Rolnik spod Mławy stracił ciągnik za drugi sąsiada. Skąd się biorą takie błędy?
Rolnik spod Mławy stracił ciągnik za drugi sąsiada. Skąd się biorą takie błędy? YouTube.com

Komornicy mają ostatnio bardzo złą prasę. Ledwo co przygasła afera z Bogu ducha winnym rolnikiem, któremu za długi sąsiada zajęto ciągnik, a już leci kolejna. W "Wiadomościach" TVP można było zobaczyć szczęśliwą właścicielkę samochodu, która dopiero po dwóch latach pomyłkowej egzekucji komorniczej odzyskała swoją własność. Komornik zabrał samochód, choć dług obciążał jej byłego już męża i to w dodatku z rozdzielnością majątkową.

REKLAMA
Środowisko komorników nie jest skłonne do szybkiego przyznania się do winy, komentowania podobnych spraw. est jeden wyjątek. To dr Jarosław Świeczkowski, komornik z rewiru Rumii i Wejherowa na Pomorzu, były szef Krajowej Rady Komorniczej. Od lat walczy z przejawami agresywnych zachowań kolegów po fachu. A walczy w ten sposób, że przez dwa dni w miesiącu, całkowicie za darmo, udziela telefonicznych porad zadłużonym.
W rozmowie z naTemat Świeczkowski zastrzega, że nie chce komentować konkretnych spraw, bo nie ma wglądu do akt. – Najważniejszy problem polega na tym , że prawo właściwie na to pozwala – mówi Jarosław Świeczkowski. – Komornik nie ma uprawnień do badania prawa własności. Zajmuje sprzęt, którym ktoś włada. Pożyczysz samochód koledze, który ma dług w banku, to może się okazać, że ścigający komornik zajmie twoje auto, bo akurat władał nim dłużnik – tłumaczy Świeczkowski. To oczywiście zły przepis, ale jeszcze gorszy w zestawieniu z drugim absurdem. Prawo daje możliwość wniesienia powództwa przeciw-egzekucyjnego w ciągu 30 dni, ale zarazem zezwala komornikowi na sprzedaż zajętej rzeczy. – Oznacza, że nawet jeśli ktoś zgodnie z terminami złoży zażalenia do sądu, a sąd przyzna mu racje, to sam przedmiot będzie już w innych rękach i nikt tego nie zmieni – wyjaśnia komornik.
Bierz co chcesz
To dlatego komornik , który prowadził egzekucję u Radosława Zaręby mógł sprzedać zajęty ciągnik czy się to komukolwiek podobało czy nie. Tylko przez wyjątkowe nagłośnienie sprawy w mediach asesor komorniczy i jego przełożony ponieśli konsekwencje. Z kolei Bożena Sokalska-Kaca z Radomia właśnie odzyskała samochód zabrany przez komornika. Wcześniej zwróciła się o pomoc do posłanki Lidii Staroń. A ta interweniowała u Prokuratora Generalnego, Ministra Sprawiedliwości, złożyła także zawiadomienie do prokuratury.
Rozmówca naTemat punktuje kolejny przykład kulawego prawa. To przepisy opisujące zasady sprzedaży zajętych, ale nowych rzeczy. Mówią one, że komornik po ustaleniu „ceny hurtowej” obiektu może go sprzedać przedsiębiorstwu profesjonalnie zajmującemu się obrotem takimi artykułami.
– To prawo uchwalone jeszcze w latach 60., kiedy ceny hurtowe ustalano urzędowo. Dziś nie istnieją komitety od cen, mamy XXI wiek, jest Ceneo i Allegro. Aby załatać problem, uzgodniono, że przy niemożności ustalenia ceny hurtowej, komornicy mają prawo sprzedaży rzeczy za 75 procent rynkowej wartości – mówi dalej Świeczkowski.
Wyobraźcie sobie teraz, że komornik zajmuje sklep z telewizorami, zabiera wszystko z półek i sprzedaje konkurencyjnemu sklepowi lub Allegro za 75 proc. Przy odrobinie złej woli można z tego zrobić interes życia. A skąd zła wola? I tu jest ważny powód. Kilak lat temu wprowadzono możliwość wyboru komornika, którego poprosimy o egzekucje płatności. Chodziło o to, aby rozruszać trochę skostniałą branżę, by komornicy bardziej się starali i konkurowali ze sobą dla dobra tych, którzy mają jakieś długi do odzyskania.
logo
Jarosław Świeczkowski, komornik z Pomorza: Chybione akcje komorników to efekt chorej rywalizacji YouTube.com
Konkurencja w bezwzględności
– Otóż tłumaczę, że taka konkurencja jest bardzo zła, bo praca komornika polega na używaniu różnych środków przymusu, aby wyegzekwować spłatę. Komornicy nie będą rywalizować ceną „usług”, tylko tym, kto będzie szybciej ściągał długi. To tworzy to pole do prowokowania ludzkich dramatów – mówi Świeczkowski. Podaje przykład, że gdyby np. policja miała rywalizować o to, kto będzie ostrzej traktował piratów drogowych czy przestępców, dostając premie „od łebka” za aresztowanego, to więzienia zapełniłyby się niewinnymi, bo takich najłatwiej wsadzić.
Dziś prawo okazuje swoją skuteczność głównie wobec biednych. Ci bogaci mają prawników, którzy ukryją majątek. – Dlatego kiedy siadam do dyżuru, najczęściej słyszę, że ktoś nie płaci, bo w rodzinie wydarzył się jakiś dramat i nie ma środków do życia. Druga grupa to emeryci, którzy na konto emerytury mają nawet cztery niespłacane kredyty. Wynika to z niefrasobliwości, albo sprytu, bo komornik nie może zając więcej niż 25 proc. świadczenia emerytalnego – opowiada Świeczkowski.
Babcie i cwaniacy
Są i tacy, którzy z góry zakładają, że nie będą płacić. Ci zatrudniają się na etacie i płacy minimalnej, bo tej kategorii dochodów (tu znowu absurd) komornik nie może ruszyć. – Wyłudzacze kredytów nie boją się kary, bo wyrok, o ile zapadnie po latach, będzie niewspółmierny do tego co udało im się zagarnąć – tłumaczy komornik.
Na koniec wyjaśnienie, dlaczego Jarosława Świeczkowskiego nazwaliśmy „jedynym sprawiedliwym”. Kilka lat temu, gdy rozpoczął swoje dyżury, środowisko komorników zagotowało się, że instruuje on potencjalne osoby do windykacji. Świeczkowski odparł, że na prośbę jednej ze stacji telewizyjnych dyżuruje pod telefonem informując obywateli o ich prawach w postępowaniu egzekucyjnym.
Wówczas Krajowa Rada Komornicza wystąpiła do stacji telewizyjnej przedstawiając innego, jak można się domyślić, mniej szczerego kandydata do programu. Gdy komornik nie dał usunąć się od dyżuru, wytoczono mu postępowanie dyscyplinarne, że nie zgłosił dodatkowego zajęcia zawodowego przełożonym. Po ponad roku Świeczkowski został uniewinniony i kontynuuje dyżury. – Sam świata nie zmienię. Udzielam porad tylko dwa razy, po dwie godziny w miesiącu – mówi.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl