Kwartet Pertti Kurikan Nimipaivat ma – zdaniem bukmacherów – spore szanse wygrać tegoroczny konkurs Eurowizji.
Kwartet Pertti Kurikan Nimipaivat ma – zdaniem bukmacherów – spore szanse wygrać tegoroczny konkurs Eurowizji. Fot. facebook.com/PerttiKurikanNimipaivat

Rok temu jurorom zarzucano, że wybrali Conchitę Wurst, kobietę z brodą, bo bali się oskarżeń o dyskryminację. W tym roku może być podobnie. Finlandia do walki o wygraną wystawiła grupę Pertti Kurikan Nimipäivät (PKN), w skład której wchodzi czterech mężczyzn cierpiących na zespół Downa. Próba złamania kolejnego tabu czy promowanie odmienności?

REKLAMA
Decyzję o tym, by to właśnie PKN reprezentowali Finlandię na finale konkursu Eurowizji, jaki 23 maja odbędzie się we Wiedniu, Finowie podjęli w sobotę. Kwartet dostał niemal 40 proc. głosów publiczności. To wystarczyło do zwycięstwa.
– Nie chcemy litości. Nie chcemy, żeby głosowano na nas z powodu współczucia czy żalu. Bo nie różnimy się niczym od innych – jesteśmy normalnymi muzykami, tylko, że z upośledzeniem umysłowym – przekonywali po ogłoszeniu werdyktu członkowie PKN, których cytuje „The Guardian”.
I słusznie. Pytanie tylko, czy widzowie są w stanie zamiast litości lub współczucia wykrzesać z siebie racjonalną ocenę artystycznego dorobku Finów.
Po pierwsze Dana
To nie pierwszy raz, kiedy na konkursie uchodzącym niegdyś za jeden z najbardziej prestiżowych w dziedzinie muzyki, pojawiają się artyści co najmniej kontrowersyjni. Pierwszą z nich była Dana International, laureatka Eurowizji w 1998 roku.
Izraelska artystka przyszła na świat jako mężczyzna, ale w wieku niespełna 21 lat poddała się operacji zmiany płci. To właśnie dlatego przeciwko wysłaniu jej – jako reprezentantki Izraela – na muzyczny konkurs, protestowały dość intensywnie środowiska ortodoksyjnych Żydów i konserwatystów. Ostatecznie Dana jednak do Birmingham pojechała, "Divę" zaśpiewała i konkurs wygrała. I fala krytyki się polała.
Nie brakowało jednak i takich, którzy jej występowi nadawali rangę iście reformatorską i uznawali go za przyczynek do jednego z najważniejszych współczesnych przełomów obyczajowych. Artystka stała się symbolem otwartości i tolerancji kraju, w którego barwach na scenie wystąpiła.
– (…) izraelska muzyka jest dziś na ustach całego świata. Przyczyniła się do tego zwyciężczyni w konkursie Eurowizji, transseksualistka Dana International, która złamała religijne tabu żydowskich rabinów – pisał na łamach „Rzeczpospolitej” Jan Cieślak. A wielu innych dodawało: – Od teraz płeć, orientacja seksualna czy osobista historia artysty przestanie się w końcu liczyć w ocenie jego twórczości.
Tyle że stało się wręcz odwrotnie.
Eurowizja łamie tabu?
Na kolejny tak kontrowersyjny werdykt eurowizyjnego jury przyszło nam czekać przeszło 16 lat, aż do zeszłego roku. Bo to właśnie w edycji 2014 pierwsze miejsce przypadło „kobiecie z brodą” - austriackiej drag queen występującej pod pseudonimem Conchita Wurst.
W rzeczywistości zaś artysta nazywa się Thomas Neuwirth i jest mężczyzną. Jako drag queen zaczął występować, bo – jak sam twierdził – jako śpiewającego geja przez długi czas nikt go nie zauważał. Otwarte zatem pozostaje pytanie czy Eurowizję w 2014 roku wygrał dlatego, że ma talent czy dlatego, że wyróżnił się czymś spośród grona innych kandydatów. Był „kobietą z brodą” w gronie „standardowych” kobiet i mężczyzn.
