
Bronisław Komorowski to trzeci w historii III RP prezydent, który walczy o reelekcję. Jego sztab przekonuje, że obowiązki utrudniają walkę o głosy, konkurenci przekonują, że jest wręcz przeciwnie. – W czasie kampanii w 2000 roku była sesja ONZ, podczas której przemawiał prezydent Kwaśniewski. Oczywiście musieliśmy to uwzględnić w kalendarzu – mówi Ryszard Kalisz, szef kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego w 2000 roku.
REKLAMA
Urzędujący prezydent ma w kampanii łatwiej, bo niesie go majestat urzędu czy trudniej, bo pełniona funkcja go ogranicza?
Ryszard Kalisz: Z jednej strony przez to, że spędził na tym urzędzie pięć lat, łatwiej. Z drugiej dużo trudniej zaskoczyć mu czymś nowym. Jego konkurenci mogą pokazać świeżą wizję, nowe hasło. Na to się nic nie poradzi. Ale jak pan pamięta, dotychczasowa historia wyborów w Polsce nie odpowiada na pytanie, czy walczący o reelekcję ma trudniej czy łatwiej: Wałęsa przegrał, a Kwaśniewski wygrał w pierwszej turze.
Jak wyglądała ta zwycięska kampania?
Wybory były w listopadzie, a my przygotowania zaczęliśmy dużo wcześniej. 12 października oficjalnie odszedłem z Kancelarii i zostałem szefem sztabu wyborczego prezydenta Kwaśniewskiego. Mieliśmy oddzielną siedzibę w części administracyjnej Domu Chłopa.
Bardzo wyraźnie rozdzieliliśmy sztab i Kancelarię. Nikt ze sztabu nie wtrącał się do prac Kancelarii, a nikt z Kancelarii nie ingerował w kampanię. Poza mną, wszyscy ministrowie zostali i normalnie wykonywali swoją pracę. Nigdy nie było z ich strony żadnej sugestii co do prowadzenia kampanii. Nie wchodziliśmy sobie w drogę.
Jak wyglądała współpraca z zapleczem partyjnym, czyli SLD?
Moim zastępcą był Krzysztof Janik, wtedy sekretarz generalny. Wszelkie kwestie kampanijne ustalaliśmy między sobą. W sztabie pracowało ok. 300 młodych ludzi, którzy bardzo intensywnie pracowali na rzecz kampanii. Mieliśmy biuro przy placu Powstańców Warszawy, każdy mógł przyjść i się zaangażować. Notabene, wielu z tych młodych ludzi zrobiło później kariery w polityce.
Kiedy zaczęliście kampanię?
Już w czerwcu i lipcu zrobiliśmy turę po wszystkich województwach, w każdym z nich odwiedzaliśmy po pięć miejscowości. Od połowy sierpnia rozpoczęliśmy drugą turę, też po wszystkich województwach. W każdym odwiedzaliśmy stolicę i kolejne pięć miejscowości.
Jakie są największe trudności organizacyjne? Zaplanowane spotkania z gośćmi zagranicznymi?
Oczywiście to jet przeszkoda, trzeba to brać pod uwagę. Na przykład w czasie kampanii w 2000 roku była sesja ONZ, podczas której przemawiał prezydent Kwaśniewski. Oczywiście musieliśmy to uwzględnić w kalendarzu. Ale przecież każdy, kto startuje, ma jakieś zobowiązania. Nawet nieznany kandydat ma rodzinę, pracę, obowiązki naukowe.
Urzędujący prezydent jest zajęty tak jak inni, to po prostu inny typ zajęć. Na przykład pan Duda powinien wykonywać swoje zadania w Brukseli, skoro nie wziął urlopu. Tak jak prezydent wykonuje swoje obowiązki, tak i musi Duda.
A co z BOR-em? Mocno utrudnia prowadzenie kampanii?
