
Dziś wielu z nas ma wrażenie, że bez pewnych wygód nie wytrzyma dłużej niż kilka dni. To oczywiście bzdura, bo nie urodziliśmy się z antyperspirantem pod pachą i szminką w odcieniu głębokiej fuksji na ustach czy balsamem na nogach. Nie mniej to bardzo ciekawe, choć według mnie niezbyt przyjemne doświadczenie. Zarówno ze względu na wygląd i jakość samej skóry, włosów, jak i samopoczucie. Ja spróbowałam i po dwóch tygodniach mówię pas.
REKLAMA
32 lata jakimś cudem przeżyłam bez chorób zakaźnych (pomijając różyczkę w pierwszej klasie). I przyszła przysłowiowa kryska na Matyska. Rozłożyła mnie ospa wietrzna. Ostatnią rzeczą o jakiej wówczas myślałam było nakładanie kremu pod oczy czy balsamu na suchą skórę łydek. Krosty pokrywały 75 procent całego mojego ciała, z przewagą twarzy, dekoltu i pleców. Wyglądałam jak nastolatka z wyjątkowo perfidną wersją trądzika młodzieńczego…
No właśnie - to wywołało dawne wspomnienia i przypomniało kompleksy, kiedy trądzik wiązał się po pierwsze: z bólem, po drugie: złośliwymi komentarzami kolegów z podstawówki i cierpieniem. Leczyłam go u dermatologów od 12 roku życia. I leczę do tej pory, ale nie wygląda tak jak dawniej. Ospa wywołała więc paranoję, że oto powrócił z potrojoną mocą i chce mnie zniszczyć psychicznie. Miałam więc darmowy trening samoakceptacji. Przed lustrem we własnej łazience. I w oczach moich bliskich, którzy spoglądali na mnie z jedną emocją: politowaniem.
Za to krosty miały się wybornie, zamiast znikać - przez tydzień namnażały się i powiększały. Nie miałam siły nawet umyć zębów, bo wypryski wyjątkowo dobrze czuły się w mojej jamie ustnej. Oczywiście smarowałam się specyfikami z apteki na zasuszenie tych wykwitów. Fioletową gencjaną i białym pudrodermem.
Prysznic? Tak, wzięłam dwa razy w ciągu dwóch tygodni, żeby nie zwariować z powodu świądu i potu który się ze mnie lał, po raz pierwszy od lat poczułam zapach własnego potu... Nieprzytłumiony dezodorantem czy antyperspirantem, perfumami i pachnącymi balsamami do ciała, podkręcony gorączką, chorobą i lekarstwami. Dla takiego czyściocha jak ja, to było ogromne przeżycie. I spotkanie z własną, ludzką niedoskonałością. Przesadzam?
Być może. Ale po dwóch tygodniach, kiedy tylko umyłam głowę, poczułam ogromną ulgę. Zapach szamponu i widok fioletowo-burej wody, która spływała z mojej głowy, zadziałały jak katharsis. Wykąpana i pachnąca, poczułam się o niebo lepiej.
Niestety krosty zwane przez mojego synka kropkówką, nadal nie zniknęły z brzucha, pleców, dekoltu, ud, więc nie użyłam balsamu do ciała. Efekt: jak przystało na osobę z suchą skórą ciała (mam AZS) wyglądam jak jaszczurka zrzucająca skórę. I dziś wiem, że kosmetyki, a przynajmniej dermokosmetyki, których używam przynoszą ulgę i poprawiają kondycję cery. A osoby ze skórą problematyczną nie powinny z nich rezygnować. To mit, że jeśli nie używamy kremów i makijażu poprawia się stan skóry. Może u osób, które nie mają problemów dermatologicznych tak się dzieje, ale w takich przypadkach jak mój - jest wręcz odwrotnie.
Moja twarz smarowana wysuszającymi kremami wygląda jeszcze gorzej, bo ciało póki co mogę ukryć przed światem pod długim rękawem i spodniami. Makijaż? Wywołuje pieczenie i świąd, bo skóra jest sucha jak wiórek kokosowy. Ale bez warstwy podkładu nie wyszłabym. Zbyt wiele blizn zdobi moją twarz.
Ale i tak cieszę się, że mogę znów używać mydło, szampon i pastę do zębów i że nie wywołują już takiego bólu jak jeszcze kilka dni temu. Dziś doceniam ten komfort i kolejnego detoksu od kosmetyków nie planuję. Zresztą mam na koncie już kilka dłuższych (kilkumiesięcznych) detoksów od jakiejkolwiek pielęgnacji i makijażu i nigdy nie były dobrowolne, tylko za każdym razem zmuszała mnie do nich choroba. Wyznania zepsutej przedstawicielki klasy średniej? A może potrzeba komfortu i dobrego samopoczucia?
Przez ten krótki czas zrozumiałam, że wygląd i higiena mają ogromne znaczenie dla psychiki, dla tego jak się we własnej skórze czujemy (przynajmniej niektórzy z nas, nie wypowiadam się za całą ludzkość). I pomimo, że nie urodziliśmy się pachnący wetiwerem i płatkami róży damasceńskiej, nawet zapach zwykłego mydła i szamponu może nam poprawić nastrój. A ten udziela się wszystkim.
