Romowie zawiadomili prokuraturę w związku z wywiadem radnego z Puław, który uznają za "mowę nienawiści"
Romowie zawiadomili prokuraturę w związku z wywiadem radnego z Puław, który uznają za "mowę nienawiści" Fot. Jędrzej Nowicki / AG

"Żaden z Romów korzystających z opieki społecznej nie podjął pracy", "Niebywałe, że w XXI wieku są społecznością praktycznie analfabetyczną", "Są izolowani, żyją swoim życiem, nie integrują się". To niektóre zdania z wywiadu z radnym z Puław, który Stowarzyszenie Romów w Polsce uznało za mowę nienawiści i odesłało do prokuratury. Nie przesądzając, czy słusznie, pytamy: gdzie jest granica wolności słowa, za którą zaczyna się propagowanie nienawiści wobec Romów?

REKLAMA

Paweł Maj, radny miejski z Puław, m.in. w rozmowie z naTemat ostro krytykował to, jak władze podchodzą do problemu Romów. Mówił o patologiach w wykorzystywaniu pomocy społecznej, o nierówności wobec prawa. W reakcji na jego wypowiedzi Stowarzyszenie Romów w Polsce złożyło zawiadomienie do prokuratury. Jak napisało, tezy radnego oparte są na stereotypach i plotkach i Maj mógł popełnić przestępstwo "poprzez publiczne nawoływanie do nienawiści w stosunku do mniejszości romskiej". Czytaj więcej

Mowa nienawiści a dozwolona krytyka czy ocena zachowania Romów – jak rozpoznać granicę? Jak komentować, by nie zostać nienawistnikiem?
Zawsze trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Uważa się, że "mowa nienawiści" to pojęcie ideologiczne, a nie naukowe, choć my w socjologii podejmujemy próbę sformułowania definicji. Zawsze jest to deprecjacja, przede wszystkim moralna, danej osoby, tylko dlatego, że jest przedstawicielem okrślonej grupy. W gruncie rzeczy chodzi więc o to, czy używamy określeń, które mają deprecjonujący charakter, które z założenia przypisują członkom grupy określone cechy, niezależnie od tego, kim są naprawdę. Tak jest np. ze słowem "żydzić", które przypisuje wszystkim Żydom negatywne właściwości.
A u Romów? Czy nazywanie ich "Cyganami" to już mowa nienawiści?
To jest trochę tak jak z amerykańskimi murzynami, których "murzynami" nie można nazywać. Ja uważam, że bardzo dobrą praktyką jest używanie słowa "Romowie". Tym bardziej, że słowo "Cygan" przeważnie występuje w określonych kontekstach. Na przykład kiedy mówi się, że "każda Cyganka to złodziejka". To już jest mowa nienawiści. A w Polsce jest jej wiele, bo stereotypowy obraz Romów jest od lat bardzo negatywny. Tak jak postrzeganie innych grup od 1989 roku zmieniło się na plus, tak w przypadku Romów pozostało niezmienne.
Komentując temat Romów przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że to sprawa bardzo skomplikowana. Z jednej strony mamy stereotypowe podejście wielu urzędów państwowych i samorządów, od których należałoby wymagać, że zadziała wiedza, a nie stereotyp. Z drugiej, w wielu miejscach podejmowano próby integracji Romów, a oni w dalszym ciągu ulegają swoim nawykom – np. wyjeżdżają i sprawiają, że dzieci opuszczają szkołę. To bardzo komplikuje ich położenie.
Kolejny wymiar tego problemu to pozytywne doświadczenia. Jest cała grupa młodych działaczy społecznych, którzy skutecznie działają na rzecz integracji. Np. w Olsztynie powstał specjalny ośrodek, gdzie romskie rodziny przychodzą, a pracownicy starają się ich wysłuchać i zrozumieć. Takich młodych wolontariuszy jest rzesza. Warto to uwzględnić, kiedy mówi się o Romach wyciągając generalne wnioski.
Radny z Puław narzekał, że romskie dzieci nie chodzą do szkół, a lokalne władze nic z tym nie robią, choć przecież mamy obowiązek szkolny. Czy tego typu uwagi to nienawiść?
Nie, bo wiadomo, że ten problem jest powszechny i dramatyczny. Sam uważam, że należałoby położyć nacisk na to, by dzieci nie były zabierane ze szkół. Czasem znikają na dwa miesiące, czasem na pół roku albo na dłużej. To jest realny kłopot, a tak przedstawiony nie jest mową nienawiści.
A co jeśli powiem, że część Romów żeruje na pomocy społecznej? Że system pomocy w ich przypadku nie przynosi żadnych efektów? Takie wnioski postawił pozwany przez Romów radny.
Też bym tego nie nazwał mową nienawiści, zwłaszcza wtedy, kiedy są na to dowody. I tu jest bardzo ważne zastrzeżenie. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, jeśli dane i wnioski są wyssane z palca. Ale tego nie jestem w stanie ocenić. Zawsze trzeba też uważać, by nie robić z zaobserwowanych postaw cech przypisywanych całej grupie.
Z tej naszej rozmowy wynika, że bardzo trudno powiedzieć coś krytycznego, by nie narazić się na zarzut mowy nienawiści. Ta granica między wolnością słowa a nienawiścią jest bardzo cienka.
To nie jest tak. W tej chwili mamy bardzo dużą wiedzę na temat Romów, można więc powiedzieć np. tak: to fakt, że wielu Romów kradnie, ale jest to w dużym stopniu spowodowane sytuacją życiową, która z kolei wyznacza sposób, w jaki są postrzegani i traktowani przez Polaków. Jeśli chodzi o dzieci w szkołach, to mamy też drugą stronę. Kilka lat temu opisywano, jak romskie dzieci są traktowane w szkołach, jak zalicza się je z góry do klas z dziećmi niepełnosprawnymi, co jest rodzajem napiętnowania.
Ja bym zalecał dużą ostrożność. Jeśli się krytykuje, a tym bardziej jeśli się wydaje ogólne sądy, to trzeba je oprzeć na rzetelnej wiedzy. Tym bardziej, że mamy do czynienia z grupą, która generalnie jest gorzej traktowana.
A nie ma pan wrażenia, że urzędnicy czy samorządowcy często mogą obawiać się konfrontacji z problemami Romów, by nie zarazić się na zarzut rasizmu?
Nie wiem, trzeba by to rozważać na konkretnych przypadkach. Żadnej ogólnej tezy w tym przypadku nie da się postawić. Ja bym się raczej obawiał, że unikają zmierzenia się z problemów z powodu postawy: "po co się zajmować Cyganami, oni i tak zrobią po swojemu". Czyli z powodu stereotypu, którym ratuje się własne nieróbstwo.