BOR to nie jest problem. Oczywiście trzeba ich brać pod uwagę planując wyjazdy, żeby było dla nich odpowiednie miejsce na nocleg. Staraliśmy się do tego stopnia oddzielić pracę sztabu i aktywność urzędową, że zwracaliśmy nawet BOR-owi za paliwo na wyjazdy kampanijne. Nie wiem, czy w tej kampanii też się to praktykuje. My chcieliśmy, żeby nie było żadnych wątpliwości, że jesteśmy odrębną instytucją od Kancelarii Prezydenta.
BOR nie wymuszał trzymania planów kampanijnych w tajemnicy i ujawniania ich maksymalnie kilkadziesiąt godzin przed spotkaniem?
Nie, informowaliśmy o planach z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Nie było żadnego powodu, żeby to ukrywać.
Objazd po kraju, taki jak teraz Bronkobusem, utrudnia pełnienie funkcji?
Nie, można wszystko tak zorganizować, że to nie przeszkadza.
Jak się to organizuje? Na przykład dowóz dokumentów do podpisania?
Jest system, który stworzyliśmy, ale nie powiem panu jaki.
Kampania urzędującego prezydenta musi być nudna?
Nie. Nie może być nudna. Na razie Komorowskiemu się to nie udaje, Kwaśniewskiemu udało się w połowie. W krajach, gdzie są dwie kadencje, normą jest wymiana otoczenia, najbliższych współpracowników po pierwszej kadencji. Bo pierwsza kadencja to zawsze w jakimś stopniu walka o reelekcję, druga to czas odważnych decyzji. Wtedy funkcja doradców jest inna.
U Komorowskiego widzę stan samozadowolenia z tego, że są, i poczucie, że im się należy kolejne pięć lat. Tam im jest cieplutko, przyjaźnią się, mogą sobie powspominać stare czasy. Tak też zachowuje się Bronisław Komorowski. To błąd, bo on powinien wyraźnie zasugerować, że druga kadencja będzie inna, dużo bardziej dynamiczna. Wtedy byłby w stanie prowadzić tę kampanię dużo bardziej efektywnie.
Kwaśniewski napisał książkę, która przedstawiała jego program na drugą kadencję. Ona nazywała się tak, jak moja obecna organizacja, czyli "Dom Wszystkich Polska". Pokazywaliśmy ten cały proces uobywatelnienia Rzeczypospolitej.
Jest coś, czego nie wypada robić urzędującemu prezydentowi? Tańczyć na scenie?
Nie, no tańczenie nie jest przekroczeniem granic. Ale rozdawanie jabłek czy podobne działania są wątpliwe. Komorowski też wykrzykiwał coś na góralską modłę, ma tendencję do wypowiadania... no... ciekawych zdań. Prezydent powinien zachować dostojeństwo, ale to nie musi się równać śmiertelnej powadze.
Dużo było pomysłów, które odrzucaliście na sztabie, bo "prezydentowi nie wypada"?
Nie, nie "bo nie wypada". Sztab odpowiada za efektywność. Gdybyśmy uznali, że trzeba zrobić coś na luzie, bo to będzie efektywne, to nie byłoby żadnych przeszkód. Panuje przekonanie, że prezydent jest uosobieniem majestatu Rzeczypospolitej i trzeba to przekonanie utwierdzać, a nie zaskakiwać innym obrazem prezydenta, bo ludzie tego nie lubią.
Jaka jest, czy powinna być, rola Pierwszej Damy w kampanii?
Nie przesadna. Ona powinna być na różnych konwencjach, dużych spotkaniach, ale nie na wszystkich.
Powinna tylko być i wspierać, czy też przemawiać, zapowiadać męża?
Nie, nie ma takiej potrzeby.
Komorowski dobrze sobie radzi w roli walczącego o reelekcję? Odrobił lekcję Kwaśniewskiego z 2000 roku?
Nie radzi sobie. Jego otoczenie niedokładnie przeanalizowało to, co robiliśmy w 2000 roku. Byli przekonani, że sondaże zapewnią im zwycięstwo bez pracy pana prezydenta i bez ich pracy. Tak nie ma.
