
Julia Pitera, posłanka do Parlamentu Europejskiego, uważa, że konflikt na Ukrainie nie powinien być kartą przetargową dla kandydata na prezydenta. W "Bez autoryzacji" mówi jednak, że nie dziwi jej ostatnia wypowiedź Andrzeja Dudy, który zmienił zdanie w sprawie wysłania Polaków na Ukrainę.
REKLAMA
Kandydaci na stanowisko prezydenta wypowiadają się na temat roli polskich wojskowych w konflikcie na Ukrainie. Czy to może stanowić zgrzyt w polskiej polityce zagranicznej?
Nie. Polityka światowa, mówię o świecie demokratycznym, rozumie, że kampania to jest czas, kiedy ludzie mówią bardzo różne rzeczy. Kandydaci nie mają wpływu na politykę, mówią to, co spotka się ze społecznym odzewem. Gdyby to miało znaczenie dla stosunków dyplomatycznych, z wojen byśmy nie wychodzili (śmiech).
Jaki się pani w takim razie odnosi do słów Andrzeja Dudy, że nigdy nie nawoływał do interwencji polskich wojsk na Ukrainie, co więcej nie uważa, by słuszne było wysyłanie tam teraz naszych instruktorów? Zmienia w tej sprawie zdanie co kilka tygodni.
Prawo i Sprawiedliwość ma taki problem, że w 100 proc. neguje wszystko, co robi Platforma Obywatelska. Od czasu rozpoczęcia się konfliktu na Ukrainie parę razy już tak było. Jak PO prowadzi politykę ostrożną, konsultuje się z NATO, z UE, PiS huczy, nawołuje do niemal wojennych działań. Jak PO zaczęło mówić o zajęciu rygorystycznego stanowiska, pozyskiwać do tego inne kraje, PiS znów stanęło w kontrze. Ponieważ PO jest za, PiS musi być przeciw. Takie są skutki, trochę to jest śmieszne.
Stanowisko w sprawie konfliktu powinno być kartą przetargową dla kandydata na prezydenta?
Teoretycznie nie powinno być. Jeżeli mówimy o najpoważniejszym kandydacie opozycji to powinien uważać, co mówi.
Unikanie debaty przez Bronisława Komorowskiego jest dobrym sposobem na prowadzenie kampanii? Prezydent powiedział, że nie chce znów "odwiedzać tego piekiełka".
Mam trochę inną argumentację niż Bronisław Komorowski. Nie znam przypadku, by urzędujący prezydent ubiegający się o reelekcję, przed drugą turą brał udział w debatach. W przypadku urzędującego prezydenta byłoby to potwornie niewłaściwe i ademokratyczne. To ludzie powinni wskazywać jacy kandydaci są najważniejsi, a nie prezydent. Jest jeszcze możliwy model debaty każdy z każdym. Nie byłam nigdy dobra z matematyki, ale wyliczyłam, że to musiałyby być 144 debaty. No dziękuję bardzo. Urzędujący prezydent nie może brać udziału w cyrku.
Pojawiają się zarzuty, że kampania Bronisława Komorowskiego jest za mało nowoczesna.
Ja oczekuję od prezydenta nie nowoczesności, tylko stabilizacji. Chciałabym mieć poczucie bezpieczeństwa. Prezydenci dają właśnie stabilność społeczną, może poza USA, gdzie głowa państwa ma inny zakres obowiązków, pełni też rolę premiera. I jeszcze jedno, przypominam, że prezydent Francji też ma zupełnie inną rolę niż polski. Jeżeli ktoś myśli inaczej, niech poda nazwisko francuskiego premiera? To prezydent zwołuje spotkania rządu.
Czy prezydent Niemiec, Joachim Gauck popisuje się jak młodzik? On jest od stabilizowania państwa. Nie oczekuje, żeby prezydent jeździł na nartach, by grał w tenisa publicznie. Jak chce, to może to robić. Europejscy prezydenci są po prostu bardziej doświadczeni. A polski system należy porównywać właśnie z systemem niemieckim, nie z francuskim.
