
Rozwód albo zameldowanie dziecka u przyjaciółki? Rodzice, którzy obawiają się, że dla ich dzieci zabraknie miejsc w przedszkolach, zaczynają być bardzo "twórczy". Czy to rzeczywiście potrzebne?
W Warszawie, gdzie przedszkola co roku przechodzą prawdziwe oblężenie, a rodzice szczególnie zacięcie walczą o miejsca dla swoich dzieci, tym razem ma być lepiej. – W centralnych dzielnicach nie będzie tego problemu. Spodziewamy się, że mogą być przejściowe problemy na etapie rekrutacji w ościennych dzielnicach. Stąd decyzja, że będziemy dokupowali część miejsc u partnerów prywatnych – uspokajał jeszcze w piątek na antenie RDC wiceprezydent stolicy Jarosław Jóźwiak.
Niewystarczająca ilość miejsc w placówkach publicznych i duża ilość chętnych powoduje niepokój rodziców. I wzrost ich kreatywności. Od miesięcy krążą legendy na temat podawania nieścisłych, delikatnie mówiąc, danych w formularzach rekrutacyjnych czy nawet brania rozwodów, bo samotne matki otrzymują dodatkowe punkty. Jak wygląda rzeczywistość?
Kilka lat temu, kiedy samotnym rodzicem był każdy, kto miał dziecko a nie miał ślubów nagminne było otrzymywanie punktów za samotne rodzicielstwo, pomimo że dziecko tak naprawdę mieszkało z obojgiem rodziców
Kłamstwo zwykle ma krótkie nóżki, dlatego na dłuższą metę nie opłaca się oszukiwać w procedurze rekrutacji. Obowiązująca ustawa pozwala urzędnikom weryfikować oświadczenia, w ostateczności mogą oni przeprowadzać wywiady środowiskowe. Czasem wystarczy uważne przejrzenie takich informacji, jak adres zameldowania czy dane z ośrodków opieki społecznej. Co więcej, rodzic przyłapany na oszustwie traci punkty i wtedy z miejsca w przedszkolu nici.
Polskie przedszkola w liczbach
Liczba 3-latków objętych wychowaniem przedszkolnym w Polsce zbliża się do 200 tys. (to 50 proc. wszystkich dzieci w tym wieku)
Aż 64 proc. 4-latków w Polsce jest objętych wychowaniem przedszkolnym (w 2005 roku było ich ok. 40 proc.)
Na przełomie lat 2004/2005 miejsc w przedszkolach było 683 164. W latach 2010/2011 w Polsce funkcjonowało już 8808 przedszkoli
Czytaj więcej
Część rodziców aktywizuje się w sieci. Prócz wspomnianej strony internetowej ze zwalniającymi się miejscami w przedszkolach, funkcjonują blogi i fora, na których rodzice wymieniają się poradami, jak walczyć o miejsce dla dziecka. Inni aktywizują się w mediach społecznościowych. Matylda założyła swojej córce konto na Facebooku – tyle że zamiast nazwiska wstawiła ilość punktów, jakie mała dostała w rekrutacji.
Część rodziców poddaje się bez walki i nawet nie przystępuje do rekrutacji. Szkoda im czasu i zszarganych nerwów. A jeśli na taką kapitulację pozwalają im zasoby portfela, od razu zapisują dziecko do prywatnej placówki.
Jeszcze inni rodzice, którzy przegrali z systemem (albo w ogóle nie chcą z nim walczyć), decydują się na zostanie z dzieckiem w domu, dopóki nie osiągnie ono wieku szkolnego. Nie jest to łatwe, wymaga rezygnacji z pracy jednego z nich (zwykle mamy). Sprawdza się w tych przypadkach, kiedy rodzice pracują zdalnie i mogą opiekować się maluchem. Albo mają na tyle gruby portfel, że posyłają dziecko do prywatnej placówki. Koszt prywatnego przedszkola waha się od kilkuset do nawet tysiąca złotych. Cena zależy od położenia placówki (droższe są te w dużych miastach albo dzielnicach, bliższych centrum, jak na przykład w Warszawie) oraz oferty zajęć dodatkowych dla dzieci.
Na bój o miejsce w przedszkolu warto też spojrzeć z nieco innej perspektywy. Co rodzicom radzi w tej materii geek mama?
Po pierwsze trzeba pamiętać o tym, że państwowe przedszkola też nie są zupełnie darmowe. W większych miejscowościach istnieje wiele prywatnych przedszkoli dofinansowywanych przez miasto, w których koszt pobytu dziecka jest taki sam, jak w przedszkolu państwowym
Napisz do autorki: marta.brzezinska@natemat.pl
