe dla imigrantów. – Nikt sobie na nią otwarcie nie pozwoli. Są jednak takie aspekty życia, w których widać, że są równi i równiejsi. Praca z imigrantami, którzy mają mniejszą od miejscowych wiedzę o systemie prawnym oraz najczęściej niewystarczające umiejętności językowe, wymaga zarówno od pracodawcy jak i samego państwa większego zaangażowania i nakładu pracy w ochronie „słabszego podmiotu” na rynku pracy.
  
I kolejna rzecz – Norwegowie współczują wyzyskiwanym pracownikom i Polakom, których w Norwegii spotkało niesprawiedliwe traktowanie , ale sami korzystają z usług świadczonych „na czarno”, przyczyniając się w ten sposób do tego, ze nieuczciwi pracodawcy lub pośrednicy mają popyt.
Nie zamiatać pod dywan
Z ostrą krytyką systemu prawnego w Norwegii oraz samych Norwegów nie zgadza się mieszkająca w Oslo, a pochodząca z Polski studentka prawa.

Trzeba zauważyć, że nikt tu sprawy pożaru z Drammen nie zamiata pod dywan, norweskie media się nią zajęły. Stawiają pytania, nakłaniają do dyskusji, wszystko w ramach rzetelnej debaty. Po drugie, mimo tragedii, którą był pierwszy wyrok, doszło do weryfikacji systemowej wyroku sadu pierwszej instancji, w procedurze odwołania do sadu drugiej instancji.

Studentka zauważa też, że dwóch norweskich prawników stanęło przed kamerami i przyznało, iż uznają za fakt, że istnieje nierówność prawa m.in. wobec imigrantów. – To daje tak ważny w demokracji i państwie prawa punkt wyjścia do debaty i miejmy nadzieję inicjatyw politycznych oraz prawnych – dodaje.
Po programie wyemitowanym przez NRK do redakcji zgłosiły się osoby, które chcą pomóc Polakom poszkodowanym w pożarze w Drammen oraz rodzinom zmarłych tragicznie mężczyzn. Dziennikarze przekazują im kontakt do prawnika poszkodowanych.