
"Żaden z Romów korzystających z opieki społecznej nie podjął pracy", "Niebywałe, że w XXI wieku są społecznością praktycznie analfabetyczną", "Są izolowani, żyją swoim życiem, nie integrują się". To niektóre zdania z wywiadu z radnym z Puław, który Stowarzyszenie Romów w Polsce uznało za mowę nienawiści i odesłało do prokuratury. Nie przesądzając, czy słusznie, pytamy: gdzie jest granica wolności słowa, za którą zaczyna się propagowanie nienawiści wobec Romów?
Paweł Maj, radny miejski z Puław, m.in. w rozmowie z naTemat ostro krytykował to, jak władze podchodzą do problemu Romów. Mówił o patologiach w wykorzystywaniu pomocy społecznej, o nierówności wobec prawa. W reakcji na jego wypowiedzi Stowarzyszenie Romów w Polsce złożyło zawiadomienie do prokuratury. Jak napisało, tezy radnego oparte są na stereotypach i plotkach i Maj mógł popełnić przestępstwo "poprzez publiczne nawoływanie do nienawiści w stosunku do mniejszości romskiej". Czytaj więcej
