Prezydent Bronisław Komorowski postanowił w niedzielę uczcić pamięć "ofiar Żołnierzy Wyklętych".
Prezydent Bronisław Komorowski postanowił w niedzielę uczcić pamięć "ofiar Żołnierzy Wyklętych". Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Wygląda na to, że prezydenta Bronisława Komorowskiego nudziły bardzo wysokie słupki poparcia przed majowymi wyborami prezydenckimi i postanowił on zrobić wszystko, by nieco zmniejszyć dystans nad kontrkandydatami. Po głośnej kompromitacji podczas zwiedzania japońskiego parlamentu, teraz urzędująca głowa państwa sporą gafę strzeliła w ojczyźnie.

REKLAMA
Bronisław Komorowski
prezydent RP

Pamiętamy i mamy w zasadzie jasny plan działania związanego z potrzebą odbudowy, w narodowym wymiarze, pamięci o ofiarach czasów stalinowskich, o ofiarach, które były ofiarami właśnie tych Żołnierzy Wyklętych...

Ofiary stały się katami
Cóż jest nie tak z powyższymi słowami prezydenta? Nie dziwiłby, gdyby skierowane były do ludzi dawnego aparatu komunistycznego i padły przed skrajnie lewicowym audytorium, które do dziś mogłoby surowo potępiać postępowanie powojennego podziemia niepodległościowego. Wszakże wśród przedstawicieli reżimu stalinowskiego w Polsce rzeczywiście były "ofiary Żołnierzy Wyklętych".
Sęk w tym, że w ten sposób prezydent Bronisław Komorowski próbował dzisiaj uczcić nie pamięć pomordowanych przez powojenną partyzantkę komunistów, a właśnie tzw. Żołnierzy Wyklętych. Po raz piąty 1 marca obchodzimy bowiem Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, poświęcony żołnierzom partyzantki antykomunistycznej, którzy z bronią w ręku opierali się powojennej sowietyzacji Polski.
W Pałacu Prezydenckim wspominano więc w niedzielę ich działalność i represje, którym poddawała ich komunistyczna władza. Część potomków Żołnierzy Wyklętych odebrała noty identyfikacyjne ich straconych przez reżim ojców, dziadków i pradziadków.
Jak "Bronkodzilla" zdeptała japoński parlament...
To niestety nie pierwsza prezydencka wpadka w tym tygodniu. Kilka dni temu Bronisław Komorowski wybrał się z oficjalną wizytą do Japonii. W kalendarzu kampanii wyborczej miała ona stanowić dobrą reklamę prezydenckich zdolności dyplomatycznych i podkreślić jego obycie wśród światowych liderów.
Cała nadzieja na to prysła jednak, gdy podczas zwiedzania sali plenarnej japońskiego parlamentu prezydent postanowił zapozować przed obiektywem towarzyszącego mu w Kraju Kwitnącej Wiśni szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisława Kozieja. By lepiej wypaść na zdjęciu, wszedł więc butami na miejsce przeznaczone dla spikera parlamentu Japonii.