
Bruksela ma zastrzeżenia co do umowy z 2014 roku między Węgrami a Rosją, dotyczącej budowy dwóch nowych reaktorów w elektrowni atomowej w węgierskim Paks. Wątpliwości Brukseli stawiają dotychczasowe warunki kontraktu pod znakiem zapytania.
REKLAMA
Chodzi o stanowisko Komisji Europejskiej, która za uzasadnione uznała zastrzeżenia Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej (Euratomu) dotyczące realizacji umowy. Dotyczą one planowanych rosyjskich dostaw paliwa nuklearnego do rozbudowywanej elektrowni.
Światowe media już wieszczą kres atomowego kontraktu między Rosją a Węgrami, który opiewa na bagatela 12 mld euro. Tymczasem kancelaria węgierskiego premiera dementuje wszelkie doniesienia o problemach na linii Moskwa-Budapeszt.
Przypomnijmy: realizację planów budowy reaktorów miał zapewnić rosyjski koncern Rosatom. Rosjanie obiecali wówczas Węgrom wysoki kredyt na inwestycję. Nie wiadomo co dalej z jej realizacją; być może będzie konieczne zrewidowanie warunków umowy.
Na Węgrzech działa jedna elektrownia atomowa - w mieście Paks. Została zbudowana w latach 80. z wykorzystaniem sowieckich reaktorów i dostarcza około 40 proc. energii elektrycznej wytwarzanej w tym kraju. Na mocy porozumienia z 2014 roku ma być jej jeszcze więcej. Orban wynegocjował to z Putinem bez żadnego przetargu.
Węgierski premier zaszedł za skórę europejskim politykom m.in. w związku z bliskimi stosunkami, jakie stara się utrzymywać z Rosją, zaangażowaną w konflikt ukraiński. Wiadomo, że kraj rządzony przez Putina jest ważnym partnerem handlowym Węgier. Kiedy państwa Europy Środkowo-Wschodniej za wszelką cenę starają się zerwać z energetycznymi wpływami Rosji, Węgry podążają w przeciwnym kierunku. Budapeszt rosyjską ropą i gazem stoi - 75 proc. dostaw gazu dostarczana jest właśnie z Rosji, 80 proc. sprowadzanej ropy pochodzi z rosyjskich złóż.
Źródło: TVN24 Biznes i Świat
