
Uczelnie od lat walczą z plagiatowaniem, szczególnie dłuższych prac. Ale przekonują, że to nic nie da, jeśli nie zmieni się nawyków już u uczniów gimnazjów i liceów. Bo już tam zaczyna się nawyk kopiowania z internetu wypracowań czy odpowiedzi na zadania domowe. Jeszcze w tym roku ok. 3,3 tys. szkół ma dostać specjalny program, który wykryje niedozwoloną pomoc w pracach uczniów.
Nauczyciele walczą z plagiatowaniem na własną rękę: przez wyszukiwarkę internetową sprawdzają, które fragmenty prac domowych zostały skopiowane z których stron. To jednak mało efektywne. Dlatego jeszcze w tym roku ok. 1,2 mln uczniów z 3,3 tys. szkół ma zostać objętych systemem antyplagiatowym przygotowanym przez Librus i Plagiat.pl - podaje “Gazeta Wyborcza”.
Taki system działa na ok. 180 polskich uczelni i 200 zagranicznych. Udaje się dzięki niemu wykryć plagiaty prac dyplomowych. Ale nadal ok. co czternasta z nich jest kompilacją innych. To nawyk wyniesiony z poprzednich stopni edukacji i z matury. Dotychczas prezentację potrzebną do zaliczenia egzaminu ustnego wielu abiturientów po prostu kupowało. Od tego roku nie będą przygotowywać mini-wykładu, tylko odpowiadać na wylosowane pytania.
Z plagiatami w środowisku naukowym walczy dr Marek Wroński, który opowiadał o swojej misji w wywiadzie dla naTemat. – Nikt dotąd nie pisał o nierzetelnościach naukowych przywołując nazwiska i szczegóły spraw. Sam jestem naukowcem i wiem, że każdy badacz musi sam sprawdzić materię, którą się zajmuje, nie opierając się tylko na słowach. W taki też sposób piszę swoje artykuły: osobiście sprawdzam wszystkie informacje i podaję ich źródła. Każdy więc może do nich dotrzeć, porównać i zobaczyć, czy zarzuty są prawdziwe – wyjaśniał.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