logo
Zdania na temat tego dlaczego wygrała Conchita i wśród internautów były podzielone. Fot. http://pytamy.pl/
– Koncepcja konkursu Eurowizji przez ostatnie lata bardzo się zmieniła – wyjaśnia profesor Wiesław Godzic, medioznawca i socjolog. – Jeszcze w połowie lat '90 przecież, w czasie, gdy na scenie w Dublinie występowała Edyta Górniak, ten konkurs miał jakąś rangę, prezentował konkretny wysoki poziom. Dziś Eurowizja stała się, co tu dużo mówić, show politycznej poprawności. Mniej chodzi o muzykę, bardziej o to, co stwarza z nas, mieszkańców różnych krajów, władających rożnymi językami, jakąś określoną jedność. A tą jednością jest właśnie pochylenie się nad losem mniejszości, kobiet, osób chorych czy niepełnosprawnych.
Czy konkurs, w którym mają być promowane muzyczne talenty jest jednak dobrym miejscem na walkę o równouprawnienie? O szeroko rozumianą tolerancję? – Jeśli mówimy o tym, że kryterium odmienności, słabości ma być wyznacznikiem dla jurorów czy publiczności, jestem na nie – mówi Anna Kędzierska, psycholog i trenerka umiejętności psychospołecznych. – Jeśli natomiast pytanie brzmi – czy warto do udziału w takim konkursie dopuszczać osoby, takie jak tych czterech Finów, odpowiedź brzmi – warto. Bo oni, pod warunkiem, że faktycznie wymogi artystyczne spełniają, pokazują innym chorym, że można i że warto o siebie i swoje pasje, szczęście walczyć.
logo
Fot. rmf24.pl
Finowie zaśpiewają o sobie
A Finowie bynajmniej swoich zamiarów i celu z jakim startują w Eurowizji nie kryją. Grupa zresztą w tym jednym określonym celu powstała – by zwiększać społeczną świadomość na temat zespołu Downa i... autyzmu. Z tych samych powodów dwa lata temu zgodzili się wystąpić w dokumentalnym obrazie „The Punk Syndrome”. Film zresztą cieszył się niezłym powodzeniem i zdobył kilka nagród.
– Chcemy walczyć i codziennie walczymy z uprzedzeniami, stereotypami. Widać, że nastawianie rodaków nieco się już zmienia. Coraz więcej osób przychodzi na nasze koncerty – przekonują członkowie PKN.
Dodajmy, nie chodzi tylko o występy, chodzi też o prezentowane na scenie treści. Podczas kwalifikacji zwycięstwo zapewniła bowiem kwartetowi piosnka, którą sami określają mianem protest-songu „Aina Mun Pitaa" („I Always Have To"). Utwór trwa zaledwie 85 sekund i opowiada o codzienności osób niepełnosprawnych.
Bukmacherzy już dziś szacują, że Finowie są w ścisłym gronie faworytów. Podobno, gdyby konkurs odbywał się dziś, zajęliby trzecie miejsce, za Włochami i Estończykami. A fachowcy? I tu są podzieleni.
– To słuszne, piękne idee – przekonuje profesor Godzic. – Jednak mi się to nie do końca podoba, bo zestawiając wszystkich uczestników, mówimy właściwie o różnych konkursach. Przede wszystkim dlatego, że historia, defekty czy ułomności uczestników nie mogą być najistotniejszą rzeczą w tym programie. A są. Między innymi dla widzów z Polski.
A to z kolei, zdaniem socjologa, dlatego, że mamy widoczną skłonność do tego, by przesadnie dowartościowywać wszystkich, którzy cierpią z jakiegoś widocznego kalectwa. Nie ważne jaki jest ich talent, my ich żałujemy właśnie z powodu tej ułomności. I w jakiś sposób – w tym przypadku poparcia w konkursie – to wyrażamy.
logo
Internauci podzielają obawy naukowca. Fot. rmf24.pl
– Poziomu artystycznego występu wspomnianej już pani Edyty Górniak naprawdę nie może się równać z niepełnosprawnymi punkowcami – puentuje Godzic.–  Sama Eurowizja stoi dziś jednak coraz widoczniej na rozdrożu. Ma do wyboru – albo pójść w stronę telewizyjnego show, w którym na scenie będą prezentować się coraz to bardziej oryginalne – choćby najbardziej wartościowe – osobowości albo wrócić do tego, by pokazywać wartościową, piękną muzykę i uznać, że to właśnie muzyka jest w muzycznym konkursie najważniejsza.