
Rosjanie mogą boleśnie strzelić sobie w stopę eskalując konflikt na Ukrainie. Na donbaskim froncie Zachód ma bowiem pierwszą od lat okazję, by z tak bliska przyjrzeć się, w jaki sposób operuje współczesna rosyjska armia.
W Polsce wciąż utrzymuje się przekonanie, że skoro przez ponad cztery dekady byliśmy częścią Układu Warszawskiego, to na wylot znamy rosyjską armię. Po upadku PRL to w końcu był też jeden z najważniejszych argumentów przemawiających do przywódców Zachodu, by jak najszybciej Polskę włączyć w strukturę NATO. Choć pod koniec lat 90-tych sprzęt naszej armii nie należał do najnowocześniejszego, był w zasadzie identyczny z tym, którego używali Rosjanie. Nowym sojusznikom mogliśmy więc dostarczyć sporej wiedzy na temat tego, czym i w jaki sposób operuje najpotężniejszy przeciwnik.
Zwraca on również uwagę, że wbrew pozorom, Rosjanie nie rzucają na wschodnią Ukrainę jedynie mięsa armatniego wyposażonego w stare czołgi. – Z moich informacji wynika, że w Donbasie rosyjska armia naprawdę używa po części swojego bardzo nowoczesnego sprzętu – mówi Dariusz Rembelski.
Oni chcą z bliska zobaczyć sprzęt i sposób działania Rosjan. Nasz wywiad też powinien wykorzystać tę szansę. Polska powinna wykorzystać konflikt na Ukrainie, jako poligon doświadczalny. Wcześniej nie mieliśmy tak dobrej okazji, żeby poznać nowy sprzęt i obecne możliwości rosyjskiej armii Czytaj więcej
– My nie powinniśmy, a musimy tam być. I jestem przekonany, że tego typu informacje już są przez nasz wywiad na wschodzie Ukrainy zbierane – komentuje gen. Marek Dukaczewski, były wieloletni szef Wojskowych Służb Informacyjnych. – W przypadku pojawienia się konfliktu można zaobserwować bowiem różnego rodzaju działania, które okazują się nowe, więc muszą być dokładne monitorowane i analizowane. Nie wyobrażam sobie, by instrumenty wywiadowcze nie zostały w tym przypadku w pełni wykorzystane – dodaje.
Uzasadniony niepokój budzi fakt, iż wiele struktur administracyjnych i wojskowych na Ukrainie wciąż jest silnie spenetrowanych przez służby rosyjskie. Trzeba mieć to więc na uwadze, że nie do końca możemy mieć pełne zaufania do informacji otrzymywanych od Ukraińców. Z tego samego zresztą powodu Ukraina nie może otrzymywać od nas pełnego zestawu informacji wywiadowczych dla niej istotnych, bo mogą one trafić w bardzo niepowołane do tego ręce.
Vincent V. Severski podkreśla, że w czasach, gdy pracował jeszcze dla służb III RP, dążenia do zdobywania wiedzy na temat działania rosyjskiej armii "było oczkiem w głowie polskiego wywiadu wojskowego". Były oficer wywiadu zwraca również uwagę na złożoność tej problematyki. – Nie ma skali oceny informacji wywiadowczych, więc nie można dziś pytać tylko o to, czy nasza wiedza o Rosji się zwiększyła lub zmniejszyła. Trzeba pamiętać, że to już nie jest ZSRR. Rosyjscy żołnierze mają dziś zupełnie inne zadania – mówi.
Doraźne skupianie się na określonych wydarzeniach jest więc wręcz bezsensowne. Wywiad zawsze musi wiedzieć o pewnych kluczowych faktach wcześniej. Jeżeli wybucha jakiś nowy konflikt, to służby wywiadowcze pod każdym kątem powinny wiedzieć o tym zagrożeniu dużo wcześniej...
