
Minus dziesięć kilo w dwa tygodnie. Dwa rozmiary mniej w miesiąc. Najbardziej restrykcyjne i abstrakcyjne diety rzeczywiście dają chwilowy spadek wagi, ale powodują syndrom jojo i mogą być dla organizmu wyniszczające. Oto piątka najbardziej absurdalnych diet, których nie powinniście próbować, chyba, że chcecie szybko przybrać na wadze lub wrócić do punktu wyjścia.
REKLAMA
Wczoraj wraz z koleżankami z redakcji rozmawiałyśmy o dietach, które są tak bezsensowne, że powinniśmy wszystkich przestrzegać: nie testuj ich na własnej skórze (a raczej na żołądku), bo więcej stracisz niż zyskasz. Oczywiście w kwestii wagi lepiej jest stracić więcej, ale jeśli dzieje się to w zbyt szybkim tempie skutki mogą być znaczenie poważniejsze niż tylko powrót do gabarytów sprzed odchudzania. Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić, ale działają tylko te diety, które wcielamy w życie na dłużej, a nie te, które mają nas odessać z tłuszczu w dwa tygodnie. A oto nasz ranking:
1. Dieta kopenhaska
Zwana też 13-dniową. Popularna w czasach, kiedy chodziłam do liceum. Jedno jajko i czarna gorzka kawa na śniadanie, liść sałaty i plaster piersi od kurczaka na obiad, brokuł na kolację i tym podobne. Nocami śnią ci się tylko pizza, frytki, makarony i ciasta, na które na co dzień byś nawet nie spojrzała. Ale to głód wywołuje w twoim mózgu obrazy frykasów kuszących niczym z kanału Kuchnia +. Boli głowa i chodzisz wściekła, ale waga spada. I nagle po dwóch tygodniach jesteś chudsza o 6-8 kilo!
W związku z czym dosłownie rzucasz się na lodówkę i pochłaniasz ją włącznie z drzwiczkami tuż po 13 dniach głodu. Jesteś tak wygłodzona, że nadrabiasz zaległości. Także te w obwodzie w pasie i na biodrach niestety, bo organizm magazynuje tłuszcz w obawie przed kolejną głodówką. Skutek uboczny: wilczy apetyt, kompulsywne opychanie się jedzeniem i szybkie przybieranie na wadze.
2. Dieta oczyszczająca z pieprzem cayenne
Nazwałabym ją środkiem na przeczyszczenie, albo lewatywą do picia. Korzystają z jej „dobrodziejstwa” gwiazdy, m.in. Beyonce, która schudła na niej 10 kilo. To dieta, która polega na piciu koktajlu z pieprzem cayenne (baaaaaardzo ostra papryka o przepięknym ognistym kolorze) oraz syropem klonowym lub miodem i sokiem z limonki. Taki koktajl, owszem, świetnie oczyszcza jelita, ale spożywanie go w nadmiarze może podrażnić śluzówkę.
Sama Beyonce przyznała, że owszem, jest to skuteczny sposób na zrzucenie niechcianych kilogramów, ale samopoczucie po jest kiepskie i szybko się wraca do figury sprzed diety. Pytanie więc brzmi: po co spędzać tydzień w toalecie, skoro i tak błyskawicznie wrócimy do dawnej figury?
3. Dieta powietrzna alias dieta świetlna
Są ludzie którzy twierdzą, że żywią się energią słoneczną lub powietrzem. Jak oni to robią - tego nie wie nikt, ponieważ człowiek nie jest w stanie przeżyć bez przyjmowania pokarmów przez okres dłuższy niż kilka tygodni. Ale „odżywianie się” powietrzem popularne jest także w Stanach i nawet ma swoją nazwę breatharianizm (od breathe ang. oddychać). A teraz weźmy głęboki wdech i zastanówmy się o co w ogóle chodzi? Nie można tego nazwać głodówką?
4. Dieta z moczem kobiet w ciąży
Można o niej przeczytać w książce The Weight Loss Cure Kevina Trudeau. I polega ona na przyjmowaniu zastrzyków z hormonem HCG, który jest obecny w moczu kobiet w ciąży. Nie zbadano czy naprawdę takie zabiegi odchudzają, za to wiadomo, że skutków ubocznych po zastrzykach jest masa. Oprócz bóli głowy i podwyższonego ciśnienia krwi, HCG zatrzymuje także wodę w organizmie i powoduje obrzęki.
Jest jednak coś quasi-pozytywnego w tej "diecie". Mężczyźni, którzy zastrzyki z HCG przyjmują mają pozytywny wynik testu ciążowego (sic!). Nie mam jednak pojęcia jak to się ma do straty zbędnych kilogramów, może chudną ze wzruszenia?
5. Dieta rock’n’rollowa
Czyli taka w stylu Kate Moss, która otwarcie kiedyś przyznawała, że najlepszym lekiem na zaspokojenie głodu są: kawa, papierosy, szampan i narkotyki. Cóż, może jest w tym odrobina prawdy, wszak po używkach zapomina się o jedzeniu, ale na kacu po takiej „diecie” apetyt wzrasta. Łatwo więc się w takim dietowaniu zagubić. Chyba, żeby zwalczać ten apetyt kolejnym „klinem”, jednak wówczas nie wyjdzie nam to na zdrowie... Znam kilka osób, które po odstawieniu (całkowitym) używek, zastąpiły je ciastkami i batonikami i dziś ich waga jest dwukrotnie większa niż w czasie imprezowania, kiedy miały figurę modelek. Nie wspominając o wyglądzie ich cery i stanie zdrowia.
Pozostaje nam więc być wiernym najlepszej diecie świata, czyli zdroworozsądkowej.
Napisz do autorki: maria.kowalczyk@natemat.pl
