Życie na Wózku na YouTube
Życie na Wózku na YouTube Fot. YouTube

Rafał jest niepełnosprawny od kilku lat, ale nie poddał się i na swoim kanale na YouTube opowiada o tym, jak teraz wygląda jego życie. Nie ma na nim żadnego tematu tabu – jeżeli widzowie pytają go o to, jak załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, to on po prostu robi o tym film. Jest nastawiony pozytywnie do życia i próbuje uświadomić innym, że pomimo takich urazów, da się żyć normalnie i samodzielnie.

REKLAMA
Rafał nie chce powiedzieć tylko o jednej rzeczy – jak doszło do wypadku, po którym stał się niepełnosprawny. Zdradza jedynie tyle, że miało to miejsce 3 maja w 2013 roku i od tego momentu jego życie zmieniło się o 180 stopni.
Jeździ na wózku, ma zmiażdżony rdzeń i jest sparaliżowany od pasa w dół, choć gdzieniegdzie coś czuje. Amputowano mu lewy biceps oraz prawą rękę do wysokości przedramienia.
– Miałem wtedy 19 lat i od tego momentu czuję się jak nowo narodzony – mówi Rafał. – Jestem innym człowiekiem, nie chcę do tego wracać, teraz mam już inne podejście do życia – dodaje.
Wcześniej oglądał inne kanały na YouTube, ale sam niczego nie próbował nagrywać, bo po prostu nie miał czasu. Uprawiał różne sporty, spełniał swoje pasje i imprezował z kolegami. Kiedy po spędzeniu siedmiu miesięcy w szpitalu wrócił do domu, chciał się czymś zająć, by po prostu nie zwariować z nudów.
Niewiedza
To nie nowość, że ludzie nie mają pojęcia jak zachować się przy osobie niepełnosprawnej: – Dziwnie podchodzą, nie wiedzą jak się ze mną przywitać, którą podać rękę skoro nie mam prawej – mówi. – A ja na to po prostu nie zwracam uwagi. To dla mnie bez różnicy, często dla żartu witam się kikutem, bo wolę się z tego śmiać niż użalać nad sobą – przyznaje.
Po wypadku zostawiła go dziewczyna i przyjaciele. Przez 7 miesięcy nikt nie odwiedził go w szpitalu, a jak dzwonili, to tylko po to, by poplotkować na temat stanu jego zdrowia. Z tamtego okresu pozostało mu może z trzech znajomych. Miał wtedy rodzinę, telewizor i komputer z internetem, który pozwolił mu poznać nowe, bardziej wartościowe osoby.
Po rozpoczęciu prowadzenia kanału napisało do niego wiele takich samych osób jak on. Rafał otwarcie przyznaje, że wymieniają się różnymi doświadczeniami np. jak zaspokoić swoje intymne potrzeby. Youtuber nie ma problemu, by otwarcie o tym mówić. Zresztą spełnił prośby swoich widzów i nagrał dla nich dwa filmy, na których opowiada jak sobie z tym radzi.
To, co najbardziej go denerwuje, to pytania jak to się stało, że jeździ na wózku. Nie tylko w internecie. Ludzie, szczególnie w małych miastach, potrafią być naprawdę wścibscy. Kiedy był w Krakowie i samotnie jeździł po rynku czuł się po prostu wolny.
Pomoc na siłę
Na ulicy nie spotyka się z wyśmiewaniem, ale przeszkadza mu pomoc na siłę. W swoich filmach mocno zaznacza, że nie wolno bez pytania pomagać osobie niepełnosprawnej. Ludzie nie są tego świadomi, że ich dobra wola bardzo łatwo może komuś zrobić krzywdę albo zepsuć sprzęt za kilka tysięcy złotych. Jeżeli osoba niepełnosprawna nie prosi o pomoc, to znaczy, że jej po prostu nie potrzebuje
– W moim mieście mam taką górkę, na którą sam sobie potrafię podjechać na wózku, ale pewnego razu jakaś babcia bez pytania zaczęła mnie popychać – mówi. – Ja wiem na co mnie stać. Zdenerwowałem się, byłem dla niej wulgarny, ale czasem tak trzeba, by nauczyć ludzi pewnych zachowań – dodaje.
Bardzo chciałby iść na studia albo zająć się tym, co kocha – czyli gastronomią. Niestety ogranicza go miasto i brak windy, na którą obecnie zbiera pieniądze. Propozycje pracy pojawiają się, jednak nie w Suwałkach.
Jeden ze swoich filmów zaczyna zdaniem “żeby być niepełnosprawnym, trzeba być być bogatym”. On akurat miał “szczęście”. Nie pochodzi z biednej rodziny, bardzo pomogli mu rodzice, a także dziadkowie, co zresztą robią nadal. Ale zakup takiego wózka to koszt od 5 do 10 tys. złotych, proteza 25 tys. zł, remont łazienki kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych i winda, bez której nigdy nie będzie niezależny, to kwota około 60 tys. złotych. Oczywiście są różne dofinansowania, ale żadne z nich nie pokryje w 100 procentach wszystkich kosztów.
Gry najlepszym lekarstwem
– Żeby się czymś zająć i o tym wszystkim zapomnieć, zacząłem w szpitalu grać w gry – mówi. – Dzięki nim bardzo szybko przestawiłem się na lewą rękę. Podczas pierwszej rehabilitacji byłem mocno zdziwiony, że jestem w stanie chińskimi pałeczkami przekładać fasolki – dodaje.
Co ciekawe, inni gracze nie są świadomi tego, że rywalizują z osobą, która posługuje się tylko jedną ręką. Kiedy Rafał mówi im, że jest niepełnoprawny, ci się po prostu śmieją. Aby to udowodnić, podsyła linka do kanału na YouTube i wtedy wszyscy zaczynają przepraszać, a po chwili gratulują mu umiejętności.
Na swoim kanale opowiada także o cierpieniu w postaci bóli fantomowych, które czasem trwają 24 godziny na dobę. Ponoć ten stan ma przejść dopiero, gdy obumrą wszystkie nerwy. Upłynęło jednak już tyle czasu, że Rafał przestaje w to wierzyć.
Chłopak cały czas czuje każdy palec, w swojej świadomości może zresztą wykonywać ich ruchy. Non stop odczuwa ból, który porównuje z łamaniem ręki, a momentami jeszcze się pogarsza. Mimo wszystko uważa, że to... nic nadzwyczajnego i da się przeżyć.
– Jak byłem zdrowy i uprawiałem sporty, byłem pewien, że gdybym stracił rękę, to bym się poddał – mówi. – Teraz okazuje się, że ograniczenia są tylko w psychice – dodaje.

Napisz do autora: patrycja.marszalek@natemat.pl