Szymon i Manuela Rączka
Szymon i Manuela Rączka Fot. YouTube

Najpierw był fanpage, później internetowa strona, a następnie ruszyli podbijać YouTube. Handimania podpowie ci, jak obrać szybko jabłko, oddzielić żółtko od białka, czy zrobić przepiękne rękodzieła. Na swoim pierwotnym kanale mają blisko 60 mln wyświetleń. Dopiero niedawno, po wielu prośbach fanów, zdecydowali się na jego polski odpowiednik. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie należał właśnie do nich.

REKLAMA
Handimanię współtworzą Szymon i Manuela Rączka. Kanał – jak to bywa – powstał zupełnie przypadkowo – Szymon zmienił swoje podejście do życia po wypadku na Mont Blanc, a Manuela zaszła w ciążę i jej dotychczasowa praca zakończyła się. Zaczęła szukać dla siebie alternatywy i na nowo odkryła w sobie pasję do dziergania. Wspólnie pomyśleli, żeby założyć fanpage dla jej działalności, który miał być nośnikiem promocji. Trafili. Już po miesiącu, pod koniec 2012 roku, uzyskali 100 tys. fanów.
Po pół roku postanowili uruchomić stronę internetową, a w listopadzie 2013 roku poczuli, że video jest przyszłością i po prostu zaczęli je robić. Nie mieli żadnego doświadczenia, nie wiedzieli jak zarabiać na YouTube, nawet jak załadować filmik. Po prostu zaczęli wypytywać różnych specjalistów i dużo czytać, a już po miesiącu działalności dostali wiadomość z amerykańskiego programu śniadaniowego “Today” z pytaniem, czy mogą wykorzystać jeden z ich filmów.
– Nie spodziewaliśmy się tego, wcześniej otrzymywaliśmy takie pytania od ludzi i zwykle za nimi kryła się chęć wrzucenia naszego filmu na swój "player", więc podeszliśmy do tego sceptyczne – mówi Szymon.

Zgodziliśmy się jednak na to, prosząc oczywiście o umieszczenie informacji o źródle filmu. Podali nam datę emisji, oglądaliśmy i czekaliśmy w napięciu, aż tu nagle prowadzący wraz z managerką zaczęli robić jeden z naszych tutoriali – jak składać serwetki w kształcie choinki i w tle leciały ujęcia z naszego filmu. To był naprawdę mocny sygnał, by dalej rozwijać się z tym kierunku.

16 mln wyświetleń
Ich największym hitem okazał się jeden z pierwszych filmów, na którym Handimania pokazuje jak oddzielić żółtko przy pomocy plastikowej butelki. Ma już ponad 16 mln wyświetleń, a najzabawniejsze jest to, że znajduje się na nim literówka. Pod koniec filmu zamiast “loser” znajduje się napis “looser”, który zamiast przegrany oznacza luźniejszy. Sporo komentarzy pod tutorialem dotyczy właśnie tej pomyłki.
Pomysły na kolejne tutoriale biorą po prostu z przeglądania internetu. Każdego dnia natrafiają na przeróżne rzeczy, które wcześniej skrupulatnie sprawdzają pod kątem tego, czy przypadkiem nie są fałszowane. Nie chcą trafić na pinterestFAIL, dlatego tak bardzo dbają o szczegóły w swojej instrukcji.
Na samych tutorialach nie planują kończyć. Handimania chce się rozwijać tak, by na stronie pojawiło się więcej interaktywnych rzeczy.
Co ciekawe, na początku postanowili od razu działać w języku angielskim.
– Od 2004 roku trochę obraziłem się na polski rynek i skoncentrowałem działania kierowane tylko na świat – mówi Szymon. – Kiedy kilkanaście lat temu branża dopiero raczkowała i temat robienia stron był często traktowany trochę mało poważnie, stwierdziłem, że widzę dla siebie przyszłość w tworzeniu serwisów kierowanych do światowych odbiorców – dodaje.
Wiele osób domagało się nagrań w języku polskim, dlatego w zeszłym roku Szymon i Manuela zdecydowali się stworzyć nasz rodzimy odpowiednik kanału Handimania. Sporym plusem jest także współpraca z polskimi markami, która jednak jest ograniczona mając globalny kanał na YouTube.
500 euro
Otrzymują sporo maili od swoich fanów. Takim, który najbardziej zapadł im w pamięć, był od 12-latki z Irlandii, która pokazała swoim nauczycielom tutorial Handimanii, jak zrobić śnieżynkę. Pomysł spodobał się tak bardzo, że ostatecznie cała klasa zrobiła takie śnieżynki, a następnie wystawiła je na świątecznym kiermaszu. Udało im się zebrać 500 euro, dzięki którym cała klasa poszła do kina, a oprócz tego kupili sobie m.in. akwarium z rybkami.
Nie zawsze jednak jest tak kolorowo, w internecie ludzie potrafią narzekać na wszystko, nawet jeżeli coś jest dopracowane do granic możliwości.
– Zawsze znajdzie się ktoś kto coś wytknie. Dla Polaków jest to naturalna rzecz, że jeżeli chcemy np. obciążyć woreczek to wsypujemy do niego ryż, dla widzów z innych części świata niekoniecznie – mówi Manueala. – Kiedy robiliśmy bałwanki ze starych skarpet i ryżu to pojawiły się głosy w komentarzach, że dzieci w Afryce głodują… Ludzie bardzo często nie są w stanie pomyśleć o tym, że to co widzą to tylko sugestia i można użyć zamiast niego np. żwirku. Nie wspominając o tym, że ten ryż wcale się tam nie marnuje, przecież w każdym momencie można go wykorzystać – przyznaje.
Ich kolejnym celem jest stworzenie platformy, która będzie inspirować ludzi do działania. Chcą odczarować temat robienia na drutach, które powoli na nowo zdobywają popularność.
– Cały design jest świeży i nowoczesny – mówi Manueala. – Chcemy być polskimi propagatorami tego nurtu, bo jest w nim sporo aspektów ekologicznych. Bez problemu materiały do dziergania można uzyskać samemu ze starych rzeczy, każdy ma też możliwość przerobienia starej koszulki, a przy pomocy szydełka zrobienie kosza na gazety, co wcale nie jest takie trudne. To świetny odpoczynek dla umysłu człowieka, który codziennie jest atakowany natłokiem informacji – przyznaje.
Życzymy powodzenia!